„Młodzi Polacy młodym w Kamerunie”

Jest takie powiedzenie, żeby nie lekceważyć skromnych początków. Tak było w przypadku projektu, który nazwaliśmy „Młodzi Polacy młodym w Kamerunie”.


Zaczęło się od telefonu S. Orencji Żak SAC z Kamerunu i prośby o pomoc. Skończyło na projekcie w który zaangażowało się wiele osób z całej Polski a setki ludzi go wsparło. To nie był nasz zamysł, byliśmy jedynie otwarci na to co Pan Bóg nam przekazywał i ufaliśmy Mu, choć nie było to łatwe.

Oprócz różnych zbiórek i wysyłania paczek, projekt zakładał wyjazd dwojga wolontariuszy do Kamerunu. Wraz z koleżanką Karoliną Orzoł, która podobnie jak ja pracuje jako katechetka, wyjechaliśmy z początkiem lipca aby spędzić niemal miesiąc na misjach w Afryce. Naszym celem było zakupienie sprzętu dla chóru młodzieżowego im. św. Jana Chrzciciela z parafii w Bafoussam. Po przylocie do Yaounde, stolicy Kamerunu, zapoznaliśmy się z cenami i jakością sprzętu i zaplanowaliśmy zakupy. Decyzje podejmowaliśmy wraz z S. Orencją Żak, misjonarką ze zgromadzenia Sióstr Pallotynek. Zakupiony sprzęt przewieźliśmy 300 km na północ od stolicy i przekazaliśmy go młodzieży. To był cel strategiczny. Po to zbieraliśmy pieniądze, rozprowadzaliśmy wcześniej wykonane kalendarze misyjne i pozyskiwaliśmy sponsorów. Polska młodzież stanęła na wysokości zadania. Swój wkład w realizację projektu miała młodzież w każdym wieku.


 

 ZOBACZ GALERIE

Spędziliśmy piękne chwile wśród kameruńskiej młodzieży. Mogliśmy razem z nimi wielokrotnie uczestniczyć w Eucharystii, śpiewać i spędzać czas. Byli bardzo wdzięczni za okazaną pomoc, jednak my byliśmy tylko przedstawicielami setek osób, dzięki którym nasz wyjazd mógł dojść do skutku.

Podczas naszego pobytu odwiedziliśmy kilka szkół. Wszystkie działają przy parafiach. W niektórych zajęcia odbywały się pomimo wakacji, gdyż dzieci, które nie zdały do następnej klasy uczestniczyły w zajęciach dodatkowych. Nauczycielami w szkole podstawowej byli gimnazjaliści… cóż nie jest tam tak dobrze i komfortowo jak w Polsce. Ściany w szkole są nieotynkowane, podłoga to klepisko bez żadnej wylewki, ławki to koślawe konstrukcje z byle jakiego drewna. Jedynie dach w szkole jest z solidnej ocynkowanej blachy.

Siostry dzięki dziełu Adopcji Serca pokryły blachą dach i dzieci mogą mieć choć trochę lepiej. W szkole w miejscowości Kengang, gdzie ciężko było dojechać dżipem, mogliśmy nie tyle zobaczyć co wręcz doświadczyć, posmakować tego jak to wszystko wygląda. Niektóre dzieci nie przyszły na spotkanie z nami bo wstydziły się biedy w jakiej żyją. Udało się zrobić jeszcze jedną rzecz. Nasz projekt zakładał krzewienie idei Adopcji Serca. Podczas zaledwie trzech dni, dzięki akcji jaką przeprowadziliśmy na portalu facebooka,  wzięto w adopcję kilkanaścioro dzieci, a owoce zbieramy do dziś w postaci nowych rodziców zgłaszających chęć adopcji. To dzieło ma bardzo konkretny wpływ na polepszenie życia dzieci mieszkających w różnych biednych krajach. Dzięki naszemu pobytowi mogliśmy zobaczyć jak to działa tam na miejscu. To tylko utwierdziło nas w tym żeby na stałe włączyć Adopcję Serca w nasz projekt. Zatem nie tylko o adopcji mówimy i do niej zachęcamy, ale sami adoptowaliśmy z Karoliną po jednym dziecku.

Misjonarze dzielili się z nami swoim doświadczeniem pracy na misjach oraz tłumaczyli jak to jest pracować z ludźmi o bardzo odmiennej mentalności niż nasza. Były to bardzo ciekawe spotkania. Usłyszeliśmy wiele świadectw działania Bożej Łaski i co tu dużo mówić, mogliśmy mieszkać ze świętymi ludźmi. Bo jak nazwać inaczej tych którzy wyrzekają się siebie tylko dlatego, że Pan Jezus ich o to poprosił i od 30 lat pracują w krajach trzeciego świata narażając życie i zdrowie by nieść Jezusa innym? Trzeba być albo świętym albo szalonym. Wróciliśmy pełni wrażeń. Piszemy sprawozdania, dzielimy się doświadczeniami, zapraszają nas do szkół… wiele możemy zrobić dla misji.

 


W tym roku projekt przekształca się w większą inicjatywę. Powstaje strona internetowa www.budujemyszkole.pl. W ramach tego projektu chcemy pomóc w wybudowaniu i wykończeniu szkoły w miejscowości Kengang. Część pracy wykonają mieszkańcy. Wypalą cegły z gliny i postawią mury. Naszym zadaniem będzie zapewnić materiał do tynkowania i wylania posadzki, wykonanie ławek szkolnych, pokrycie szkoły blachą oraz wstawienie drzwi i okiennic. Kiedy szkoła zostanie wybudowana, trzeba będzie wyremontować stary budynek robiąc dokładnie to samo nie licząc dachu, który już jest. Niezasadne jest budowanie szkoły gdy niema komu w niej uczyć, dlatego projekt będzie zakładał także finansowanie kształcenia dla katechistów uczących w tej i innych szkołach.

Czeka nas wiele pracy, ale mamy nadzieję że zgłoszą się do nas dobrzy ludzie, którzy zaproszą nas do swoich środowisk i parafii, gdzie będziemy mogli podzielić się naszym doświadczeniem misyjnym. Będziemy mieli ze sobą kalendarze misyjne, młodzieńczy entuzjazm, wiele uśmiechu i radości. Cały projekt zostawiamy Panu Bogu. Niech on dokona w nas dzieła, które rozpoczął.

Michał Piętosa, doktorant na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, katecheta, publicysta, świecki misjonarz, koordynator wielu inicjatyw misyjnych

 

 

Kontakt z koordynatorem projektu:

Michał Piętosa

601-748-628
michal.pietosa@gmail.com
www.budujemyszkole.pl (wkrótce w sieci)

drukuj