[WYWIAD] Reż. P. Zarębski: Burzę się, gdy słyszę, że powinniśmy iść do przodu, nie bacząc na przeszłość. Takie myślenie jest dywersją dla narodu

fot. SDP.pl

Zawsze burzę się, jak słyszę, że powinniśmy iść do przodu, nie bacząc na przeszłość, że nie liczy się historia, tylko to co dziś i jutro. Takie myślenie jest dywersją dla narodu. Musimy pamiętać, bo historia jest naszą mądrością. Przywołuję słowa Szymona Wiesenthala: żeby móc się obronić, trzeba być poinformowanym. Aby być poinformowanym, trzeba  analizować przyczyny i skutki, pamiętać o naszych bohaterach. Oni doskonale wiedzieli, o co walczą  – mówi Piotr Zarębski, reżyser filmu „Bądź wierny, idź i pamiętaj”, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w rozmowie z Błażejem Torańskim.

Film „Bądź wierny, idź i pamiętaj” produkcji TV Trwam otrzymał I nagrodę im. Janusza Kurtyki, którą przyznaje Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w kategorii filmu historycznego. Reżyserem filmu jest Piotr Zarębski, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Ekranizacja opowiada o sytuacji Polaków – głównie na Pomorzu – w okresie II wojny światowej oraz w początkach niewoli komunistycznej. Film ujawnia wiele faktów historycznych z okresu po zawarciu Traktatu Wersalskiego.

***

Błażej Torański: Film „Bądź wierny, idź i pamiętaj” o bohaterstwie i męczeństwie Polaków jest niezwykle eklektyczny. Jest w nim masa wątków: od 11 listopada 1918 roku i Traktatu Wersalskiego przez polonizację Pomorza, dojście Adolfa Hitlera do władzy, hitleryzację Gdańska, Westerplatte, Monte Cassino, Katyń, Powstanie Warszawskie, po zamachy na Adolfa Hitlera, wywózkę Polaków do łagrów i Żołnierzy Wyklętych. Natłok faktów, strumień wiedzy.

Reż. Piotr Zarębski: Muszę nawiązać do tego, jak film się rodził. Ojciec Grzegorz Moj z TV Trwam zwrócił się do mnie, abym wykorzystał zgromadzony materiał filmowy, ponieważ nikt nie chciał się tego podjąć. Były to: wywiady, scenki, archiwalia nakręcone przy różnych okazjach. Nie miały one wspólnej myśli. W sumie było ich kilkadziesiąt godzin. Pierwotny zamysł był taki, aby zrealizować film o II wojnie światowej na Pomorzu. Brakowało jednak scenariusza i jakiejkolwiek koncepcji. Musiałem najpierw mocno zanalizować i opisać cały materiał, a samych wywiadów było kilkadziesiąt godzin nagrań. Materiały nagrywali nie tylko pracownicy TV Trwam np.: Łukasz Bindek, Witold Pobudzin, ale także i studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ponadto studenci obok profesjonalnych aktorów wcielali się w niektóre role odtwórcze.

To sytuacja wyjątkowo nietypowa, jakby odwrócenie procesu twórczego. Zwykle reżyser ma pomysł, budżet i dopiero wtedy zaczyna nagrywać materiał.

Dokładnie tak. Musiałem pracować na zebranym materiale, który był na tyle eklektyczny, że konieczne były dokrętki, aby go scalić i opowiedzieć o najważniejszych w tym czasie wydarzeniach z historii Polski. W rezultacie Traktatu Wersalskiego, kiedy Polska odzyskiwała niepodległość i dostęp do morza, Pomorze odgrywało kluczową rolę. W układance szczególna rola przypadła Kaszubom, którzy zawsze byli związani z Polską i walczyli o nią. To dlatego na nich spadły największe represje ze strony zarówno Niemców, jak i Sowietów, którzy potem zajęli te ziemie, a Kaszubów uznawali za Niemców.

Sowieci w 1945 roku zadali mieszkańcom Pomorza więcej strat aniżeli Niemcy przez 5 lat wojny. Historyk, dr hab. Piotr Niwiński, mówił, że Sowieci palili, gwałcili, rabowali, mordowali, wybebeszali tę ziemię. Traktowali ją jak zdobycz wojenną z brutalnością dziczy azjatyckiej.

Najczęściej do piekła porównujemy obozy koncentracyjne, tymczasem słabiej znamy dramaty Polaków i Kaszubów na Pomorzu. Chciałem je pokazać w kontekście wydarzeń w całej Polsce, dlatego film musiał mieć tyle wątków. To była trudna praca. Ogrom narzuconego materiału filmowego onieśmielał niejednego twórcę w podejściu do tego tematu.

Nie nęciło Pana jednak, aby pochylić się wyłącznie nad jednym wątkiem – na przykład Kaszubów, jak uczynił to Filip Bajon w „Kamerdynerze” – a nie iść „w cały świat”, nawiązując nawet do prób zamachów na Hitlera?

To nie są fakty znane ogółowi. Uważam, że realizując film historyczny, należy pamiętać także o wymiarze edukacyjnym. Dlatego postanowiłem włączyć do filmu jak najwięcej faktów się dało, ale żeby widz się nie znużył. Kiedy po projekcji ujrzałem łzy w oczach widzów, wiedziałem, iż było warto to zrobić.

Które wątki wydają się unikatowe, nieodkryte? Można pomyśleć, że o każdym z nich nakręcono setki filmów i napisano tyle samo książek.

Mało znane są prowokacje, jakie stosowano wobec polskich żołnierzy na Westerplatte.

Rzeczywiście. Fakt zastrzelenia w sierpniu 1939 roku przez bojówkę niemiecką Michała Różanowskiego pełniącego służbę graniczną. W jego ciele, jak informowały gazety, zaszyto narządy rodne kobiet i śmieci. Albo: we Wrzeszczu w jednej z kawiarni napisano: „Psom i polskim studentom wstęp wzbroniony”. Co jeszcze?

Dla mnie najbardziej wstrząsający jest fakt donoszenia przez Niemców na swoich sąsiadów Polaków. Od początku II Rzeczypospolitej tworzyli listy przeznaczonych do likwidacji. Przejmowali ich majątki i likwidowali polskość. Szpiegowali Polaków, analizowali co mówią i piszą. Z premedytacją tworzyli listy przeznaczonych do eksterminacji Polaków. To się działo między innymi w Gdańsku, Toruniu i Bydgoszczy. Transporty polskich dzieci zimą wysyłano do obozów w bydlęcych wagonach. Kiedy wagony zostały otworzone w Krakowie Płaszowie, okazało się, że dzieci zamarzły na śmierć w bryłach lodu. W tym dziele jest wiele przykładów uderzających w serce i emocje widzów. Gdybym przedstawił same fakty historyczne, daty i liczby powstałoby coś nudnego. Film musi być wyreżyserowany i nieść wartości.

Stawia Pan znak równości między Niemcami i Sowietami. Jedni i drudzy mieli ten sam cel: likwidację państwa polskiego. Obaj okupanci nauczyli się, że podstawą polskiej świadomości są elity społeczne i Kościół. To jedna z największych wartości tego filmu, podobnie jak cytat z prof. Tomasza Strzembosza, że polskie państwo podziemne było możliwe nie tylko dzięki strukturom, ale dzięki niewidzialnej nici, która jest miłością do Polski.

Jak najbardziej. Przedwojenny patriotyzm polski był jak więzi rodzinne, coś naturalnego. Kościół, Bóg, honor, Ojczyzna były naturalnymi wartościami, podstawą zarówno w miastach, jak i środowiskach chłopskich. Nie wspominając o elitach, na których eksterminacji skupili się zaborcy Polski tych czasów. Na intelektualistach i na społecznikach, największej wartości narodu. To jest do głębokiej refleksji także dzisiaj, kiedy mamy rzeczywisty problem z elitami. Większość ludzi koncentruje się na materialnej stronie życia, potrzebach doraźnych nie myśląc o przyszłości.

W tytule filmu wykorzystane zostało przesłanie „Pana Cogito” Zbigniewa Herberta: „Bądź wierny Idź”. Dodano jeszcze: „Pamiętaj”. Chodzi o pamięć historyczną? O to, że można wybaczyć, ale nie można zapomnieć?

Dokładnie tak. Ja sobie to tłumaczę tak, że idziemy w życiu do przodu, a na swojej drodze pokonujemy różne trudności, idzie nam lepiej lub gorzej, ale musimy pamiętać o historii. Zawsze burzę się, jak słyszę, że powinniśmy iść do przodu, nie bacząc na przeszłość, że nie liczy się historia, tylko to co dziś i jutro. Takie myślenie jest dywersją dla narodu. Musimy pamiętać, bo historia jest naszą mądrością. Przywołuję słowa Szymona Wiesenthala: żeby móc się obronić, trzeba być poinformowanym. Aby być poinformowanym, trzeba  analizować przyczyny i skutki, pamiętać o naszych bohaterach. Oni doskonale wiedzieli, o co walczą. Walczyli o Polskę niezależnie od tego pod, jakim szyldem ktoś nas okupował. Musimy pamiętać i opierać pamięć na prawdzie.

Jest Pan wybitnym dokumentalistą. Dobrze, że do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich należą twórcy, bo nadają SDP poloru, czynią naszą organizację twórczą. Nie znam jednak pańskich dokonań dziennikarskich Czy takie są? Czujesz się dziennikarzem?

Od kilkudziesięciu lat realizuję filmy. Nigdy nie wykonuję poleceń „z góry”.  Między jednym a drugim obrazem staję się także dziennikarzem. Na stronie ABCNET Józefa Darskiego – Jerzego Targalskiego można przeczytać kilkadziesiąt moich artykułów, komentarzy dziennikarskich. Nie współpracuję z żadną gazetą, ale jestem aktywny w sieci. Piszę recenzje i komentuję.

Czym jest dla Pana nagroda im. Janusza Kurtyki?

Janusz Kurtyka przywracał w IPN pamięć historyczną. Nagroda  jest uznaniem, utwierdzeniem w przekonaniu, że należy podejmować takie projekty twórcze, zwłaszcza że archiwa zostały wyczyszczone. Po 1989 roku nikt w Polsce nie był zainteresowany, aby uruchomić armię twórców, żeby zarejestrować odchodzących, rozsianych po świecie bohaterów. Jest konieczność realizowania takich filmów, bo one zostaną na pokolenia.

 Błażej Torański/radiomaryja.pl

drukuj