fot. PAP/Waldemar Deska

Homilia ks. abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Dożynek Jasnogórskich

Do Matki Miłosierdzia – pielgrzymujemy z dziękczynieniem.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu.

Wdzięczność przyprowadziła nas dziś na to jasnogórskie wzgórze, do Matki Bożej, Pani Jasnogórskiej, do Matki Bożej, Królowej Polski, do naszej Matki Miłosierdzia.Do Niej bowiem – jak głosi tegoroczne hasło ogólnopolskiej pielgrzymki rolników –pielgrzymujemy z dziękczynieniem. Do Niej przychodzimy w jubileuszowym roku 1050. rocznicy Chrztu Polski i Roku Miłosierdzia. Przychodzimy jako pielgrzymi z różnych stron Polski, także – jak obecne tutaj rolnicze rodziny diecezji płockiej wraz ze swym pasterzem – dziękując za minioną peregrynację Ikony Jasnogórskiej po parafiach tej mazowieckiej diecezji. W tej szczególnej wspólnocie mężczyzn i kobiet, sióstr i braci, ludzi rolniczego trudu, tych, którzy pracują na roli i tych, którzy wspomagają ich pracę, dziękujemy Bogu za tegoroczne plony ziemi. Na usta cisną się słowa znanej nam pieśni: ziemia plony już wydała, Bóg nam dał błogosławieństwo. Niech rozbrzmiewa Jego chwała, w każdym czasie, w każdym miejscu. Uwielbiając Boga, hojnego Dawcę Darów, przynieśliśmy do ołtarza chleb,owoc ziemi i pracy rąk ludzkich. W tym chlebie, ofiarowanym nam na początku Eucharystii przez tegorocznych starostów dożynek, w przedziwny sposób spotyka się niebo z ziemią. Z jednej strony – mówiąc słowami śpiewanego przed chwilą psalmu – w chlebie widzimy dobroć Pana, Boga naszego, który swym błogosławieństwem wspiera pracę rąk naszych. Z drugiej, natomiast, ten sam chleb przywołuje nam na pamięć całoroczny wysiłek, krople potu, konkretne utrudzenie w pracy na roli, nadzieje, ale i obawy o to, czy ziarno rzucone w ziemię i tym razem wyda plon obfity. Ten dożynkowy bochen chleba jest przecież prawdziwiedziełem rąk naszych, ale nade wszystko pozostaje owocem błogosławieństwa Bożego. Wiemy bowiem, że tylko wtedy, gdy i w tym konkretnym działaniu, w tym wysiłku pracującego na roli człowieka niebo spotyka się z ziemią, ludzki trud, wsparty Bożą łaską i Bożym miłosierdziem, rodzi trwały owoc. Tylko wówczas zaspokoi on ludzkie potrzeby, a serca napełni wdzięcznością i miłością, ale także ufnością i nadzieją, że i tym razem dla wszystkich, i tych z bliska i z daleka, pod naszym polskim niebem chleba będzie pod dostatkiem, co więcej, że będzie on solidarnie dzielony.

Siostry i Bracia! Umiłowani!

W pewnym więc sensie powraca dziś i do nas ta ewangeliczna scena, w której Jezus, gdy nastał wieczór, tam na palestyńskim pustkowiu, sam zatroszczył się o to, by nakarmić wszystkich zmęczonych i głodnych. Rozważając tę scenę w przeżywanym Roku Miłosierdzia, papież Franciszek wskazał, ze Jezus, karmiąc w ten sposób rzesze ludzi, udowodnił swoim uczniom, że to, co wówczas sami mieli, a mianowicie kilka chlebów i ryb, z mocą wiary i modlitwy, można podzielić między wszystkich tych ludzi. To cud, jakiego On dokonuje – podkreślał papież – ale to cud wiary, modlitwy, ze współczuciem i miłością. Brali chleby, łamali je, dawali, a ciągle starczało chleba, brali po raz kolejny i tak to czynili uczniowie. Zatem Jezus połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Bo przecież Pan, bo Bógzaspokaja potrzeby ludzi – mówił jeszcze papież Franciszek – ale jednocześnie pragnie uczynić każdą i każdego z nas uczestnikami swojego współczucia, swojego działania, swojej troski o nas. W tym więc połamanym chlebie, w geście nakarmienia zgłodniałych ludzi, po raz kolejny widzimy jak niebo łączy się z ziemią. Wiara i modlitwa łączą się ze współczuciem i miłością.  Łaska i miłosierdzie łączą się z ludzką pracą, troską i zaangażowaniem. Bóg wychodzi naprzeciw człowieka i zaprasza go do współpracy ze sobą. W trudzie naszych rąk, w wysiłku umysłu i działania, odnajdujemy nasze osobiste i wspólnotowe powołanie. Dlatego my wszyscy, dziękując dziś na tym świętym miejscu dobremu Bogu za owoc ziemi i pracy rąk naszych, po raz kolejny doświadczamy prawdziwości odczytanych przed chwilą słów z Księgi Mądrości. Zawiera się w nich głęboka prawda o nas samych, o naszej pracy i o nadziejach, które nosimy w sercu. Czyż nie jest prawdą, że mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdy nie dałeś Mądrości, nie zesłałeś z wysoka Świętego Ducha swego? Trud i mozół waszej rolniczej pracy, uświęcony mocą Bożego Ducha, wskazuje nam wciąż na tę Ojcowską otwartą dłoń, która hojnie karmi do syta wszystko, co żyje i wypełnia dziś, na tym miejscu, nasze serca prawdziwą wdzięcznością i radością. Jednocześnie zaprasza i przynagla nas do tego, byśmy tę Boską dłoń uchwycili i naśladowali, tu i  teraz, w naszej trosce o potrzeby drugich, poprzez otwarte serce i dłonie.

Umiłowani w Panu!

 Św. Łukasz, autor usłyszanego dzisiaj fragmentu Ewangelii, ukazuje nam drogę Jezusa do Jerozolimy. Idą z Nim Jego uczniowie. Towarzyszą Mu także tłumy. To przed nimi właśnie w trzech kolejnych obrazach odsłaniają się konkretne przeszkody, które mogą pojawić się na tej drodze. Gdy więc dziś, dziękując Bogu za tegoroczne plony, przyglądamy się naszemu kroczeniu za Jezusem, gdy odczytujecie je, Drodzy Siostry i Bracia, w kontekście waszego życia i rolniczego powołania, nie możemy pominąć tego, co nas na tej codziennej drodze po prostu zatrzymuje i niszczy. Pierwszy obraz i pierwsza z Chrystusowych przestróg wyrażona została dość radykalnym i mocnym językiem. Słyszeliśmy bowiem o konieczności przekraczania, nawet najświętszych, rodzinnych więzów i uwarunkowań, dla Jezusa. Po raz kolejny Pan odsłania przed nami potrzebę wolnej i osobistej decyzji, opowiedzenia się za Nim, nie w sposób przymuszony czy też sprowokowany decyzją tłumu, postawienia Go w  życiu naszym i naszych rodzin prawdziwie na pierwszym miejscu. Jednocześnie przypomina, że kurczowe i przesadne trzymanie się tylko ziemskich zabezpieczeń czyni z człowieka niewolnika. Również w życiu i pracy rolnika może się bowiem zdarzyć, że słuszne przywiązanie do ziemi i troska o nią, jej szczególne umiłowanie, a także autentyczne zatroskanie o najbliższych, zaczynają przeradzać się w jakiś niepokój czy zachłanne oczekiwanie posiadania coraz więcej. Odczuwany głód ziemi i działania wolnego rynku oraz rosnące tempo konkurencji sprawiają, że niektórzy wręcz popadają w chorobliwą pogoń za ziemią, byle tylko mieć jej coraz więcej, za środkami produkcji, za tym wszystkim, co pozwoli przetrwać w szaleńczym wirze rynkowej rywalizacji. Sama praca dominuje wówczas nad relacjami, nad miłością i troską o rodzinę, nad życiem i tym, co jest i powinno być na pierwszym miejscu. Przychodzi wtedy moment, gdy wprost pytamy samych siebie: po co my właściwie pracujemy? Dzisiaj również trzeba zadać sobie pytanie: czy mój sposób życia i pracy przybliża mnie do Boga czy też od Niego oddala? Z pewnością nadal szczególnej uwagi i przypomnienia domaga się wspólne świętowanie dnia świątecznego, zwłaszcza niedzieli. Odwołam się do papieża Franciszka, który przypominając, że ideologia zysku i konsumpcji chce pożreć także to święto, postawił kiedyś konkretne pytanie: ale czy po to właśnie pracujemy? I jeszcze wyjaśniał: czas odpoczynku, zwłaszcza niedzielnego jest przeznaczony dla nas, abyśmy mogli się cieszyć, tym, czego się nie wytwarza i nie konsumuje, nie kupuje i nie sprzedaje. Jest to czas przeznaczony dla nas, dla naszych rodzin i wspólnot, czas, który przynależy do Boga, który służy naszemu wzrostowi w wierze, który – powiedzmy to wprost – ocala to, co w nas najważniejsze, najbardziej prawdziwe, najbardziej nasze, najbardziej Boże i ludzkie.

Moi Drodzy!

Drugi ewangeliczny obraz uczy nas pójścia za Jezusem drogą Jego krzyża. W codzienność naszego życia i naszej pracy, również pracy na roli, wpisany jest krzyż i doświadczenie wielorakich trudności. Uczeń idzie jednak za Jezusem dźwigając swój krzyż. Często takim konkretnym krzyżem rolnika jest choćby doświadczenie różnych sytuacji pogodowych. Tak wielu z was, i w wielu regionach Polski, dały się we znaki i w tym roku gwałtowne zjawiska atmosferyczne, a zwłaszcza susza trwająca kolejny już rok. Pójście za Jezusem drogą krzyża nie jest jednak losem jakiegoś skazańca, ale ucznia, który wobec wielu trudnych doświadczeń potrafi okazywać wrażliwość i solidarność. I dzisiaj, i zawsze będzie nam jej potrzeba. Jakże potrzeba nam również tej świadomości, o którą upominał się papież Franciszek, że ziemia jest naszym wspólnym dziedzictwem, którego owoce powinny służyć wszystkim. Jakże konieczna jest w tym względzie konkretna pomoc. Przeżywany Rok Miłosierdzia jest po to, byśmy nie zamykali się w kręgu własnych problemów, lecz solidarnie i odważnie wychodzili naprzeciw tym, którzy naszej pomocy naprawdę potrzebują. Kto dostąpił miłosierdzia, sam również przełamuje obojętność i staje się miłosierny. Dostrzega nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich. Dostrzega i pomaga.

Umiłowani w Panu!

Z Ewangelii wyłania się także  trzeci obraz, ujęty w dwie krótkie przypowieści o budowaniu wieży i o królu wyruszającym na bitwę. Mówi on o konieczności jasnej strategii działania. Nie ma w niej miejsca na improwizację czy panoszący się chaos. Nie ma niejasności czy dowolnej interpretacji. W naszym życiu społecznym bardzo potrzeba takich właśnie długofalowych działań, również w polityce rolnej, opartych na wzajemnej ufności i przekonaniu o zaangażowaniu każdego w budowę wspólnego dobra nas wszystkich. Podczas niedawnej pielgrzymki do Polski Papież Franciszek zachęcał nas, abyśmy bogaci tysiącletnią historią wiary na ojczystej ziemi, z nadzieją spoglądali w przyszłość i wspólnie rozwiązywali pojawiające się problemy. Taka postawa ­– wskazywał papież na Wawelu – sprzyja klimatowi szacunku między wszystkimi środowiskami w społeczeństwie i konstruktywnemu dialogowi między różnymi stanowiskami; stwarza ponadto najlepsze warunki dla rozwoju obywatelskiego, gospodarczego, a nawet demograficznego, rodząc ufność w możliwość zapewnienia dobrej przyszłości naszym dzieciom.

Siostry i Bracia! Dziękując dziś Bogu za owoce ziemi i pracy ludzkich rąk, prośmy Go, aby umacniał nas w otrzymanym powołaniu, a dając nam wciąż doświadczać swego miłosiernego prowadzenia, czynił z nas ludzi wrażliwego serca i otwartych dłoni. Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami, i wspieraj pracę rąk naszych, dzieło rąk naszych wspieraj. Amen.

drukuj