fot. wikipedia

Zatrważające relacje świadków ludobójstwa na Wołyniu

Podczas uroczystości na Skwerze Ofiar Wołynia świadkowie tamtych wydarzeń wspominali śmierć swoich bliskich, zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA.

Albin Sulikowski opowiadał o makabrycznym morderstwie jego siostry.

– Siostra, w 8. miesiącu ciąży, szła do teściów przez pole. To było w lipcu, bo już żyto było dojrzałe. Niestety, nie doszła. Wszyscy zaczęli jej szukać. Znaleziono ją obok polnej drogi. Miała brzuch rozpruty nożem. Dziecko leżało obok niej. Tak ją znaleziono – mówił brat zamordowanej.

Z kolei Daniela Kubiczek wspominała swojego 16-letniego brata, który został zamordowany przez Ukraińców w pobliskim lesie.

– Mój ojciec, kiedy został powołany do wojska, powiedział do najstarszego, 16-letniego syna: „Teraz ty będziesz zajmował się rodziną”. Miesiąc później mój brat zginął. To było 4 marca. 1944 r. Przejeżdżał furmanką z dwoma braćmi ciotecznymi. Ukraińcy złapali ich i zabrali do lasu. W tym lesie ich męczyli, bo jak mówili niektórzy, straszną, tragiczną śmiercią ci chłopcy zginęli – opowiadała kobieta.

Ukraińscy nacjonaliści nie oszczędzali także Żydów. O czystce dokonanej w Antonówce opowiedział Albin Sulikowski, który jako chłopiec widział mord na własne oczy.

– Antonówka była otoczona, żeby żaden Żyd nie uciekł. Nagle „Pach! Pach!” – wystrzały. My biegniemy do okna. Dyrektor szkoły dopuścił nas. Patrzyliśmy przez okno. (…) Widziałem na własne oczy, jak wybijali Żydów. To trwało godzinę. Potem trąbka, zbiórka i wszyscy odjechali. Potem już lekcji nie było, szliśmy do domu. (…) Nie było jak przejść, bo Żydzi myśleli, że dadzą radę uciec i leżeli na chodnikach. Jako chłopaczki przeskakiwaliśmy przez tych nieboszczyków – wspominał naoczny świadek masakry.

Jak mówił, w pamięci zapadł mu szczególnie jeden makabryczny widok.

– Drzwi były otwarte. Żydówka razem z wnukami nakryła się pierzyną. Strzelali do nich. Z tego łóżka krew wyciekała na podłogę. Drzwi były pootwierane, okna powybijane. Wiał wiatr. Pamiętam to poderwane przez wiatr pierze. To pierze i tę krew – opisywał Albin Sulikowski.

11 lipca przypada 77 rocznica tzw. krwawej niedzieli, kiedy to oddziały OUN-UPA dokonały skoordynowanych ataków na 99 polskich wsi i osiedli. W wielu miejscowościach napadano na kościoły, gdzie mordowano wiernych podczas Mszy świętej.

radiomaryja.pl

drukuj