W kwestii in vitro należy apelować do rozumu

Z ks. dr. hab. Franciszkiem Longchamps de Bérier, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownikiem Zakładu Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji, członkiem Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, rozmawia Katarzyna Cegielska

Księże Profesorze, obserwujemy duży postęp biotechnologiczny, jednak często prawo za nim nie nadąża. Tymczasem Ksiądz Profesor mówił w czasie sympozjum naukowego „Oblicza słowa”, które odbyło się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, że prawo winno być przed postępem, uregulowania prawne winny przewidywać pewne ewentualności, możliwości technologiczne. Dlaczego?

– Pokażmy to na przykładzie klonowania. Nie ma dziś technicznych możliwości, aby skutecznie sklonować człowieka, ale pozostaje pytanie o regulację, w razie gdyby stało się to wykonalne – o zakaz podejmowania nie tylko takich działań jak klonowanie reprodukcyjne, ale również klonowanie terapeutyczne. Wszyscy się ponoć zgadzają, że klonowanie reprodukcyjne, w którym chce się wytworzyć organizm – człowieka, jest niedopuszczalne i powinno być zakazane, ale co do klonowania terapeutycznego są już różnice zdań. A samo określenie „klonowanie terapeutyczne” jest eufemizmem, bo różnica między terapeutycznym a reprodukcyjnym polega na tym, że tylko intencja się zmienia. Proces wydaje się być ten sam, tyle że w klonowaniu terapeutycznym próbuje się wytworzyć organy lub tkanki czy substancje, które miałyby być wykorzystane w leczeniu drugiego człowieka. Mimo że na razie istnieje tylko teoretyczna możliwość tworzenia życia ludzkiego za pomocą klonowania, prawo powinno już to przewidywać i zakazać tej procedury.


Dlaczego w dyskusjach np. na temat in vitro najczęściej pomija się etykę lub wprowadza – jak zauważył ks. abp Henryk Hoser – tzw. etykę sentymentalną?


– To jest charakterystyczne dla naszych czasów, zresztą ksiądz arcybiskup powiedział, że czasy te są szalenie zmediatyzowane, a więc pod przemożnym wpływem mediów. Nawet mamy wrażenie, zwłaszcza w polityce, istnienia swoistego Big Brothera. Kiedy coś się dzieje, dziennikarze przybywają na miejsce natychmiast. Ktoś powie: „Ich prawo”. Oczywiście, ale np. politycy, przedstawiciele różnych instytucji bronią się często przed komentowaniem jakiegoś problemu od razu, po to, by lepiej sprawę zbadać, przemyśleć i sformułować wartą przekazania informację. Media zaś sprzedają głównie uczucia, stąd chętnie epatują widzów tragicznymi wiadomościami albo próbują nagłaśniać określony typ działań, np. robią akcję zbierania pieniędzy w całej Polsce raz w roku. Może to być sposób na usypianie sumień: dobrze się czujemy, bo coś zrobiliśmy, a wymagało to niewiele wysiłku – raz w roku wzięliśmy udział w akcji. Oczywiście nie ma co się obrażać na fakt, że media mówią o świecie, odwołując się do uczuć. Człowiek jednak obok uczuć ma rozum i to właśnie rozumem powinien się kierować. Uchroni go to chociażby przed ponoszeniem konsekwencji nieracjonalnych działań podjętych zbyt pochopnie – właśnie pod wpływem uczuć. Emocje są złym doradcą.


Jak delikatnie, aczkolwiek skutecznie, walczyć z etyką sentymentów?


– Pierwszym warunkiem jest apelowanie do rozumu, uświadamianie, jakie konsekwencje wiążą się z określonym wyborem. Czynnikiem sprzyjającym może okazać się fakt, że dziś, bardziej niż w poprzednich pokoleniach, chcemy wszystko rozumieć. Nie bardzo jesteśmy skłonni przyjmować coś na wiarę: zamiast uznania, że coś należy bądź trzeba uczynić, że coś powinniśmy, pytamy raczej: „Dlaczego?”. Widać to bardzo wyraźnie w różnych dziedzinach życia i nauczania kościelnego. Stąd ważne jest, aby wytłumaczyć, że nie można kierować się jedynie pragnieniem posiadania dziecka za wszelką cenę, ale powinno sie brać pod uwagę też i to, że decydując się na techniki wspomaganej prokreacji, przyzwala się na niszczenie wielu istnień ludzkich. I powstaje pytanie: „Czy to nie jest egoizm, kiedy nie dba się o to, co stanie się z tymi innymi osobami?”. Wielokrotnie dyskutowałem z młodzieżą na temat problemu np. mieszkania razem przed ślubem czy używania środków antykoncepcyjnych. Czasami bazują oni, niestety, tylko na uczuciach i kierują się pożądliwością. Dotyczy to również osób dorosłych. Można podać tu przykład z ostatnich dni, o którym dużo się mówi: znany polityk łamie małżeńskie przymierze, naraża swoją rodzinę i karierę przez pójście całkowicie za uczuciami. Znajdą się oczywiście i tacy, którym się to podoba. Jednak w pewnym momencie emocje mijają, przychodzą trudności i wtedy młody człowiek uświadamia sobie, że warto żyć w czystości, nie stosować środków antykoncepcyjnych, być wiernym małżeństwu i dzieciom. Dobrze, jeśli dochodzi do nawrócenia w sensie religijnym oraz życiowym, kiedy człowiek zauważa, że konsekwencje biologiczne tego stylu życia, o których podczas sympozjum mówił dr Maciej Barczentewicz, nie są dobre, bowiem przyjmowanie obcych substancji nie pozostaje bez wpływu na organizm. Podobnie tłumaczymy młodym, że gdy zamieszkają razem bez ślubu, niczego nie sprawdzą. A potem się okazuje, że miłość, zanim jeszcze na dobre się zaczęła, już się wypala, bo wszystko jest w niewłaściwym porządku. W przypadku procedury wspomaganej prokreacji czasami przychodzi opamiętanie, gdyż decyzji nie podejmuje sie od razu i jest trochę czasu na zawrócenie ze złej drogi.


Co zatem można poradzić osobom, które w metodzie in vitro upatrują swojej szansy na dziecko?


– Można wskazać na konsekwencje poddania się procedurze in vitro. Warto zapytać te osoby, czy są gotowe wziąć odpowiedzialność za istoty ludzkie, które będą od nich pochodzić, a zginą; co się stanie, gdy wątpliwa moralnie metoda wywoła również w poczętym za jej pośrednictwem dziecku jakieś wady, choroby? A co zrobią, jeśli to dziecko już jako człowiek dorosły powie im – pewnie pod wpływem emocji, że lepiej by było, gdyby się nie urodziło? Ale można też delikatnie zapytać te osoby, czy nie rozważyłyby możliwości adoptowania dziecka. W ramach kursu przedmałżeńskiego zachęcamy, aby młodzi stawiali sobie najtrudniejsze małżeńskie pytania. Tak samo jest w tym przypadku. Trzeba rozmawiać zawsze delikatnie i z szacunkiem, ale o wszystkim.


Jakie zadanie stoi przed Zespołem Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych?


– Zadaniem Zespołu jest monitorowanie sytuacji w dziedzinie biomedycyny w naszym kraju, a także poza jego granicami: w Europie i na świecie; przygotowywanie ekspertyz i informacji dla Konferencji Episkopatu Polski – z własnej inicjatywy, jak oświadczenie z 22 grudnia 2008 r. lub w odpowiedzi na konkretne pytania kierowane do Zespołu Ekspertów.


Czy Zespół podejmuje jakieś działania w sprawie zapobiegania i leczenia niepłodności?


– Ksiądz arcybiskup Henryk Hoser, przewodniczący naszego Zespołu, wystąpił z postulatem, żeby przygotować całościowy program leczenia niepłodności. Problem dotyka wielu par i słusznie traktuje się go obecnie jako chorobę cywilizacyjną. Trzeba się tym zająć, bo wiemy dobrze, iż to nieprawda, że kto śpi, nie grzeszy: będzie odpowiadać za grzech zaniedbania.


Konferencja „Oblicza słowa” była dla Księdza Profesora pierwszą okazją do zetknięcia się z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej. Jakie są Księdza wrażenia?


– Bardzo pozytywne. Jestem pełen uznania dla tego dzieła, dla uczelni, dla tego wszystkiego, co stworzono dla studentów – doskonałe warunki socjalne. Jestem wdzięczny za tak miłe i serdecznie przyjęcie.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj