Kazanie pasyjne („Jezus przed Sanhedrynem”, „Zaparcie się Piotra”)wygłoszone podczas Gorzkich Żali w Bazylice św. Krzyża w Warszawie

Uczestnicząc w kolejnym nabożeństwie Gorzkich żalów, chcemy być z Panem Jezus, gdy staje przed swoimi sędziami i boleśnie przeżywa też zaparcie się Piotra. Ci, którzy pojmali Pana Jezusa w Getsemani, zaprowadzili Go najpierw do Annasza, który był teściem Kajfasza, pełniącego wtedy urząd arcykapłana. Potem Annasz wysłał Pana Jezusa do arcykapłana Kajfasza (por. J 18, 12n. 24). Te dwie postacie dostojników żydowskich, którzy nosili tytuł arcykapłana, odegrały istotną rolę w sprawie Jezusa. Jeżeli mimo sprawowania w tamtym czasie urzędu arcykapłana przez Kajfasza, zaprowadzono Pana Jezusa najpierw do Annasza dowodzi to, że to on był rzeczywistym przywódcą religijnym w Radzie i bez niego nie rozwiązywano żadnej ważniejszej sprawy. Wysoka Rada – Sanhedryn w czasach Chrystusa stanowił najwyższą żydowską władzę religijną i sądowniczą.

Składał się z 70 członków, którymi byli: starsi – czyli przedstawiciele możnych rodów, uczeni w Piśmie – głównie faryzeusze, arcykapłan, który przewodził tej Wysokiej Radzie i jego poprzednicy na tym urzędzie. Gdy Palestyna stała się prowincją Imperium Rzymskiego, wyroki śmierci wydane przez Sanhedryn musiał zatwierdzić rzymski prokurator; w przypadku Pana Jezusa uczyni to potem Piłat. Uważna lektura fragmentów Ewangelii mówiących nam o przesłuchaniu Pana Jezusa przed władzami żydowskimi pokazuje, że najpierw odbyło się nocne przesłuchanie, które nie było formalnym zgromadzeniem Wysokiej Rady w celu osądzenia Jezusa, ale jedynie przesłuchaniem przez niektórych, wpływowych jej członków. Właściwa sesja Sanhedrynu odbyła się rano (Mt 26, 57 nn. i Mk 14, 53 nn.). Z relacji Ewangelistów Mateusza i Marka wynika też, że pomiędzy nocnym a rannym, właściwym przesłuchaniem, z Pana Jezusa już wtedy boleśnie naigrywano się, policzkując Go i bijąc Go pięściami (por. Mt 26, 67 nn.; Mk 14, 65) – tak czynili ci, którzy Go pilnowali tej nocy (por. Łk 22, 63 nn.).

Atmosfera wrogości, złości wobec Zbawiciela zaczyna gęstnieć coraz bardziej. A była kiedyś, w czasie pełni działalności Pan Jezusa, zupełnie inna noc. Przekazał nam Czwarty Ewangelista bardzo dokładnie o nocnym spotkaniu z Nikodemem, dostojnikiem żydowskim. Ten faryzeusz, członek Wysokiej Rady, musiał być człowiekiem uczciwie szukającym i szczerze oczekującym przyjścia Królestwa Bożego. Z pewnością też zainteresował się nauką i całą działalnością Jezusa, która odbijała się szerokim echem. Nikodem, z obawy przed swoimi ziomkami, gdy przyszedł do Pana Jezusa na nocną rozmowę, składa znamienne wyznanie: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim” (J 3, 1-21). Pan Jezus, w odpowiedzi, pouczając Nikodema o konieczności nowego narodzenia się, wypowiada w tym nocnym dialogu chyba jedne z najpiękniejszych słów, jakie mamy przekazane na kartach Ewangelii, a które zwięźle wyrażają istotę zbawczego, Bożego działania: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. I oto teraz, w Męce Wcielonego Syna Bożego, to dał konkretyzuje w całej pełni!
Sługa Boży Jan Paweł II w Encyklice o Miłosierdziu Bożym woła do nas: „Wiara Kościoła osiąga swój szczyt w tej prawdzie o Bogu: jest Miłością! Objawił siebie samego jako Miłość ostatecznie i definitywnie w Krzyżu Chrystusa i w Jego Zmartwychwstaniu” (Jan Paweł II, Enc. Dives in misericordia).

Jakże dramatycznie ukazuje się odrzucenie zbawczego posłannictwa Pana Jezusa, gdy staje On przed swoimi sędziami. Odpowiedzi Jezusa na pytania arcykapłana Annasza wydały się niestosowne towarzyszącym przesłuchaniu sługom i jeden z tych sług uderza Pana Jezusa w twarz – to symbol brutalnego odrzucenia Osoby Zbawiciela. W czasie rannego przesłuchania przez Wysoką Radę, przeciwko Jezusowi pada wiele oskarżeń, zeznają fałszywi świadkowie. Pan Jezus nie reaguje jednak nawet jednym słowem na żadne z tych oskarżeń, jakie Mu zostają przedstawione, bo wiedział, że przesłuchującym nie chodziło o uczciwe szukanie prawdy, ale robili wszystko, byle tylko móc Go zgładzić. Arcykapłan zdziwiony tym pełnym godności milczeniem Pana Jezusa, pyta wprost, czy Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym? (por. Mt 26, 63 nn.). I wtedy Jezus daje odpowiedź twierdzącą! Jest Mesjaszem, Synem Boga Żywego. Ta odpowiedź Pana Jezusa jest jednym z najwyraźniejszych dowodów Jego boskiej świadomości.

Pytanie arcykapłana było jednak prowokacją, bo nie wierzył on ani w mesjańską, ani w boską godność Pana Jezusa. Arcykapłan i Żydzi mimo swego zaślepienia, właściwe zrozumieli odpowiedź Jezusa uznając ją za bluźnierstwo, które zasługiwało, w Prawie żydowskim, na śmierć. Arcykapłan rozdarł więc swoje szaty, jak zwykło się w tamtym czasie i środowisku reagować na każde bluźnierstwo. Teraz potrzeba było tylko tego, aby wyrok śmierci Wysokiej Rady zatwierdził prokurator rzymski. Oto coś niesłychanego – jak pisał Orygenes, jeden z najwybitniejszych pisarzy starożytności chrześcijańskiej – „Źródło Życia osądzone jako winne śmierci!”.

Kontemplując Pana Jezusa niesprawiedliwie osądzonego i skazanego na śmierć, chciejmy też zobaczyć, że i dzisiaj nasz Pan żyjący w swoich wyznawcach, obecny w swoim Kościele, jest podobnie skazywany. Kapłan – Męczennik, błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko, który wiele wycierpiał także przez fałszywe oskarżenia, nękany wielokrotnymi przesłuchaniami mówił: „Proces nad Chrystusem trwa. Trwa proces nad Chrystusem w Jego braciach. Bo aktorzy dramatu i procesu Chrystusa żyją nadal. Zmieniły się tylko ich nazwiska i twarze, zmieniły się daty i miejsca ich urodzin. Zmieniły się metody, ale sam proces nad Chrystusem trwa. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy zadają ból i cierpienie braciom swoim, ci, którzy walczą z tym, za co Chrystus umarł na krzyżu”. Chrześcijaństwo obecnie jest najbardziej prześladowaną religią na świecie! Trzeba, żebyśmy byli jedno i na wszelkie dobre sposoby wspierali tych, którzy w pseudoprocesach są skazywani i prześladowani za wiarę w Chrystusa m.in. w niektórych krajach islamu, czy też Dalekiego Wschodu.

Równolegle z dramatem niesprawiedliwego sądu nad Panem Jezusem, na dziedzińcu pałacu najwyższego kapłana rozegrał się inny dramat – Apostoł Piotr zaparł się swego Mistrza. Przy pojmaniu Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, Piotr próbował nawet czynnie bronić swego Mistrza: dobył miecza i odciął ucho słudze arcykapłana (por. J 18, 10), ale potem, podobnie jak inni Apostołowie, uciekł. Jednak gdy prowadzono Pana Jezusa do najwyższego kapłana – jak zaznaczają Ewangeliści – Piotr już szedł z daleka, za zbrojną grupą wiodącą Jezusa, aż na dziedziniec pałacu najwyższego kapłana. W początkach kwietnia noce w Palestynie bywają chłodne i dlatego też na dziedzińcu rozpalono ognisko. Piotr wmieszał się w tłum skupiony na dziedzińcu i wokół ognia w nadziei, że nie zostanie rozpoznany, bo chciał „zobaczyć jak się to wszystko skończy” (Mt 26, 58). Tak się jednak nie staje, bo Piotr zostaje rozpoznany przez jedną ze służących jako jeden z tych, który był z Jezusem. Ktoś inny jeszcze dodaje, że jest Galilejczykiem i że zdradza go mowa. Przerażony Piotr zaprzecza wypierając się znajomości z Jezusem, a nawet przysięga, że nie zna tego człowiek, który teraz jest przesłuchiwany przez Sanhedryn (por. Mt 26, 70 nn.). Gdy po raz trzeci wypiera się Piotr związku z Jezusem, zapiał kogut. Przypomniał sobie wtedy Piotr smutne proroctwo Pana Jezusa przestrzegające Apostoła przed zbytnim ufaniem sobie samemu (por. Mk 14, 29 nn.). Ewangelista Łukasz opisując ten dramat zaparcia się Piotra zaznacza, że gdy się to dokonało „Pan odwróciwszy się popatrzył na Piotra. I przypomniał sobie Piotr słowa Pana… I wyszedłszy na zewnątrz zapłakał gorzko” (Łk 22, 61 n.). Piotr nie wytrzymał próby wiary i przywiązania do swojego Mistrza, ale potrafił za to szczerze i głęboko żałować. Pobożna legenda mówi nawet, że potem Apostoł Piotr tak długo i serdecznie żałował swego zaparcia się Pana Jezusa, że łzy wyżłobiły głębokie bruzdy na jego policzkach. Ratunkiem dla Piotra było to, że nie uciekł od Jezusowego spojrzenia. To pełne miłosierdzia wejrzenie Zbawiciela na tego, którego przecież wybrał, który należał do najbliższych Jezusowi z grona Dwunastu, a który się Go wyparł, przemieniło Piotra, budząc w nim głęboką skruchę i rodząc autentyczną pokorę.

Takiej postawy żalu i skruchy za popełnione zło zdrady zabrakło, niestety, Judaszowi, który nie potrafił zwrócić się z ufnością ku miłosiernemu Zbawicielowi i też dlatego taki tragiczny był jego koniec.
Św. Jan Chryzostom przyglądając się Piotrowi na tle wydarzeń Męki Pańskiej zauważa, że „Wielkie było uczucie Piotra, skoro nie uciekł, kiedy inni uciekli… Jednak Piotr tylko z daleka szedł za Panem, wkrótce bowiem miał się Go wyprzeć”. Dla naszego wiernego trwania przy Jezusie potrzeba bycia blisko przy naszym Panu i Zbawicielu! Inny Wielki Ojciec Kościoła rozważając dramat zaparcia się Apostoła Piotra przestrzega nas: „Niech więc nikt nie waży się ufać swojej cnocie, skoro nawet błogosławiony Piotr się zachwiał” (św. Leon Wielki, papież). A jeden z pisarzy chrześcijańskich dawnych wieków (Raban Maur) wymownie komentuje też, nadając mu sens duchowy i przywołując pouczenie św. Pawła, pianie koguta, tak charakterystycznie związane z zaparciem się Piotra: „Kogut zwiastuje nadejście dnia:
"Przebudźcie się wreszcie i przestańcie grzeszyć"” (1 Kor, 15,34).

Każdy nasz grzech jest zdradą i wyrzeczeniem się Jezusa i jeśli grzesząc, jesteśmy jakoś podobni do Judasza i Piotra, to w nawróceniu bądźmy podobni tylko do Apostoła Piotra! Jego żal i skrucha zmieniły sprawcę grzechu i niejako rodzi się inny człowiek. Przez skruchę człowieka i miłosierdzie Boże staje się dobro, które Wszechmocny Bóg może wyprowadzić ze zła. Potem Piotr stając przed Zmartwychwstałym Panem, przez trzykrotne wyznanie miłości wobec Jezusa, jakby wymazuje swoje trzykrotne zaparcie się Mistrza i staje się opoką Chrystusowego Kościoła.

Dzisiaj Zbawiciel i od nas, swoich uczniów, oczekuje jednoznacznego przyznania się do Niego! Pragnie Pan Jezus, aby całe nasze życie było odważnym świadectwem przynależności i bliskiej więzi wiary i miłości wobec Niego. I my też stajemy wobec próby tej naszej więzi wiary z Chrystusem i przynależności do Jego Kościoła. Minione dziesiątki lat, a także nasza teraźniejszość, to czas szczególnej próby i pokus zaparcia się Chrystusa, ale też heroicznych świadków wierności, aż po męczeńską śmierć.

W ramach uroczystych obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku Dwutysięcznego, 7-go maja odbyło się niezwykłe nabożeństwo ekumeniczne – wspomnienie świadków wiary. Miało one miejsce przy rzymskim Koloseum, pamiętającym czasy krwawych prześladowań za wiarę pierwszych wyznawców Chrystusa. Wraz z Ojcem Świętym Janem Pawłem II uczestniczyli w tym nabożeństwie przedstawiciele wielu Wspólnot chrześcijańskich. W modlitwie wspomniano nieugiętych świadków wiary z różnych części świata, a wśród nich m.in.: ks. Antona Luli, jezuitę albańskiego, który aresztowany przez władze komunistyczne, spędził 17 lat w więzieniu i 11 lat na robotach przymusowych, wielokrotnie torturowany i maltretowany, zwolniony dopiero w 1989 r. On to, z okazji przeżywanego wcześniej wraz z Janem Pawłem II jubileuszu 50-lecia kapłaństwa, powiedział: „miłość do Jezusa, miłość Jezusa nigdy się nie starzeje”. Margheritę Chou, katoliczkę chińską aresztowaną w 1958 r., gdy miała 22 lata, spędziła w więzieniu i w obozie pracy łącznie 21 lat. Także trapistów z klasztoru Matki Bożej Atlasu w Tibherin, Algieria, którzy w marcu 1996 r. zostali uprowadzeni przez terrorystów islamskich i zamordowani. W przemówieniu podczas tego wyjątkowego nabożeństwa Jan Paweł II apelował, by pamięć o tych tak bardzo licznych wiernych świadkach nie zaginęła, choć „nazwiska wielu z nich są nieznane, imiona niektórych zostały zszargane przez prześladowców… imiona innych jeszcze zostały wymazane przez zabójców… Ci których dzisiaj wspominamy z wdzięcznością i czcią – mówił Papież – tworzą jak gdyby wielki fresk… przedstawiający Ewangelię błogosławieństw, przeżywaną głęboko, aż do przelania krwi” (Rzym, 7.05.2000 r.).

Chrześcijanin nie może iść drogą kompromisów, które oznaczają zdradę i zaparcie się swego Pana. W zmieniających się warunkach i okolicznościach naszego życia ciągle aktualne są słowa Pana Jezusa: „Do każdego, który się przyzna do mnie przed ludźmi przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt, 10,32n.).

Jedną ze stacji papieskiego pielgrzymowania po ojczystej ziemi w 1999 r. była Bydgoszcz – miasto, w którym gorliwie duszpasterzował późniejszy biskup i męczennik z Dachau – błogosławiony Bp. Michał Kozal. I to także Bydgoszcz była ostatnim miejscem posługi kapłańskiej błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, przed jego uprowadzeniem i męczeńską śmiercią. Rozważając Chrystusowe Błogosławieństwo z Kazania na Górze: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości”, Jan Paweł II, pragnąc umocnić nas do odważnego dawania świadectwa wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii, mówił: „Człowiek wierzący
" cierpi dla sprawiedliwości, gdy w zamian za swoją wierność Bogu doświadcza upokorzeń, obrzucany jest obelgami, wyśmiewany w swoim środowisku, doznaje niezrozumienia nieraz nawet od najbliższych. Gdy naraża się na sprzeciw, niepopularność i inne przykre konsekwencje. Zawsze jednak gotowy do złożenia każdej ofiary, bo
"trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz, 5,29). Obok męczeństwa publicznego, które dokonuje się zewnętrznie, na oczach wielu, jakże często ma miejsce męczeństwo ukryte w tajnikach ludzkiego wnętrza; męczeństwo ciała i męczeństwo ducha. Męczeństwo naszego powołania i posłannictwa. Męczeństwo walki z sobą i przezwyciężania samego siebie” (Bydgoszcz, 7.06.1999r.).
W tym rozmaitych próbach wiary, a także godności człowieka, wsparci mocą naszego Zbawiciela możemy odnieść zwycięstwo!

Panie Jezu, Ty tak wiele razy wołasz do nas: „nie bójcie się”, „nie lękajcie się” i zapewniasz nas, że zawsze jesteśmy w dłoniach Wszechmogącego Ojca. Prosimy Cię, zachowaj nas w wierności Tobie, abyśmy nigdy od Ciebie nie odstąpili, nie zwątpili i nie wzgardzili Twoją miłością. Broń nas przed małodusznym niepokojem i rozpaczą.

Spraw, abyśmy w chwilach prób i doświadczeń potrafili Tobie, Panie Jezu, w pełni zawierzyć i oprzeć się na zbawczej mocy Twojej łaski, bo Ty Umęczony i Zmartwychwstały Panie mówisz do nas: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

 

Ks. Piotr Rutkowski CM

drukuj