PiS zamraża projekt

Projekt ustawy o zakazie in vitro utknął w sekretariacie przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego i nie był do tej pory dyskutowany na posiedzeniu klubu

Co się dzieje z projektem ustawy zakazującej zapłodnienia pozaustrojowego autorstwa posła Bolesława Piechy (PiS)? Gotowy projekt wpłynął do sekretariatu przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego. I utknął. Dopiero na 12 lutego zaplanowane jest spotkanie eksperta z Episkopatu Polski z… chętnymi posłami PiS zainteresowanymi tematyką in vitro. Będzie ono miało charakter czysto informacyjny. Jak się okazuje, w klubie PiS nie było do tej pory żadnej sensownej, merytorycznej dyskusji na ten temat.

Jak poinformował nas poseł PiS Artur Górski, projekt zakazujący in vitro posła Piechy trafił do rąk legislatorów klubu PiS. – Faktycznie, nie był on jeszcze dyskutowany w klubie – przyznaje poseł Górski. Jednak szybko dodaje, że spotkanie odbędzie się niebawem – 12 lutego. – Tak nam obiecał przewodniczący Gosiewski, mamy na ten temat rozmawiać. Miejmy nadzieję, że do tego spotkania dojdzie. Ekspert spotka się z zainteresowanymi kwestiami in vitro posłami PiS – mówi Górski. Tłumaczy, że będzie to wstępna debata, bo sam projekt musi zostać doszlifowany od strony legislacyjnej oraz musi być przekazany do opinii „różnym ekspertom”. – Zakładam, że cały proces przygotowawczy projektu do jego złożenia potrwa około dwóch miesięcy. Za niemal 4 tygodnie znowu się spotkamy w klubie PiS i przeanalizujemy, na jakim jesteśmy etapie oraz spróbujemy określić dalszy harmonogram prac. Są to realne terminy, które pozwolą przygotować projekt z uzasadnieniem na wysokim poziomie merytorycznym i legislacyjnym. Musimy pamiętać, że jest to bardzo trudna problematyka. Trzeba przygotować takie uzasadnienie projektu, które trafi do przekonań posłów. Nie chodzi tylko o to, żeby zgłosić projekt i powiedzieć: „Mamy takie poglądy”. Ale chodzi o to, żeby go zgłosić i postarać się po prostu doprowadzić do jego uchwalenia. Jesteśmy zdeterminowani, ale proszę nas sztucznie nie naciskać i nie przynaglać, bo naprawdę mamy intencje, żeby o ten projekt powalczyć – zapewnia Górski. Nawet posłowie sprzyjający projektowi nie mają żadnych informacji na temat postępu w pracach nad nim. – Mówiąc szczerze, nie wiem, na jakim etapie jest projekt zarówno rządowy, jak i projekt posła Piechy – mówi nam poseł PiS Zbigniew Girzyński. Nie wiedzieć czemu PiS czeka z pracami nad swoim projektem na to, co powie na temat swojego (projektu autorstwa posła Jarosława Gowina) Platforma Obywatelska. Zdaniem Górskiego, warto poczekać, ponieważ zespół powołany przez PO, który obecnie pracuje nad poprawieniem projektu Gowina, może o tyle „przedobrzyć” w sensie zliberalizowania jego zapisów, że nie poprze go znaczna część posłów PO i PSL. Tyle tylko że o tym, iż część posłów PO i PSL nie poprze projektu Gowina nawet po poprawkach zespołu, wiadomo na podstawie ankiety prowadzonej wśród parlamentarzystów przez „Nasz Dziennik”. Warto też podkreślić, że średnio co drugi pytany przez nas poseł PO i PSL (a także niektórzy posłowie PiS) na udział w ankiecie zgody nie wyraził.

Projekt PiS, jeśli już trafi do Sejmu, zostanie złożony do laski marszałkowskiej przez grupę posłów (23 podpisanych pod listem do przewodniczącego Gosiewskiego), a nie przez Klub Parlamentarny PiS. – Świadczy to jednoznacznie o tym, że w PiS nie ma jasnych poglądów na wiele spraw moralnych i klub nie chce w te sprawy się angażować. To jasny sygnał, że w PiS jest grupa posłów, która rzeczywiście chciałaby zmian w prawie w kwestii obrony życia poczętego, jednak nie ma poparcia klubu. Kierownictwo klubu pozwoliło tym posłom na inicjatywę legislacyjną, bo wie, że prawdopodobnie projekt przepadnie już w pierwszym głosowaniu. Gdyby projekt zgłosił Klub Parlamentarny PO, miałby on inny prestiż, większe poparcie, inaczej patrzyłaby na niego pozostała część parlamentu – ocenia Dariusz Kłeczek, były poseł PiS, członek Komitetu Pro Dono Vitae.


Kliniki in vitro przeżywają złote czasy


Projekt ustawy zakazującej procedury in vitro zawiera przepisy mówiące o całkowitym zakazie in vitro, ponadto zakłada także procedurę adopcji istniejących już zarodków, która nie jest oceniana jednoznacznie. Jak mówi poseł Górski, w PO słychać głosy za tym, aby adopcja zarodków była dostępna nie tylko dla małżeństw, ale również dla ludzi żyjących w wolnych związkach, a co może prowadzić do zgody na to, aby zarodki mogły adoptować pary homoseksualne. – To jest bardzo poważne niebezpieczeństwo, dlatego projekt zakazu musi być bardzo staranny – uważa poseł Górski. – Bardzo ważny temat obrony życia i praw rodziny PiS traktuje tylko instrumentalnie. Chcąc się przypodobać wyborcom katolickim, głosi hasła obrony życia i sprzeciwiające się in vitro. W rzeczywistości niestety kierownictwo PiS ma zdanie odmienne, stąd próby zmiany Konstytucji w kwestii obrony życia zostały przez przywódców PiS storpedowane, stąd zgłaszanie sprzeciwu wobec in vitro jest tak proponowane, aby „przypadkiem go nie zgłosić”. To tylko namiastka polityki prorodzinnej w wykonaniu tego ugrupowania – uważa Kłeczek.

– W tej chwili musimy sobie uświadomić, że do laski marszałkowskiej nie wpłynął żaden konkretny projekt. Owszem, trwa dyskusja na temat propozycji, ale nic z tego nie wynika. Cały dramat sytuacji dziś polega na tym, że żadna strona nie może się zdecydować, co chce zrobić, w lasce marszałkowskiej nie ma żadnego projektu, a społeczeństwo tego oczekuje. Sprawa ta stała się dla wielu polityków niewygodna. Według tego, co widzimy, jest gorzej niż wcześniej, zanim rozpętała się dyskusja o in vitro. Układ sił politycznych jest taki, że bez PO nic się nie da przegłosować, a PO – a przede wszystkim premier Tusk – nagle się zorientowała, że jest to temat niewygodny. Więc co zrobią? Nawet jak projekt posła Gowina po poprawkach zespołu powołanego przez Platformę trafi do Sejmu, to w komisji będzie przetrzymany przez kolejny rok. Prezes PiS Jarosław Kaczyński też wcale nie spieszy się do tego, aby rozpoczęły się konkretne prace w kwestii in vitro. Temat jest po prostu spychany na bocznicę – podkreśla Kowalewska.


Izabela Borańska
drukuj