Otwarty na świat, ale wierny Jezusowi

Z JE ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niemal całe kapłańskie życie Księdza Arcybiskupa przypada na czas pontyfikatu Jana Pawła II. Kim dla Waszej Ekscelencji był Sługa Boży?
– Ten pontyfikat rozpoczął się w drugim roku mojego kapłaństwa. Pamiętam dobrze popołudnie 16 października 1978 r. oraz całą – narastającą w kolejnych dniach, miesiącach i latach – atmosferę tego pontyfikatu. Warto podkreślić, że – z zachowaniem absolutnie nienaruszalnej pozycji ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego – także ks. kard. Karol Wojtyła był już wcześniej swoistym punktem odniesienia w różnych momentach naszej formacji. Osobiście pamiętam Go m.in. z Dnia Wspólnoty w czasie rekolekcji oazowych w Krościenku. Ojciec Święty Jan Paweł II po swoim wyborze niemal z dnia na dzień zdominował duszpasterską drogę Kościoła. Zdominował też wiele innych obszarów życia: społecznego, narodowego, kulturalnego, naukowego, ze sprawami międzynarodowymi włącznie. Nie chcę banalnie mówić, że był największym autorytetem, ale faktycznie stał się pierwszym, po Jezusie Chrystusie i po Matce Bożej, punktem odniesienia w bardzo wielu obszarach życia Kościoła i świata. Sformułowania typu: Ojciec Święty prosi, aby…, Ojciec Święty naucza, że…, itp. stawały się istotną formułą motywacyjną. To miało także swoje bezpośrednie przełożenie na zwyczajne posługiwanie zwyczajnego księdza. Także na moje posługiwanie.

Przed nami 32. rocznica wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Co było istotą tego pontyfikatu? Dlaczego nazywamy go czasem przełomu dla Kościoła i świata?
– Urzeka mnie duchowość Jana Pawła II, a szczególnie Jego poddanie się tchnieniom Ducha Świętego. Mam wrażenie, że sakramentalne bierzmowanie w Jego przypadku owocowało szczególnie intensywnie na wszystkich etapach Jego życia i Jego pogłębionej współpracy z darami Ducha Świętego. Zresztą sam wskazał nam właśnie na to źródło już w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 r., niejako zachęcając, byśmy także tą drogą podążali. Z tym spojrzeniem współbrzmi cały przekaz i świadectwo Sługi Bożego dotyczące Jego życia, modlitwy, mocy słowa, wielości i skuteczności działań, a także przyjmowania i przeżywania cierpienia, aż do odejścia do Domu Ojca.

W czym przejawiała się świętość Papieża Polaka?
– Sytuowałbym tę tajemnicę świętości właśnie w charyzmatycznej współpracy Jana Pawła II z darami Ducha Świętego oraz w szczególnym zawierzeniu Maryi. Duchowość maryjna jest przecież najściślej przeniknięta właśnie tym charyzmatem.

W „testamencie”, jaki pozostawił nam Jan Paweł II, była m.in. zawarta konieczność obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Dlaczego wciąż daleko nam do pełnej realizacji przesłania Papieskiego?
– Dynamizm narastania pokus, jakie świat (a praktycznie diabeł) podsuwa uczniom Chrystusa w każdym kolejnym pokoleniu, sprawia, że często brakuje czasu na spokojne studium tezy sprzed kilku czy kilkunastu lat. Naszą szansą jest jednak cierpliwe trwanie przy prawdach ewangelicznych, wśród których przebija się metoda, którą Jezus prowadził myślenie uczniów: nie tak było na początku. Potrzeba nam w tych kwestiach zarówno pokornej wiary, jak też pokornego studium. Świat nie może nam narzucać ani granic wiary, ani problematyki czy metody studium. Tego nas uczył Jan Paweł II, tego nas uczy także Benedykt XVI. Dzisiaj dotyczy to szczególnie prawdy o życiu oraz prawdy o rodzinie. O nową refleksję woła też prawda o Narodzie. Pamiętamy w tej kwestii siłę wyznania Jana Pawła II: „To moja Matka – ta Ojczyzna”. Kontynuacja tych refleksji w polskich realiach to już zadanie naszego pokolenia.

Jako Polacy jesteśmy dumni, że nasz rodak był wielkim Papieżem, ale w codziennym życiu zapominamy o Jego nauczaniu i wskazaniach. Skąd ten upór?
– Nie zapominamy. To przecież naprawdę największy z rodu Słowian. Inna rzecz: czy jesteśmy wierni. Nie wiem też, czy chodzi o zwykły upór – bo to jest często znak siły (choć bywa też znakiem braku roztropności), czy też jest to raczej nasza słabość, która się w tym pozornym uporze przejawia, a w rzeczywistości może oznaczać lęk przed pewnym radykalizmem ewangelicznym, czyli wiernością Bogu. Otwartość Kościoła na świat jest często przez ten świat rozumiana jako gotowość do kompromisu, a Kościół w sprawach prawdy nie idzie i nie pójdzie na kompromis, rozumiany jako rezygnacja z części prawdy. Stąd może płynąć szereg napięć. Trzeba nam więc wiele pokory i modlitwy, ale także mądrej otwartości z pełną wiernością Jezusowi Chrystusowi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj