Życie między terrorem a dyskryminacją

Zamach w Peszawarze był najkrwawszym aktem antychrześcijańskim od wielu lat. W jego wyniku zginęło niemal 100 osób, w tym kobiety i dzieci, a setki zostało rannych. Zrozpaczeni krewni zabitych poszukiwali w zgliszczach kościoła pw. Wszystkich Świętych szczątków swoich najbliższych. W akcie desperacji wyrazili poruszający protest przeciwko opieszałości, bezradności i obojętności władz, układając ciała zabitych w poprzek ruchliwej ulicy miasta.

Cel terrorystów miał charakter symboliczny. Kościół prowadził w tym miejscu dialog międzyreligijny, szukał porozumienia i współpracy pomiędzy różnymi denominacjami chrześcijańskimi oraz innymi religiami. Terroryści dali jasny sygnał, że zabiją każdego, kto będzie próbował porozumieć się z „niewiernymi”. Zastraszają tym samym umiarkowanych muzułmanów, odradzając im przyjaźń i jakiekolwiek stosunki z chrześcijanami. Przemoc narasta.

Międzynarodowe dzieło chrześcijańskie Open Doors donosi, że katolicki arcybiskup z Karaczi potępił zamach i ostrzegł, że w kraju „religijna nietolerancja osiągnęła alarmujące rozmiary”. Zaapelował również o natychmiastową ochronę kościołów przez policję. Z kolei biskup diecezji anglikańskiej w Peszawarze Humphrey Peters wypowiedział ostre słowa potępienia pod adresem rządu, który „dotychczas całkowicie zawiódł w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa religijnym mniejszościom w Khyber Pakhtunkhwa”.

Władze Pakistanu a terror islamski

Mam wrażenie, że władze Pakistanu są zakładnikiem talibów i innych paramilitarnych grup ekstremistów islamskich. Z każdym rokiem jest tu coraz gorzej. Ponadto zamachy i ataki dotykają wszystkich; oprócz chrześcijan giną też urzędnicy państwowi, żołnierze, policjanci, lekarze, intelektualiści, prawnicy, dziennikarze, przedstawiciele mniejszości religijnych i etnicznych, umiarkowani muzułmanie. Władze współpracują z antytalibskimi milicjami, które walczą z terrorystami na pograniczu z Afganistanem. To wywołuje akty odwetu.

3 października br. dwaj samobójcy-zamachowcy z grupy Tehrek-e-Taliban (TTP) przeprowadzili zamach na lidera antyislamskiego ruchu Nabiego Hanfiego. Zginęło 15 jego ludzi, dowódca nie był obecny w czasie zamachu na tym obszarze. W styczniu 2011 r. zamachowcy zamordowali gubernatora Pendżabu, muzułmanina Salmaana Taseera (zabił go jego ochroniarz). W marcu tego samego roku w Islamabadzie w biały dzień talibowie rozstrzelali z broni maszynowej pozbawionego wszelkiej ochrony (przypadek?) ministra ds. mniejszości religijnych, katolika, Shahbaza Bhattiego. Te morderstwa religijno-polityczne wskazują, jak Al-Kaida i inne ugrupowania islamskie opanowały struktury władzy, że są niemal wszechobecne i jak trudno z nimi walczyć. W pewnym momencie będzie trzeba wreszcie powiedzieć głośno, że w Pakistanie toczy się wojna domowa.

Terroryzm to nie jedyny problem chrześcijan pakistańskich

Jednak to tylko jedna odsłona dramatu. Ważna, ale nie jedyna. Przy tłumaczeniu zjawiska prześladowań chrześcijan w Pakistanie, i nie tylko w tym kraju, media zrzucają odpowiedzialność wyłącznie na terrorystów. Ekstremiści i fanatycy zaczęli wystarczać jako jedyne wyjaśnienie źródeł prześladowań wyznawców Chrystusa, a nie jest to prawda.

Istnieje jeszcze kolejna, trudno nawet powiedzieć druga, bo ma swoje liczne odnogi, smutna odsłona dramatu chrześcijan, jaki rozgrywa się w Pakistanie, i to z nim przede wszystkim powinny się uporać władze USA, Unii Europejskiej, w tym Polski. Chrześcijanie w Pakistanie są obywatelami drugiej kategorii, jako mniejszość poddawani są najbrutalniejszej presji, a prześladowania skierowane przeciwko nim są planowe i systemowe, to znaczy zgodne z prawem. Mam tu na myśli przede wszystkim słynne prawo antybluźniercze, gdzie zgodnie z kodeksem karnym z 1986 r., w nawiązaniu do art. 295 b i 295 c, odpowiednio karze się śmiercią lub dożywotnim więzieniem własnych obywateli, jeśli udowodni się im, że obrazili osobę Mahometa lub zbezcześcili Koran.

Poprzez to sekciarskie i zdehumanizowane prawo fałszywe oskarżenia są plagą w Pakistanie, wykorzystywane pod byle pretekstem, ponieważ aby sprawa ruszyła, wystarczy oskarżenie dwóch męskich świadków. Jeśli nawet Sąd Najwyższy uniewinni oskarżonych, fanatycy dokonują samosądu.

Innym dramatem, którego nie można przemilczeć, jest handel ludźmi, kobietami i dziećmi, głównie dziewczynkami zmuszanymi następnie do małżeństwa z muzułmanami. Proceder zmuszania do przechodzenia na islam chrześcijan rozwija się w tym kraju dynamicznie, mowa jest już nawet o 700 przypadkach przymusowych konwersji każdego roku.

Kobiety w świecie islamu mają określony status społeczny, poddańczy, niekiedy wręcz niewolniczy, jednak to chrześcijanki nie posiadają właściwie żadnych praw. Otrzymują zazwyczaj głodowe pensje, jeśli w ogóle dostaną którąś z najgorszych prac fizycznych. Nie mają prawa dopominać się u pracodawcy o wynagrodzenie, ponieważ może się to dla nich skończyć pobiciem, gwałtem, niekiedy zabójstwem. Milczą w swoim pohańbieniu i degradacji. Nieprzypadkowo pierwszą w historii Pakistanu kobietą oskarżoną i skazaną na śmierć za obrazę osoby Mahometa jest katoliczka, Asia Norin Bibi, matka pięciorga dzieci, która od 2009 r. przebywa w celi śmierci. Jedyną osobą Zachodu, która odważnie i publicznie wstawiła się za nią, był Ojciec Święty Benedykt XVI. Dla reszty świata najważniejszy jest układ polityczny.

Dlaczego świat Zachodu milczy?

Pakistan jest ważnym partnerem strategicznym dla Stanów Zjednoczonych w walce z talibami, na pograniczu z Afganistanem, chociaż to w Pakistanie miejsce schronienia znalazł Osama bin Laden, gdzie zresztą także zginął. Wybór pobytu terrorysty nr 1 jest jednoznaczny, kraj ten umożliwia rozwijanie się islamskiego ekstremizmu. Ponadto Pakistan posiada arsenał nuklearny, ma zatem mocną kartę przetargową w prowadzeniu rozmów na arenie międzynarodowej.

Kolejnym czynnikiem jest stałe napięcie pomiędzy Pakistanem a jego odwiecznym wrogiem, Indiami. To sprawia, że mediacja dyplomacji państw Zachodu spycha na dalszy plan obronę praw człowieka. Nie można także zapominać, że to państwo Trzeciego Świata jest terenem inwestycji Zachodu, przede wszystkim USA i Wielkiej Brytanii (branża odzieżowa, tkaniny, bawełna, ropa naftowa).

W końcu, niemniej ważny powód, produkcja, dystrybucja i handel narkotykami. Pakistan należy do tzw. Złotego Półksiężyca, jak nazywany jest obszar najważniejszych nielegalnych producentów opium, obok Afganistanu i Iranu.

Kogo broni Zachód?

Nie musi to wcale oznaczać porażki, jeśli Zachód podjąłby realne i racjonalne rozmowy z krajem, któremu zależy na wsparciu z zewnątrz. Niestety, jedynym obrońcą pięciomilionowej mniejszości religijnej na arenie międzynarodowej jest Kościół katolicki. Bez pomocy politycznej i finansowej trudno będzie polepszyć jej kondycję. To obszar nie tylko nędzy egzystencjalnej, terroru, dyskryminacji, ale także licznych katastrof naturalnych, trzęsień ziemi, powodzi.

Jak jednak reagować w sytuacji, gdy konserwatywny, z nazwy, premier Wielkiej Brytanii David Cameron zaszantażował Pakistan, że nie otrzyma on dotacji i funduszy wspierających rozwój, jeśli nie upora się z kwestią nietolerancji wobec… gejów?

Cameron nawet słowem nie zająknąłby się o sytuacji krwawo i brutalnie prześladowanych chrześcijan, gdyby nie presja międzynarodowego dzieła katolickiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Walka o prawa gejów i chrześcijan zostały ze sobą zrównane. Jeśli takich obrońców z Europy mają mieć pakistańscy wyznawcy Chrystusa, ich los nie przedstawia się w różowych barwach.

Dr Tomasz Korczyński

drukuj