fot. sxc.hu

EWANGELIA

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Mt 4,12-23

***

Powołanie

To, że ktoś pociąga za sobą ludzi, a ci – poruszeni głoszoną przez niego ideą, zwabieni potencjalnymi korzyściami, idą za nim, nie jest zjawiskiem ani rzadkim, ani nowym. Tak powstają stronnictwa, partie polityczne. Zwykle dla osiągnięcia określonych celów: politycznych, społecznych, ideologicznych. Dlaczego Jezus zgromadził wokół siebie uczniów? Chciał, by powołani stali się rybakami ludzi i po odejściu Chrystusa kontynuowali Jego misję w świecie.

Czy byli świadomi misji, jaką kiedyś będą pełnić? Ceny, którą zapłacą za trwanie przy Jezusie? Na początku z pewnością nie. Wystarczy przypomnieć sobie ich brak wiary, ludzkie kalkulacje, ucieczkę spod krzyża, trzykrotne zaparcie się Piotra, strach i niepewność. Zrozumienie przyszło później.

Kiedy mówimy: „powołanie”, mamy zwykle na myśli apostołów, ich następców – dziś kapłanów, zakonników i zakonnice. To tylko część znaczenia słowa. Wszyscy jesteśmy powołani, aby głosić Dobrą Nowinę spotkanym ludziom – każdy na właściwy sobie sposób, wedle Bożego zamysłu i miary talentów, jakie otrzymujemy. Z bardzo prostego powodu: ponieważ „miłość Chrystusa przynagla nas (…) aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” – jak napisał św. Paweł (2 Kor 5, 13). Ona każe myśleć nie tylko o sobie. I nie tylko o wołaniu, ale o tym, co po nim nastąpi. Łatwo jest wierzyć, gdy w sercu jest entuzjazm, gdy wszystko wokół sprzyja, a grzech nie zaciemnia spojrzenia na siebie i innych. Gdy nie trzeba zdawać egzaminu z wierności Bogu. Ale nie zawsze tak jest. Historia zbawienia pokazuje, że „po wołaniu” przychodzi czas na utwierdzenie, czasem błądzenie, upadki i powroty. A to oznacza konieczność nawrócenia, czyli odwrócenia się od dotychczasowego spojrzenia na życie i spojrzenia na nie oczyma Tego, kto powołuje. Uświadomienia sobie, że tylko Bożą mocą może dokonać się nasze uświęcenie. I że tylko dzięki Niemu możliwe jest wypełnienie misji, do której nas przeznaczył.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj