Razem przeciw imperium zła

13 maja 1981 roku, w dniu święta Matki Bożej Fatimskiej, Papież Jan Paweł
II został postrzelony przez niedoszłego zabójcę. Ojciec Święty niebezpiecznie
zbliżył się wtedy do śmierci – podobnie jak prezydent Stanów Zjednoczonych,
który został postrzelony zaledwie sześć tygodni wcześniej. Wielu z nas w Stanach
Zjednoczonych jest przekonanych, że gdyby obydwaj zginęli, XX wiek nie
zakończyłby się tak szczęśliwie, jak to się stało.

Już na długo przed tragicznymi wydarzeniami z grudnia 1981 roku Ronald Reagan
wierzył, że Polska może stać się katalizatorem, dzięki któremu zostanie obalona
sowiecka dominacja w Europie Wschodniej. Postrzegał Polaków jako tragiczne
ofiary dwóch totalitaryzmów, które stawiał na równi – nazizmu i bolszewizmu.
Alianci wyzwolili Polskę w czasie II wojny światowej, ale potem sprzedali ją w
Jałcie Sowietom. Reagan Jałtę uważał za akt niemoralny i miał nadzieję, że
pewnego dnia krzywda wyrządzona Polsce w Jałcie zostanie wynagrodzona.
Komuniści wybrali złe miejsce na próby poszerzania swojego ateistycznego
imperium. Polska jest Narodem homogenicznym, jednolitym etnicznie, zamieszkanym
w 95 procentach przez Polaków, rzymskich katolików. Naród Polski jest
niewzruszonym bastionem katolicyzmu. Rutynowe wypowiedzenie przez komunistów
wojny religii było tutaj niezmiernie trudnym zadaniem. Polacy pozostali nadal
głęboko wierzącym Narodem, Kościół był tu silniejszy i bardziej niezależny niż
gdziekolwiek indziej w obrębie bloku sowieckiego.
Dla Reagana Jan Paweł II reprezentował to, co najlepsze w dwóch planach ludzkiej
egzystencji – duchowym i politycznym: niezachwianą wiarę w Boga i wyrazisty
antykomunizm. Już jako chłopiec Karol Wojtyła miał zwyczaj zatrzymywania się na
chwilę po Mszy św., aby zapalić świeczkę i ofiarować modlitwę "za nawrócenie
Rosji". Później, jako Papież, miał możliwość ofiarować Rosji coś jeszcze.
3 czerwca 1979 r. Jan Paweł II otwarcie nalegał, żeby wszystkie rządy Europy
Wschodniej zagwarantowały swoim obywatelom wolność sumienia, poszanowanie praw
człowieka, prawo do prywatnej własności, do indywidualnych wyborów i
niezależności. Papież skonstatował: "Nie będzie sprawiedliwej Europy bez
niepodległej Polski na jej mapie". W naturalny sposób Reagan znalazł w Ojcu
Świętym bratnią duszę, kogoś, kto podzielał jego pragnienia i także – tak jak on
– wypowiadał je otwarcie.
W tym czasie Ronald Reagan nie był jeszcze prezydentem. Został nim wybrany rok
później, w listopadzie 1980 roku. Zabrał jednak głos. Wystąpił w kilku audycjach
poświęconych papieskiej pielgrzymce do Polski, których słuchano w stacjach
radiowych na terenie całej Ameryki.
Reagan był pod wielkim wrażeniem faktu, że w którekolwiek miejsce w Polsce
udawał się Papież, witały Go "niewiarygodne rzesze" ludzi. Powiedział on swoim
amerykańskim ziomkom, że przez 40 lat polski Naród żył najpierw pod dyktaturą
nazistów, a potem Sowietów, poznał ich czołgi i karabiny. Głosy ukryte za tymi
czołgami i karabinami mówiły im, że nie ma Boga. Teraz Papież Jan Paweł II
przybył, aby przypomnieć swoim rodakom, Polakom, i całemu światu, że Bóg
istnieje i że mają oni prawo w wolny sposób oddawać Mu cześć. Reagan pytał
wówczas: "Czy Kreml kiedykolwiek znów będzie taki sam?". Podkreślał, że ten
jeden człowiek dowiódł, że świat tęskni za odnową i duchowym przywództwem.
Przyszły prezydent USA po tej pielgrzymce papieskiej nie był już tym samym
człowiekiem, co przedtem. Zrozumiał, że oto stał się świadkiem doniosłego
wydarzenia, które zagroziło władzy komunistycznej w Europie Wschodniej.
Ronald Reagan, oglądając zdjęcia z papieskiej pielgrzymki, był wzruszony do łez
i z entuzjazmem powiedział swoim doradcom, że Jan Paweł II jest kluczem do
zrozumienia przeznaczenia Polski i że to On stanie się iskrą, która obali
imperium sowieckie.
Wizji Reagana o mocy papieskiej pielgrzymki do Polski w 1979 roku nie podzielała
w tym czasie większość zachodniej opinii publicznej.
5 czerwca 1979 roku wydawca "The New York Timesa" autorytatywnie oświadczył:
"Wizyta Papieża Jana Pawła II w Polsce z pewnością doda skrzydeł Kościołowi
katolickiemu w Polsce, ale nie zagrozi porządkowi politycznemu państw Europy
Wschodniej". Jak zwykle "The New York Times" się mylił, a Ronald Reagan, Jan
Paweł II i Kościół katolicki mieli rację.

Reakcja na stan wojenny
Od momentu wprowadzenia w Polsce stanu wojennego Reagan i Jan Paweł II byli w
kontakcie. Już 14 grudnia prezydent USA zadzwonił do Papieża, żeby
przedyskutować sytuację. Oprócz wyrażenia swojej odrazy wobec komunistów
powiedział Ojcu Świętemu: "Nasz kraj był bardzo zainteresowany wizytą Waszej
Świątobliwości w Polsce i zaangażowaniem Polaków w życie religijne i wiarę w
Boga. Stało się to dla nas inspiracją… Wszyscy byliśmy bardzo poruszeni".
Reagan stwierdził również, że nie może się doczekać, kiedy będzie mógł osobiście
spotkać się z Ojcem Świętym. Tymczasem obaj szukali najlepszych dróg współpracy
w kolejnych dniach stanu wojennego.
Amerykański prezydent dzielił się swoim oburzeniem z Papieżem, pisząc do Niego
dwa listy – 17 i 29 grudnia 1981 roku. W liście z 17 grudnia poprosił on Ojca
Świętego o nakłonienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego do spotkania z Lechem Wałęsą
i z ks. abp. Józefem Glempem. W drugim liście opisywał, jakie środki podjęła
jego administracja przeciwko ZSRS. Prosił także Jana Pawła II o użycie wszelkich
wpływów w polskim Kościele, aby doprowadzić do zniesienia stanu wojennego,
uwolnienia więźniów politycznych i nawiązania dialogu z "Solidarnością".
Apelował, aby Papież wywarł presję na inne kraje Zachodu, żeby te z kolei
przyłączyły się do działań podjętych przez Stany Zjednoczone. "Jeśli chcemy
utrzymać żywą nadzieję na wolną Polskę, powinniśmy iść w tym właśnie kierunku" –
napisał.
Niedługo potem prezydent Reagan otrzymał list od Jana Pawła II. Papież napisał,
że popiera środki zaradcze wprowadzone przez administrację Reagana skierowane
przeciwko stanowi wojennemu w Polsce, gdyż uważa je za komplementarne wobec
presji moralnej, którą z kolei pragnął wywrzeć na światową opinię publiczną.
Na ten list Ojca Świętego odpowiedział z kolei Reagan. Treść jego listu była
tajna przez prawie 20 lat. Przywódca USA wyznawał, że papieski list z 4
stycznia, w którym Jan Paweł II (według słów Reagana) opowiadał o "tragicznej
historii" polskiego Narodu i jego "nieugaszonym pragnienia wolności", głęboko go
poruszyła. Reagan był wstrząśnięty "okrutnymi zbrodniami" i "niewypowiedzianymi
cierpieniami" znoszonymi przez Polaków na przestrzeni dziejów. W wartej
zauważenia konstatacji religijnej, nietypowej dla Reagana, który zazwyczaj był
bardziej skłonny do mówienia o Bożym przebaczeniu niż o Bożym gniewie, prezydent
zapewnił Ojca Świętego: "W tragiczny sposób przywódcy zachodnich demokracji zbyt
często byli skłonni, także w obecnym stuleciu, okrywać milczeniem wiele
straszliwych konsekwencji działań politycznych w życiu narodów. Drżę, kiedy
myślę o Bożej karze, która w równym stopniu spadnie na tych, którzy zgadzali się
na popełnianie tych czynów, jak na tych, którzy się ich bezpośrednio
dopuszczali".
W swoim liście Reagan z mocą wskazywał, że Związek Sowiecki jest odpowiedzialny
za wydarzenia w Polsce. Napisał: "Ostateczna odpowiedzialność Związku
Sowieckiego za tę tragedię nie podlega dyskusji, jakkolwiek sprytnie Rosjanie by
się od niej nie uchylali. Sowieckie działania w Polsce nie są błędami
politycznymi. Są aktami przemocy".

Czerwiec 1982: spotkanie Jana Pawła II i Ronalda Reagana
Ojciec Święty i Reagan przeprowadzili wreszcie osobiście długą dyskusję. Miało
to miejsce 7 czerwca 1982 roku w Watykanie, nieco ponad rok po nieudanych
zamachach na życie ich obu.
"Było jasne od dawna, że prezydent spotka się z Ojcem Świętym, jak tylko będzie
to możliwe" – powiedział Bill Clark, najbliższy współpracownik prezydenta
Reagana i głęboko wierzący katolik, darzący wielkim szacunkiem Jana Pawła II.
"Wspólne cele spowodowały, że prezydent USA i Papież Jan Paweł II musieli się
spotkać i wypracować jakiś rodzaj współpracy".
Reagan od dawna o tym marzył. Nie tylko zrozumiał już w czerwcu 1979 roku, że
Papież był kluczem do dalszych losów Polski, ale także wśród priorytetowych
celów jego polityki było oficjalne uznanie Watykanu jako państwa i "uczynienie z
niego swojego sojusznika".
Jan Paweł II i Ronald Reagan blisko godzinę rozmawiali w cztery oczy w
Bibliotece Watykańskiej. Dopiero co zostało oddalone niebezpieczeństwo śmierci
ich obu po nieudanych zamachach. Kardynał Pio Laghi relacjonował, że Reagan
zwrócił się do Papieża tymi słowami: "Proszę zauważyć, w jaki sposób siły zła
stanęły nam na drodze i w jaki sposób zainterweniowała Opatrzność". Bill Clark
opowiadał, że obydwaj swoje przeżycie uważali za cud. Protestanta i katolika –
wskazywał Clark – łączyła ta sama duchowość i ta sama "wizja imperium
sowieckiego" oraz przekonanie, że "dobro i prawość ostatecznie zwyciężą – według
Bożego planu". Tego dnia obydwaj podzielali wizję, że każdemu z nich została
powierzona "duchowa misja – szczególna rola w Bożym planie życia". Według
relacji Clarka, Papież i prezydent USA wyrazili zaniepokojenie "straszliwą
agresją ateistycznego komunizmu" i zgodzili się z tym, że "ateistyczny komunizm
zbudowany jest na kłamstwie, które – kiedy zostanie ostatecznie zdemaskowane –
musi upaść".
Posiadali także wspólną wizję zakończenia zimnej wojny. Jak konkludował Reagan,
"obaj czuliśmy, że w Jałcie został popełniony wielki błąd i że coś trzeba z tym
zrobić. "Solidarność" była na to właściwą odpowiedzią". Reagan zwrócił się do
Papieża słowami: "Nadzieja jest w Polsce, a my, pracując wspólnie, możemy
utrzymać ją przy życiu".
Spotkanie z 7 czerwca 1982 roku nie było jedynym spotkaniem Jana Pawła II i
Ronalda Reagana oraz ich współpracowników. Treść rozmów była jednak niezmiernie
ważna. Z powziętych ustaleń wynikał konkretny wysiłek, zaangażowanie w działania
prowadzone w bliskiej współpracy między Białym Domem a Watykanem. Głównymi
graczami na tej scenie byli: wspomniany Bill Clark, dyrektor CIA Bill Casey,
ambasador Vernon Walters, kardynałowie – Pio Laghi i Agostino Casaroli.
Bill Clark, który żyje do dziś i ma się dobrze, mieszkając na swoim rancho w
centralnej Kalifornii, tak opisuje charakter współpracy między dwoma stronami:
"Wiedzieliśmy, że podążamy w tym samym kierunku, więc zdecydowaliśmy się działać
razem, szczególnie w dziedzinie wywiadu dotyczącego państw bloku wschodniego".
Dodaje: "Nastąpiła naturalna zbieżność celów, która doprowadziła urzędników
Białego Domu do podjęcia współpracy ze swoimi partnerami w Watykanie". Ta
współpraca zakładała dzielenie się informacjami wywiadów obu państw. Nie było
jednak między nimi żadnego formalnego sojuszu.
Clark opisuje wspólny wysiłek obu państw jako "udaną kooperację" pomiędzy obiema
stronami "pod przewodnictwem Ronalda Reagana". Podkreśla, że on sam, Casey,
ambasador Walters – wszyscy praktykujący katolicy – oraz ks. kard. Laghi –
odgrywali w tej specyficznej kooperacji istotną rolę.
Clark odbywał częste narady z ks. kard. Pio Laghim w 1982 i 1983 roku,
krytycznym okresie, kiedy Clark stał na czele Rady Bezpieczeństwa Narodowego
powołanej przez Ronalda Reagana.
Poza terytorium Stanów Zjednoczonych w odprawach w Watykanie uczestniczyli
Walters i Casey, który poza swoimi wieloma zwykłymi spotkaniami poleciał nawet
do Rzymu z tajną misją, czarnym Jetem C-141 bez okien.
Administracja Reagana zapewniała przepływ informacji wywiadowczych pomiędzy
Waszyngtonem a Stolicą Apostolską. W ten sposób Casey i Walters sekretnie
informowali Papieża o sytuacji. Oprócz tego złożyli oni Janowi Pawłowi II co
najmniej 15 tajnych wizyt na przestrzeni sześciu lat. Walters odwiedzał Ojca
Świętego mniej więcej co sześć miesięcy.
W Waszyngtonie nawiązały się bliskie relacje pomiędzy Caseyem, Clarkiem i ks.
kard. Laghim. "Casey i ja wpadaliśmy do jego [Laghiego] rezydencji we wczesnych
godzinach rannych w krytycznych momentach, aby uzyskać analizę sytuacji i radę"
– wspomina Clark. "Jedliśmy śniadanie, piliśmy kawę i dyskutowaliśmy o tym, co
działo się w Polsce. Często rozmawiałem z nim przez telefon. On z kolei był w
kontakcie z Papieżem" – opisuje. Przy co najmniej sześciu różnych okazjach ks.
kard. Laghi przyjeżdżał do Białego Domu i spotykał się z Clarkiem i Reaganem. Za
każdym razem wchodził do Białego Domu przez południowo-zachodnią bramę, aby
uniemożliwić prasie zauważenie jego wizyt.
We współpracy pomiędzy Janem Pawłem II a Ronaldem Reaganem główną rolę odgrywał
wywiad. Obaj z radością czekali na wymianę informacji. Papież opierał się na
potężnym, długim ramieniu wywiadu technicznego USA, mając dostęp do niektórych
najpilniej strzeżonych tajemnic państwowych i skomplikowanych analiz. Mógł także
oglądać amerykańskie zdjęcia satelitarne.
Na temat tej współpracy można by mówić długo, jak to zresztą uczyniłem w kilku
swoich książkach, także w dwóch, które zostały przetłumaczone na język polski:
"Bóg i Ronald Reagan" oraz "Ronald Reagan i upadek komunizmu", w których można
znaleźć wiele dokumentów i szczegółów wspomnianych także w tym artykule.
Jest tam wreszcie przedstawionych kilka spotkań, nie wspominając już o opisie
szczególnej więzi pomiędzy tymi już nawet nie jednymi z głównych, ale
najważniejszymi dla świata ludźmi: Ronaldem Reaganem i Papieżem Janem Pawłem II.
Spotkali się najprawdopodobniej przynajmniej siedem razy.
Jednymi z najtrwalszych świadectw tamtych spotkań są zdjęcia. Pierwsza Dama
Nancy Reagan tak opisuje jedno ze swoich ulubionych ujęć: "Papież siedzi z
przechyloną głową, słuchając. Ronnie znajduje się w połowie drogi do papieskiego
krzesła. Mówi coś Ojcu Świętemu, wyciąga rękę i coś pokazuje. Patrząc na to
zdjęcie, zastanawiasz się: co też takiego Ronnie opowiada Papieżowi? Ojciec
Święty słucha go bardzo uważnie".
To był zwyczajny obraz tych dwóch niezwykłych szanujących siebie nawzajem i
zaangażowanych w przemienianie świata.

"Mój najlepszy przyjaciel"
Dzień po pamiętnym 7 czerwca 1982 roku, kiedy to Papież spotkał się w cztery
oczy z Ronaldem Reaganem, prezydent odwiedził Londyn. Opuścił Watykan napełniony
nowymi siłami ducha, zdeterminowany, aby nadal walczyć z komunizmem.
Przynaglany poczuciem wielkiej misji 8 czerwca Reagan wygłosił w Westminsterze
swoje najbardziej prorocze przemówienie, ogłaszając: "To, co teraz opisuję, jest
drogą i nadzieją na długie lata – jest to marsz ku wolności i demokracji, który
pozostawi marksizm – leninizm na śmietniku historii – tak jak uczynił to z
innymi totalitarnymi ideologiami, które tłamsiły wolność i blokowały możliwość
swobodnego wypowiadania się obywateli". Bardzo wymownie Reagan łączył tu pojęcie
"polityki" ze słowem "nadzieja".
To, o czym mówił Reagan, ziściło się i znalazło swoją kulminację w historycznych
wydarzeniach z 1989 roku. Ten rok jest często kojarzony z upadkiem muru
berlińskiego, który – co zrozumiałe – stanowi symbol upadku komunizmu w Europie
Wschodniej. Prawda wygląda jednak tak, że upadek ten zaczął się wcześniej, wraz
z wyborami w Polsce, które były ważnym momentem w relacjach Ronalda Reagana i
Jana Pawła II:
To było wiosną 1989 roku. Dwie kadencje prezydentury Ronalda Reagana dobiegły
końca. Były prezydent USA bardzo się cieszył z tego, że oto Polska przygotowuje
się do czegoś, co w grudniu 1981 roku byłoby nie do pomyślenia – do wolnych
wyborów parlamentarnych, w których kandydować mogli członkowie każdej partii
politycznej, włączając w to "Solidarność". Historia miała się wkrótce wypełnić.
Były prezydent Ronald Reagan niecierpliwie oczekiwał tego momentu w swoim domu w
Kalifornii.
Kilka tygodni przed wyborami wizytę Reaganowi złożyło czterech mężczyzn: dwóch
członków "Solidarności" i dwóch Amerykanów polskiego pochodzenia, u których
tamci przebywali w gościnie. Jednym z gości był Krzysztof Zawitkowski, który
obecnie stoi na czele Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju. Zapytał
on Reagana, mistrza prowadzenia kampanii wyborczych, czy ma jakieś słowa rady i
zachęty dla tych dwóch członków "Solidarności", którzy przygotowywali się do
startu w czerwcowych wyborach. Mężczyźni spodziewali się usłyszeć słowa o
strategii politycznej albo przynajmniej wyjątki z deklaracji ojców założycieli
Ameryki. Zamiast tego zostali zaskoczeni słowami: "Słuchajcie swojego sumienia,
ponieważ to tam Duch Święty mówi do was". Spotkanie nabrało wymiaru duchowego.
Były prezydent wskazał na zdjęcie Jana Pawła II wiszące na ścianie jego biura.
"To jest mój najlepszy przyjaciel" – wyjaśnił Reagan. "Tak, jestem protestantem,
ale to wciąż mój najlepszy przyjaciel".
Jan Paweł II i Ronald Reagan – katolik i protestant, Polak i Amerykanin,
mieszkający w Watykanie i w Białym Domu, wspólnie pokonali ateistyczne sowieckie
imperium. Razem wbili sztylet w czarne serce morderczego sowieckiego komunizmu.
Wspólnie położyli kres Związkowi Sowieckiemu i zimnej wojnie i zrobili to
pokojowymi metodami.
Wielu z nas, Amerykanów, ma dług wobec Ronalda Reagana, a także wobec człowieka,
któremu na imię Karol Wojtyła, syna polskiego Narodu. Jesteśmy świadomi, że
Ronald Reagan nie mógłby dokonać tego, co zrobił, bez Papieża Jana Pawła II, bez
swojego najlepszego przyjaciela.

 

Paul Kengor
 

tłum. Agnieszka Żurek

 


Paul Kengor jest profesorem nauk politycznych w Grove City College, w
Pensylwanii. Jego książki "Bóg i Ronald Reagan", "Krzyżowiec: Ronald Reagan i
upadek komunizmu" zostały przetłumaczone na język polski. Ostatnio wydał książkę
"Dupes: Jak wrogowie Ameryki zmanipulowali zwolenników postępu na przestrzeni
stu lat".

drukuj