Wiara w oczach liberałów polskich

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Pan redaktor Robert Krasowski zamieścił w „‚Europie’ Magazynie idei ‚Dziennika'” z 20-21 grudnia 2008 r. ankietę jedenastu wybitnych postaci polskiej inteligencji liberalnej na temat ich wiary i religijności oraz częściowo ich stosunku do Kościoła. Stwierdził ogólnie, że „metafizyczny niepokój jest u polskiej inteligencji naturalnym stanem ducha” (s. 1). Z ankiety wynika, że nasza inteligencja ma dużą suwerenność umysłową, w tym i religijną, myślenie religijne nad Wisłą nie ma dziś silnych wrogów, ani rozum oświeceniowy, ani poznanie naukowe nie zwyciężyły, okazały się za słabe w zasadniczych kwestiach życia i upadło przekonanie, że religia jest przeszkodą w naprawie społeczno-politycznej świata. Ateizację zaś Polacy uznali za przemoc. W ankiecie otrzymaliśmy wyznania religijne niezwykłe, refleksyjne, szczere, bardzo interesujące i w rezultacie podnoszące na duchu. Ale to wszystko nie znaczy, że są bezproblemowe.

1. Agnieszka Holland, reżyser, pochodząca z rodziny żydowskiej i komunistycznej, powiada, że musiała walczyć o wiarę i w duszy, i na zewnątrz. Do kościoła prowadziła ją w tajemnicy przed rodzicami niania. Ochrzciła ją z wody koleżanka, bo ksiądz obawiał się kłopotów. Muszę tu zaznaczyć, że i dziś prawo kanoniczne nie poleca chrzcić dziecka, które nie będzie miało zapewnionego potem żadnego wychowania religijnego. Ale chrzest z rąk koleżanki był ważny, choć nie wprowadzał w administracyjne życie Kościoła. Pani Holland pisze, że przez długi czas była gorliwą katoliczką. Stopniowo jednak zniechęcał ją do praktykowania religii – jak pisze – antysemityzm kleru i otoczenia katolickiego. Mimo spotkania też dobrych księży nie stała się już praktykująca. Miała czasy zbliżenia i oddalenia. Odpychała ją – jak mówi – „pycha” Kościoła, triumfalizm, duch narodowej demokracji, a przyciągała pokora niektórych księży i ewangeliczność. Razi ją rozbrat między doktryną katolicką a praktyką moralną. Pociąga ją moralność ewangeliczna i wartość dobra wspólnego, żyje spotkaniami z Bogiem i razi ją agresywny ateizm, ale przeżywa czasy, kiedy „nie ma żadnej wiary”.

Ja śmiem zauważyć, że przypływy i odpływy religijności mogą mieć charakter czysto uczuciowy i niejako zewnętrzny, co wszakże nie musi oznaczać zerwania wewnętrznego i całoosobowego odniesienia do Boga.

2. Profesor Paweł Śpiewak, wychowany również w rodzinie obiektywnie niereligijnej, dotknął Boga – jak mówi – w Biblii, jak zrozumiałem, głównie Starego, czyli Pierwszego Testamentu. Dotknięcie Boga jest tak silne, że ateizm jest niezrozumiały, ale i nie ma zrozumienia dla religijności obrzędowej, rytualnej i wspólnotowej. Wiara w Boga jest dla niego czymś naturalnym. A Biblia pozwoliła mu zobiektywizować tę wiarę i spotkać się z innymi ludźmi w wierze, czyli przezwyciężyć skrajny indywidualizm. Jest tu coś z myśli wielkiego myśliciela żydowskiego Emanuela Levinasa. Pan Śpiewak wiąże Biblię z jakąś wiedzą o Bogu. Nie jest to jednak jakaś wiedza obrazowa. Trzeba zachować starą ideę hebrajską, żeby Boga „nie obrazować”, Bóg stanowi tak Wielkie Misterium, że trzeba raczej rozwijać w duchu pseudoeuropagity teologię negatywną, która mówi raczej, czym Bóg nie jest, niż czym jest. Bóg Biblii jest Bogiem żywym i prawdziwym, a pojęcia greckie jakby Go fałszują. Bóg Biblii jest niejako „ponadnaukowy”, jest personalny, wolny absolutnie i tchnie wolność.

Wydaje się, że chodzi tu o samą istotę religijności bez żadnych przybudówek. Religia, która nie jest najgłębiej osobista i wszystko przerastająca, nie jest religią prawdziwą. Myślę jednak, że bez pewnych obiektywizacji i uspołecznień przeżycia Boga to i Bóg Biblii stałby się papierowy.

3. Sławomir Sierakowski mówi, że „uwierzył, kiedy uświadomił sobie, że wiara zanika”. Przeżywa zatem jakąś głęboką dialektykę wiary i niewiary. Dokładniej: wiara ma się jawić u niego tym silniej, gdy w doczesności i kulturze bardziej zanika, gdy się nie spotyka ludzi przejętych wiarą naprawdę. Żarliwość wiary osobistej, autentycznej, oryginalnej ma się łączyć z antyformalizmem i antyrytualizmem. Toteż bolą wokół martwe tylko formy i cynizm. Autor wyznaje, że przeżywa lęki metafizyczne, obecność mitu w wielkim znaczeniu i tęsknotę za sacrum. Uskarża się na formalizm i religijne zobojętnienie obecnego pokolenia. Poza tym człowiek przeżywający lęk metafizyczny (horror metaphysicus) nie może być wtłaczany ani do lewicy, ani do sekularyzmu. Chce pełnej otwartości Kościoła, ale nie chce wiary zaangażowanej politycznie. Mieszanie wiary z polityką to wielki błąd. Chyba jednak polityka jest tu ujmowana w węższym znaczeniu niż troska o wspólne dobro społeczeństwa. Krytykuje zarówno skostnienie tradycjonalistyczne, jak i uważanie wiary za wiedzę. Wiara ma coś z Kantowskiego a priori, jest decyzją bezwarunkową, uprzedzającą naukę i wiedzę. Ale mimo to wiara nie może być taką pewnością, która usypia i alienuje od bieżącego świata. U podstaw religijności jest więc tajemnica wiary, nie nauka, nie polityka ani tym bardziej utylitarność.

W rezultacie przypomina mi się tutaj teza wielkiego teologa kalwińskiego Karla Bartha, że wiara nie przekłada się na instytucję, na ziemski Kościół ani nawet na „religię” w potocznym znaczeniu.

4. Profesor Ireneusz Krzemiński, znany socjolog, powiada, że wiara pozwala mu znosić błędy jego Kościoła. Wychodzi ze zderzenia wiary osobistej z działaniami i deklaracjami Kościoła instytucjonalnego. Widział to już w rodzinie: został ochrzczony, wychował się w rodzinie religijnej, ale religijnej tylko obyczajowo i zewnętrznie. Szukał Kościoła nieinstytucjonalnego. Polubił Kościół soborowy, ośrodki „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi”, KiK, „katolicyzm odnowiony”, Kościół Jana Pawła II, wybuch religijności w latach 80. Przyjął, że wiara rodzi się z najbardziej intymnego spotkania z Bogiem. Jest łaską. To przyjście Boga jest fundamentem zakorzenienia w Kościele, ale też potem pozwala znosić to, co się w Kościele nie podoba. A Kościół okazuje się instytucją tylko ziemską, autorytarną i gnębiącą sumienie jednostki i jej wolność. Dziś Kościół stał się u nas oblężoną twierdzą, zamkniętą, duch Soboru upadł, Katechizm Kościoła Katolickiego jest skostnieniem i narzuca określoną moralność. Religijny i lokalny monopol kościelny w Polsce nie służy już wolności ducha. Autor rozważa, czy nie przenieść się do protestantów. Jest to podejście bardzo radykalne co do wolności wiary jednostki, przypominające protestanckich mennonitów z XVI wieku. I myślę, że w klasycznym protestantyzmie funkcjonują także elementy instytucjonalne, a wymogi etyczne bywają surowsze niż u katolików. Ale te krytyczne wywody plamią się jednak emocjonalnym zdaniem, że, mianowicie: „Na ogół księża są zarozumiali, niedouczeni i głupkowaci” (s. 5). Nie sposób z obelgą polemizować.

5. Paweł Huelle mówi, że człowiek jest jak wahadło: raz zbliża się do Boga, a raz od Niego oddala. Religia i wiara raz się rozpalają, a raz giną. Życie religijne opiera się na jakiejś niezwykłej intuicji, a nie na suchej doktrynie katechizmu. Główny akcent kładzie autor na Logosie w świecie i w człowieku, a więc też w określonym sensie na słowie i na „Słowie”, które tworzy religię Logosu. Ważne jest to zauroczenie Misterium Słowa.

Chcę powtórzyć, że owa wahadłowość może być czysto emocjonalna, a nie ontyczna czy całoosobowa. Ale znowu co do praktyk to – jak mówi – „zrażał się głupotą kaznodziejów, prymitywizmem argumentów, dwulicowością spowiedników i pychą niektórych hierarchów” (s. 6). To ma być przykład pokory i kultury?

6. Agata Bielik-Robson twierdzi, że bez religii żylibyśmy jak zwierzęta, byłoby to zabicie człowieczeństwa. Dla niej religia to przede wszystkim judaizm, a chrześcijaństwo to realizacja mesjanizmu żydowskiego. Jedyne dziedzictwo humanistyczne wywodzi się z Jerozolimy, z myśli hebrajskiej, nie z Aten i Grecji. I trzeba tu przyznać rację, że Biblia hebrajska pierwsza odkryła fenomen moralności, dobra i zła moralnego, grzechu oraz że zwada Hioba z Bogiem przyniosła poczucie realnej więzi z Bogiem, tak różne od krytycyzmu ateistycznego czy nihilistycznego. Ale całkowicie nie można zrozumieć też autorki, że katolicyzm to pogaństwo przejawiające się w sprzeciwie względem aborcji, popieraniu prawa naturalnego, zamiłowaniu do ładu i że błąd rzekomy Kościoła katolickiego polega na tym, że jest przeciwny indywidualizmowi i pełnej emancypacji jednostki z prawa, natury i organizacji społecznej. I tak nowoczesność to ma być nie nihilizm, lecz renesans religii.

Jaka szkoda, że otrzymaliśmy postmodernistyczny chaos i bełkot.

7. Profesor Zygmunt Bauman wychodzi z formuły: wiara może przerażać, ale co będzie, kiedy jej zabraknie. Profesor wyznaje też różne koleje wiary. Uważa, że nic nie dają dysputy ani między dogmatykami, ani między różnowiercami. Dowodzi słusznie, że wiara jest pojęciem szerszym niż religia. W duchu Ockhama i K. Bartha utrzymuje, że wiara to subiektywna pewność i nie można jej zestawiać z rozumem. Zajmuje nawet stanowisko Tertuliana: credo quia absurdum: to, w co się wierzy, to dla rozumu absurdalne. Rozum też nie służy wierze. Jest to fideizm w duchu jeszcze Mikołaja z Autrecourt. Bóg jest poza naszym pojmowaniem – w duchu pseudoareopagity. A sprzeczności i przeciwieństwa bytu dowodzą nieuniknioności Boga (Mikołaj z Kuzy). Życie jest zbiorem przeciwieństw i sprzeczności, potrzeba więc kotwicy. Bez Boga byłby absurd, ale mimo to On nie wiąże się z normalnym biegiem życia na co dzień. Toteż przez życie kroczymy bez uniesień i bez tajemnic.

8. Cezary Wodziński mówi, że fascynuje go szczególnie to, że nasze myślenie nawiedza Bóg. Są dwa światy: religijny i myśleniowy. Jak one mają się do siebie? Czy jest możliwy dialog między tymi światami, czy zwycięża jeden nad drugim, co dzieje się z myśleniem, kiedy nawiedza je Bóg. U Wodzińskiego myślenie religijne jest nawiedzane przez Boga i odwołuje się w tym do wybitnego filozofa żydowskiego Emanuela Levinasa. Zauważyłbym w tym jeszcze podobieństwo do poglądu P. Teiharda de Chardina, że myśl ludzka w ogóle ma jakiś wymiar, także religijny. Walka z myśleniem religijnym umacnia je, tak jak bluźnierstwo umacnia tego, komu się urąga (zob. Księga Hioba). Religia opiera się na akcie wiary i ten akt wiary jest bezsporny; ale dyskusja między zwolennikami a przeciwnikami religii to spór między ślepymi a głuchymi. A w dziedzinie politycznej i etycznej zarówno w imię religii, jak i sekularyzmu wylano morze krwi.

Obawiam się, że według tej tezy Bóg byłby tylko w myśleniu, a nie miałby nic ani do moralności, ani do działania, ani do życia całoosobowego.

9. Stefan Chwin przyjmuje, że w religii najważniejsze jest to, iż nie obiecuje ona łatwego zbawienia. Samo pytanie o stosunek do religii jest kłopotliwe i nęka sumienie pytanego, pan Chwin chce wyrzucić taki stan lękliwości, pogłębiany ciągle przez surowość chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo zamiast być religią miłości, raczej ciągle walczy i straszy piekłem i Bogiem jako policjantem kosmosu. Jak Bóg mógł się zgodzić na Auschwitz? Chrześcijaństwo jawiło się w formule grozy: inkwizycji, palenia heretyków, topienia czarownic. Dlaczego właściwie żadna religia nie może istnieć na ziemi bez inkwizycji i krucjat? Gorszy człowieka wielość religii, ale i obraz okrutnego Boga. Ale paradoksalnie tworzy to niezwykłą dramaturgię i wielką poezję życia, gdyż poezja jest córką teologii. Dramatyczność tę ukazuje już choćby nauka o grzechu pierworodnym. Religia to nie jest sprytna łatwizna. Dziś bardzo razi ucieczka od odpowiedzialności moralnej: wszystko i wszyscy winni, tylko nie ja. Tymczasem to ja osobiście odpowiadam, i tylko ja, za to, kim jestem. To poczucie winy to najgłębsze dziedzictwo religii, ale dziś wyparowuje ono z cywilizacji zachodniej.

Jest to bardzo głębokie powiązanie religii z pełną moralnością.

10. Marcin Król uważa, że dzisiejsza sekularyzacja, czyli odreligijnianie życia, to nie kryzys wiary, lecz wynik kompletnej inercji samego Kościoła. Wiara jest niejako nienaruszalna: ani nie zgłębia jej rozum, ani nie staje się łupem nierozumu. W Polsce też nie ma żadnej wojny religii i rozumu. Tylko maniacy chcą dowieść nieistnienia Boga albo zdają się tylko na uczucia. Autor jednak boleje, że wiara i religia nie kształtują u nas moralności w życiu publicznym. Nie można u nas prowadzić w tym względzie debaty publicznej, nastąpił zanik cnót publicznych. Winni są i politycy, i kler. Autor śmie wręcz zarzucać i Episkopatowi „podłość w tym względzie”. Kościół nie reaguje umiejętnie ani racjonalnie na życie publiczne. Upadł m.in. wpływ przez kerygmat. Autor z żoną woli pójść do kościoła na Litwie czy Słowacji, by nie rozumieć – jak mówi – złych kazań, i językowo, i dogmatycznie. Prymas Wyszyński miał rzekomo zdystansować się od „Solidarności”, a inni duchowni nie są w duchu Jana Pawła II. Upada instytucjonalność Kościoła i pobożność. Autor zarzuca też Kościołowi w Polsce, że „z pewnością nie zajmuje się sytuacją społeczną i przede wszystkim religijnością. Zajmuje się ciągle – walką z permisywizmem seksualnym we wszystkich możliwych postaciach i walką z alkoholem, co zresztą jest nieszczere, bo znaczna część księży po niego sięga” (s. 8). Stąd sekularyzację Kościół zafundował sobie sam.

Przyznam się, że trudno mi całość wywodów uspójnić: czy Kościół powinien zaangażować się w życie publiczne, czy też nie, czy powinien zajmować się całą moralnością społeczną, czy pomijać etykę seksualną i alkoholizm. Co do Prymasa Wyszyńskiego, to myślę, że chciał w roku 1980 uniknąć rozlewu krwi, nie był pewny, czy „Solidarność” nie zostanie zinstrumentalizowana przeciwko Kościołowi, a zresztą tylko dzięki niemu została zalegalizowana „Solidarność” Rolników Indywidualnych.

11. Bronisław Łagowski głosi tezę, że gdy nie ma ludzi wierzących, zwycięża cynizm. Przyznaje, że kiedyś był katolikiem „politycznym”, dziś taki katolicyzm uważa za nie na czasie: „Jest on głupi i szkodliwy”. Polityka bowiem korumpuje religię, a religia politykę. W Polsce tymczasem Kościół, rzekomo, zdominował społeczeństwo. I to jest źle. Stał się potęgą i odzyskuje dobra materialne – z nadużyciami, powstała mieszanka religii i politycznego cynizmu, łączenie zbawienia religijnego z polityką doczesną. Następuje w Polsce oddzielenie moralności od religii, czyli zaangażowanie religijne nie idzie w parze z wyższymi standardami moralnymi. Hierarchowie oraz politycy i dziennikarze demonstrujący religijność pozwalają sobie na niebywały cynizm. „Wszystkie telewizje, prywatne i państwowe są tubami propagandowymi Kościoła, z Kościołem liczy się Sejm, wojewoda, uniwersytety. Ale to podporządkowanie Kościołowi jest sztuczne i rodzi zobojętnienie religijne”. Weźmie górę cynizm i zniszczy – on sam Kościół, bo wiara jest wtedy udawana. Kościół integruje tylko wspólnoty lokalne, wiejskie i małomiasteczkowe.

Pod koniec Łagowski znienacka powiada, że nauka o zbawczym Krzyżu Jezusa Chrystusa to mit, który jednak jest okrutny i obciąża ludzkie sumienia, zresztą temu obciążeniu ma z założenia służyć. „Natomiast kult maryjny, postawienie Matki Bożej w centrum życia religijnego bardzo humanizuje religię chrześcijańską” (s. 9). Co do Matki Bożej, to podobnie uczyli kollyrydianie z IV wieku. Ale tutaj to wszystko jest jeszcze bardziej pomieszane. W gruncie rzeczy, o jaką wiarę chodzi?

Przepraszam. Trudno jest oddać wiernie czyjeś przeżycie Boga, tym bardziej że owe wyznania były krótkie i moje ujęcia jeszcze krótsze. Przy tym przeżycie Boga jest z natury bytu bardzo bogate i o niezliczonych aspektach tematycznych mimo tożsamości przedmiotu. Jeszcze raz powtórzę, że wszystkie otwarte wyznania wiary, zapewne reprezentatywne dla szerokiej masy inteligencji polskiej, są bardzo podnoszące na duchu i teologa. Jednak nie można pominąć jakiejś próby ich charakterystyki.

1. Autorzy mówią przeważnie o Bogu w ogóle, nie mówią raczej o Misterium Chrystusa i Kościoła. A jeśli poruszają temat Kościoła, to jedynie w jego warstwie czysto ludzkiej, zewnętrznej i w relacji do życia administracyjnego i społeczno-politycznego. I ta strona zewnętrzna jest z reguły urazowo krytykowana, co prowadzi do tezy: Bóg „tak” – Kościół „nie”. Jest to typowa teza dla „postępowych”, postmodernistycznych niektórych nurtów chrześcijańskich na Zachodzie.

2. W konsekwencji mamy tu przedstawianą wiarę indywidualistyczną i subiektywistyczną. Jakkolwiek każda żywa wiara musi mieć strukturę „osobistą”, to jednak nie może naruszać porządku obiektywnego. Nie może się sprowadzać do samej emocjonalności, a tym bardziej do tezy: „Ja i Bóg”, i to w aspekcie, że nie uznaję mojej zależności od Boga, lecz robię osobistą łaskę Bogu, że przyjmuję Jego istnienie i uznaję Go. Wprawdzie jest w tym coś ze słuszności, bo człowiek jako osoba o wielkości nieogarniętej ma jakiś punkt styczny z Bogiem osobowym i może być Jego „partnerem”, ale jest to bardzo daleka tylko analogia w porządku personalistycznym, nie zaś bytowym. Zresztą słusznie, nie można jedynie „czekać” na działanie Boga z góry, lecz trzeba także współpracować z Nim. Jakże rzewne są dla mnie takie wyznania, jak np. gen. Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Religi czy innych, że „Bóg nie dał im łaski wiary”. I myślę: a może to oni sami nie podejmują życiowej decyzji otwarcia się na Transcendencję, na nieskończoność ludzką, na Boga? Może im brakuje, jak mówią egzystencjaliści, „ryzyka wiary”?

Nie można się zgodzić do końca z indywidualizmem i subiektywizmem, które sprowadzają wiarę i religię tylko do sfery emocjonalnej, odczuciowej, prywatnej i nie zostawiają miejsca dla wspólnoty wiary, dla obiektywnej relacji do Absolutu, dla norm, praw i logiki owej całoosobowej relacji z Bogiem.

3. Bóg przeżycia emocjonalnego i czysto „osobistego” często nie jest wiązany z etyką społeczną, z praktyką, z życiem publicznym i z kulturą. Subiektywizm pozbawia poczucia rzeczywistości i logiki życia religijnego. Z reguły bywa tyle religii, tyle kodeksów etycznych i tyle kierunków umysłowych, ilu jest ludzi. I odrzucenie obiektywizacji w postaci Kościoła prowadzi z konieczności do chaosu i do zaniku samej wiary.

4. Wydaje się, że nasza inteligencja współczesna odrzuca w większości i ateizm, i sekularyzm, ale, niestety, przyjmuje w dużej mierze liberalną i postmodernistyczną filozofię, kierunki myślowe i prądy modne z Zachodu, co degraduje zdrową filozofię i zdrowy rozsądek. Ale pociesza fakt, że inteligencja polska, która od paru już wieków przyjmuje wszystkie nowe prądy z Zachodu, czyni to jednak zawsze z umiarem, np. nigdy nie przyjęła niemieckiego idealizmu filozoficznego w jego skrajnej postaci.

5. Mam obawę, że wiara i wiedza religijna naszej inteligencji nie jest integralna, ani konsekwentna, ani studyjna. Są wybierane tylko jedne czy drugie aspekty czy tematy. Oczywiście, nie każdy może studiować teologię naukową, ale szkoda mi, że przeważnie u najwybitniejszej części nawet inteligencji polskiej nie ma znajomości względnie całościowej i pogłębionej wiedzy religijnej. Mówiąc szczerze, rodzi się podejrzenie, że wielu z nich nie miało nawet zwykłej katechezy i są jedynie czytelnikami jednej czy drugiej książki przypadkowej. A jeśli ktoś przy tym chce atakować katolicyzm w imię judaizmu, to niech rozważy zdanie ks. prof. Ryszarda Rubinkiewicza z KUL, wielkiego znawcy judaizmu, a mianowicie, że prawdziwy judaizm religijny zachował się dziś doskonale w Kościele katolickim, poza którym jest tylko nurtem społeczno-politycznym i narodowym.

6. Jest tylko problem, jak uniknąć w sumie rozbicia poglądów, chaosu i sprzeczności, które niweczą wszelką wiedzę. Na przykład Bronisław Łagowski pisze, że Kościół zdominował dziś całe życie polskie, a Robert Krasowski uważa, że „Polska Tuska, w roku pańskim 2009, nie ma już żadnego wpływu na politykę” („Europa”, 24-25.01.2009 r.). Albo jeśli omawiani ludzie mają swoje dzieci, co oni im przekazują na temat religii? Jeszcze trudniej sobie wyobrazić, co by wyszło, gdyby takich rodziców czy choćby prelegentów zebrać razem i postawić ich wobec ich dzieci, stanowiących ewentualnie jedną społeczność pytających i słuchających? Otóż dlatego i Kościół zabiega w duchu Chrystusa o jedność i tożsamość wiary i prawdy. W świecie przeróżnych poglądów religijnych wypowiedziano już niezliczone ilości niedorzeczności, które muszą być usuwane.

Dla chrześcijanina istotne jest przede wszystkim jedno: człowiek przyjmuje Boga, a nie tworzy Go sobie jak element fabuły literackiej, i człowiek nie może być jedynym kreatorem tej religii, w której przemówił i przemawia – sam Bóg jako pierwszy.

drukuj