Wielka gra o Afganistan

Mianem „wielkiej gry” określono XIX-wieczną rywalizację pomiędzy brytyjskimi i rosyjskimi imperiami o wpływy i panowanie w Azji Środkowej i Południowo-Środkowej. Głównymi arenami tego konfliktu były Persja i Tybet, a przede wszystkim Afganistan. Opanowując Indie – ów „klejnot” korony Albionu – w następstwie upadku muzułmańskiego imperium Mogołów, Brytyjczycy poważnie obawiali się rosyjskiej ekspansji w Azji Środkowej. Rosjanie parli na południe, w kierunku Persji i Afganistanu, nie były im też obce marzenia o podboju Indii. Stąd utrzymanie Afganistanu jako państwa buforowego w orbicie British Empire, mającego blokować dalszy rosyjski (a później sowiecki) Drang nach Sźden, stało się priorytetem polityki brytyjskiej w regionie. Anglicy stoczyli w tym celu nawet trzy wojny afgańskie (1839-1842, 1878-1880, 1919).

Jednakże tereny dzisiejszego Afganistanu przez większość swych dziejów były polem ścierania się rywalizujących ościennych mocarstw i pozostają nim do dziś. Na przestrzeni wieków „gracze” się oczywiście zmieniali, aczkolwiek „wielka gra” o Afganistan będzie zapewne kontynuowana i w przyszłości.

Tygiel religii i ludów
Górzysty Afganistan zajmuje strategiczną pozycję na obrzeżach Azji Środkowej, subkontynentu indyjskiego i Wyżyny Irańskiej. Przez wieki znajdował się równocześnie na pograniczu wielu kultur i religii. Przez sporą część swej historii dzisiejszy Afganistan – jako „Aria” (kraina Ariów) lub Chorasan – stanowił wschodnią satrapię szeregu perskich imperiów. Podobno w okolicy dawnego miasta Balkh (nieopodal miasta Mazar-e Szarif w dzisiejszym północnym Afganistanie) urodził się założyciel staroperskiej religii zoroastrianizmu, słynny Zoroaster (pers. Zartoszt). Niektórzy perscy poeci i naukowcy (Ferdosi, Rumi, Biruni) są otaczani wielkim szacunkiem również w Afganistanie. Afgański dialekt języka perskiego (dari) jest nie tylko używany na co dzień przez Tadżyków i Hazarów, ale stanowi również drugi język urzędowy i lingua franca umożliwiającą porozumiewanie się ludom Afganistanu. Podbój imperium perskiego przez Aleksandra Wielkiego oznaczał też przemijające wpływy greckie.
Kultura indyjska również odbiła się na historii Afganistanu, a przede wszystkim na południowych i wschodnich terenach zamieszkałych głównie przez Pasztunów. Ziemie te przyłączali do swych dóbr władcy imperiów indyjskich, w tym Mauriowie i Mogołowie. W epoce poprzedzającej podbój arabski z subkontynentu indyjskiego rozprzestrzeniały się na terenach Afganistanu hinduizm i buddyzm, o czym świadczą np. słynne wykute w skale i zniszczone przez talibów w 2001 r. posągi Buddy z Bamian.
Nie bez znaczenia były również przemarsze i najazdy szeregu ludów turecko-mongolskich, których potomkowie – Uzbecy, Turkmeni i Hazarowie – zamieszkują północne i środkowe części kraju. Ci ostatni najprawdopodobniej wywodzą się od wojowników mongolskich, którzy w XIII w. doszczętnie zdewastowali tereny dzisiejszego Afganistanu i Iranu, mordując również sporą część miejscowej ludności. Stąd też ogólna niechęć innych ludów Afganistanu do Hazarów, która w przypadku Pasztunów przeradza się w nienawiść (dodatkowo Hazarowie są szyitami, podczas gdy większość Afgańczyków jest wyznawcami większościowego, sunnickiego odłamu islamu). Warto równocześnie pamiętać, że XI-wieczny sułtan Mahmud, władca pochodzenia turańskiego, którego stolicą było miasto Ghazni, uważany jest za islamskiego bohatera zarówno w Afganistanie, jak i Pakistanie (Pakistańczycy swoje pociski balistyczne krótkiego zasięgu Haft-III „Ghaznavi” „ochrzcili” na jego cześć). Mahmud Ghazni słynął m.in. ze swych brutalnych i łupieżczych najazdów na Indie w imieniu islamu, co zapoczątkowało krwawy muzułmański podbój Indii.

Islamski łącznik
Opisując wpływy kulturowe kształtujące Afganistan na przestrzeni wieków, nie można oczywiście pominąć roli islamu. Arabscy najeźdźcy, którzy podbili najpierw Persję, tępili inne religie wyznawane przez miejscową ludność – w tym głównie zoroastrianizm, buddyzm i hinduizm – co sprawiło, iż mahometanizm stał się religią dominującą. Nominalnie, 99 proc. ludności Afganistanu jest wyznawcami islamu. Pomimo obalenia reżimu talibów Afganistan jest Republiką Islamską.
Można więc powiedzieć, że islam jest jedynym spoiwem łączącym Afgańczyków, chociaż i w tym wypadku dzieli ich różnica pomiędzy szyitami i sunnitami. Różnorodność etniczna – przez liberalny Zachód uważana za dobro samo w sobie, w imię ideologii wielokulturowości – utrudnia funkcjonowanie państwa afgańskiego i wyłonienie się propaństwowej narodowości „afgańskiej”. Afganistan zamieszkuje bowiem kilka odrębnych grup etnicznych, w tym: Pasztunowie (ok. 38-50 proc.), Tadżycy, czyli etniczni Persowie (ok. 27 proc.), Hazarowie (9-19 proc.), Uzbecy (6-9 proc.), Turkmeni (ok. 3 proc.) oraz Beludżowie (ok. 2 proc.). Lojalność wobec rodziny, klanu, plemienia i grupy etnicznej przeważa nad jakimkolwiek przywiązaniem do abstrakcyjnej „afgańskości”, tym bardziej że pobratymcy wielu z tych narodowości zamieszkują w krajach ościennych, co czyni je podatnymi na pokusę irredentyzmu. Granice oddzielają więc afgańskich Turkmenów od Turkmenistanu, Uzbeków od Uzbekistanu, Tadżyków od Tadżykistanu i Iranu, Beludżów od ich braci w Pakistanie i Iranie. Ustalona przez przedstawicieli Wielkiej Brytanii i Afganistanu sztuczna linia Duranda, stanowiąca dziś granicę (uważaną za jedną z najniebezpieczniejszych na świecie) pomiędzy Afganistanem i Pakistanem, rozdziela na pół plemienne tereny Pasztunów. Silne antagonizmy pomiędzy ludami Afganistanu komplikują sytuację. Ponadto wziąć pod uwagę należy, iż islam o wiele mniej sprzyja krystalizowaniu się uczuć patriotycznych i narodowych aniżeli chrześcijaństwo.

Dominacja Pasztunów
Wojowniczy lud Pasztunów był istotnym czynnikiem kształtującym historię Afganistanu i w dużej mierze determinuje jego przyszłość. Chociaż pojęcie narodowości „afgańskiej” jest tworem o wiele bardziej teoretycznym aniżeli realnym, przez wieki „Afgańczycy” stanowili alternatywny etnonim Pasztunów.
Pierwsze państwo afgańskie powstało na początku XVIII w. w wyniku buntu pasztuńskiego możnowładcy, Mir Waisa Hotaki z Kandaharu, przeciwko panowaniu perskich Safawidów. Na krótki czas dynastia Hotaki podbiła nawet większość Persji – łącznie z jej ówczesną stolicą Isfahanem (skąd zostali jednak rychło wypędzeni przez perskiego „Napoleona”, Nadir Szacha), a ich następcy, słynna pasztuńska dynastia Durrani, panowali nad terytoriami rozciągającymi się od perskiego Meszhedu aż po indyjskie Delhi. Wszyscy monarchowie Afganistanu byli Pasztunami, a przedstawicielem tejże grupy etnicznej jest również obecny prezydent kraju Hamid Karzaj. Sytuacja ta zrodziła wśród Pasztunów silne dążenia do pasztunizacji Afganistanu i traktowania tego wieloetnicznego kraju jako pasztuńskiego państwa narodowego.
Co zrozumiałe, budziło to (i nadal budzi) opór innych ludów zamieszkujących Afganistan. Ponieważ większość ludności pasztuńskiej znajduje się po pakistańskiej stronie granicy (ok. 30 milionów versus ok. 13 milionów w Afganistanie), koncepcja przyłączenia do Afganistanu pasztuńskich terytoriów Pakistanu oraz Beludżystanu (dającego dostęp do Morza Arabskiego) jest niewątpliwie atrakcyjna dla wielu Pasztunów. Nieprzypadkowo Sowieci ustami swych kolaborantów w Kabulu wyzyskiwali „wielkopasztuńskie” żądania terytorialne wobec Pakistanu, domagając się właśnie tych terytoriów, a przede wszystkim dostępu do Morza Arabskiego (a więc i do Oceanu Indyjskiego). Last but not least, pamiętać należy, iż osławiony reżim talibów był niemalże ekskluzywnie etnicznie pasztuński; głównym ośrodkiem oporu przeciwko talibom był Sojusz Północny składający się przede wszystkim z innych narodowości – Tadżyków, Hazarów i Uzbeków – chociaż po stronie Sojuszu walczyła również garść Pasztunów. Głównym przywódcą oporu przeciwko talibom był Tadżyk, słynny „lew doliny Panczsziru” (dolina „pięciu lwów”) i bohaterski dowódca antysowieckich mudżahedinów Ahmad Szach Masud. Zginął on jednak z rąk arabskich zabójców nasłanych przez talibów pod przykrywką „dziennikarzy”, co niewątpliwie pozbawiło Afganistan charyzmatycznego (i niepasztuńskiego) przywódcy. Etniczna różnorodność Afganistanu – w ramach której każda grupa etniczna ciągnie sukno w swoją stronę – równocześnie utrudnia funkcjonowanie tegoż państwa jako podmiotu polityki międzynarodowej oraz ułatwia ingerencję czynników zewnętrznych.

Sowiecka agresja
Obecny etap „wielkiej gry” o Afganistan rozpoczął się wraz z sowiecką inwazją w 1979 r. i rozpętaną przez Kreml wojną. Moskwa skorzystała z faktu, iż w sąsiednim Iranie obalono prozachodniego szacha, a rządy terroru wprowadzone przez rewolucyjnych islamistów z Teheranu osłabiły państwo, które mogło pokrzyżować sowieckie plany. Idąc na odsiecz komunistycznemu przewrotowi z 1978 r. (tzw. rewolucja sauryjska) – który otworzył dzisiejszą afgańską puszkę Pandory – Sowieci planowali ostatecznie zrealizować swą strategię przebicia się przez Afganistan do wybrzeża Morza Arabskiego, a więc i do Oceanu Indyjskiego i Zatoki Perskiej. Kreml liczył, iż sowietyzacja Afganistanu doprowadzi do komunizacji lub finlandyzacji sąsiednich państw, w tym Pakistanu i Iranu. Pod każdym względem – politycznym, ekonomicznym, społecznym i demograficznym – wojna i towarzyszący jej komunizm doszczętnie zdewastowały Afganistan, podobnie jak kilka wieków wcześniej inwazja Mongołów. Ostatecznie, afgańscy mudżahedini zadali bolszewickim najeźdźcom cios, do którego przyczynili się Amerykanie, a szczególnie prezydent Ronald Reagan (m.in. zaopatrując partyzantów afgańskich w rakiety Stinger – „żądło”, umożliwiające strącanie ciężkich sowieckich helikopterów bojowych), Brytyjczycy, Pakistańczycy oraz muzułmanie z wielu krajów islamskich, w tym Saudyjczycy, a nawet Izraelczycy i Chińczycy.
W 1989 r., po 10 latach walk, Sowieci wycofali się, pozostawiając za sobą zniszczenia, chaos i komunistyczny rząd Nadżibullaha, który wpierali aż do rozpadu ZSRS w grudniu 1991 roku. Następstwem sowieckiej inwazji była wojna domowa lat 90. pomiędzy poszczególnymi dowódcami różnorodnych frakcji mudżahedinów, przy ingerencji graczy ościennych. Pakistańczycy wspierali Gulbuddina Hekmatjara (a później talibów), Arabowie Saudyjscy wahabbitów Abdula Rasula Sayyafa, a Irańczycy wspomagali szyickich Hazarów. W 1996 r., po zdobyciu Kabulu, prowizorycznymi zwycięzcami okazali się brutalni i radykalni pasztuńscy talibowie, cieszący się tajnym wsparciem Pakistanu i jawnym poparciem islamoterrorystów z Al-Kaidy z osławionym Osamą bin Ladenem na czele. Wiele wskazuje na to, iż bez tej pomocy talibowie zostaliby pobici przez wojska Ahmeda Szacha Masuda (które jednak broniły się w swej reducie w północno-wschodnim rogu kraju). Wielu bojowników walczących po stronie talibów było Pakistańczykami lub Arabami, i nie byli to tylko zwykli ochotnicy. Pod koniec 2001 r., w następstwie ataku terrorystycznego 11 września, Amerykanie pomogli Sojuszowi Północnemu (pozbawionemu dwa dni przed zamachem na WTC przywódcy) wyprzeć talibów z Kabulu i zepchnąć ich do pasztuńskich terenów w południowej części kraju. Talibowie nie zostali jednak doszczętnie pobici. Przetrwali, a ich comeback w ciągu ostatnich kilku lat pokazuje, iż nadal stanowią zagrożenie.

Interesy Iranu
To wzajemne oddziaływanie czynników wewnętrznych i zewnętrznych stanowi żyzny grunt dla toczącej się „wielkiej gry”. A „graczy” jest wielu.
Amerykanie usiłują przekształcić Afganistan w stabilne, demokratyczne i proamerykańskie państwo, lecz po ponad 10-letniej interwencji ten niewątpliwie ambitny cel zdaje się coraz bardziej oddalać. Wielu Amerykanów zastanawia się więc, czy koszty ekspedycji afgańskiej i związanego z nią „nation-building” nie przerosły aby kilkakrotnie wątpliwych wyników.
Rosjanie i Chińczycy są również aktywni w Afganistanie, obydwa państwa – jako strategiczni konkurenci – chciałyby mieć Afganistan w swym „obozie”. Jest to wszakże kraj nie tylko położony strategicznie, ale również bogaty w zasoby naturalne. Zainteresowanie Afganistanem przejawiają również oczywiście inne kraje muzułmańskie Bliskiego Wschodu.
Jednym z głównych „graczy” jest, ze względów historycznych i geopolitycznych, sąsiedni Iran. Stąd też pieniądze płynące z Teheranu do skorumpowanego afgańskiego prezydenta Hamida Karzaja. Niewątpliwie szyicki reżim irański był zadowolony ze zdetronizowania sunnickich talibów, którzy nie tylko prześladowali i mordowali szyickich Hazarów, ale zamordowali lub wzięli do niewoli irańskich dyplomatów w mieście Mazar-e Szarif. Co więcej, talibowie użyczyli gościny i wspierali grupę sunnickich radykałów z Iranu, których deklarowanym celem było osadzenie reżimu talibskiego w Teheranie. Równocześnie jednak islamistyczny reżim z Iranu opiera swą strategię na zasadzie, iż im więcej chaosu i problemów w Afganistanie, Iraku i innych krajach, tym gorzej dla Amerykanów i tym lepiej dla rewolucji islamskiej á la Chomeini i jej nosicieli. Destabilizowanie Afganistanu jest więc celem Teheranu. Z drugiej strony, niektórzy Irańczycy (głównie nacjonaliści/paniraniści wrogo nastawieni do reżimu ajatollahów) widzą Afganistan jako oderwaną wschodnią część dawnej wielkiej Persji. Nie tylko Irańczycy jednak liczą na to, iż Amerykanie będą grzęznąć i osłabiać się w Afganistanie. Z perspektywy public relations łatwiej jest ukazywać Amerykanów jako „agresorów” i „okupantów”. Sytuacja ta wygodna jest również dla Moskwy i Pekinu, chociaż równocześnie niechętnie spoglądają na obecność Amerykanów w tym kraju. Czekają więc na ostateczne wycofanie się USA, mając nadzieję, że Amerykanie słono zapłacą za tę interwencję.

Walka o wpływy
Pakistan, jak wiadomo, aktywnie, choć skrycie, wspierał talibów i najprawdopodobniej czyni to nadal. Zabicie przez Amerykanów Osamy bin Ladena na terenie Pakistanu właśnie (w maju zeszłego roku) obnażyło stopień dwulicowości Islamskiej Republiki Pakistanu, która oficjalnie „pomagała” Amerykanom, równocześnie udzielając wszelkiej pomocy ich wrogom. Owa „gra na dwie ręce” i zmienianie sojuszy jest, nawiasem mówiąc, istotną cechą polityki w świecie islamskim (vide np. casus Hamida Karzaja, który, uzyskawszy poparcie USA, chętnie przyjmował gotówkę od Irańczyków i stał po stronie Pakistanu przeciwko Amerykanom), w docenieniu czego przeszkadza Zachodowi poprawność polityczna. Tłem machiawelizmu Islamabadu jest sytuacja geostrategiczna Pakistanu, a konkretnie konflikt Pakistanu ze swym głównym adwersarzem, Indiami. Celem Pakistanu jest wzmocnienie „głębokości strategicznej” (ang. strategic depth) w stosunku do Indii o terytorium Afganistanu. Stąd dążeniem Islamabadu jest propakistański rząd w Kabulu lub związanie Afganistanu z Pakistanem jako protektoratem lub satelitą. W tym kontekście koncepcja konfederacji obydwu państw ma niewątpliwe zalety dla Pakistanu, jak również dla Pasztunów zamieszkujących po obydwu stronach linii Duranda. Indie, oczywiście, pragną widzieć w Kabulu reżim im przychylny, co pokrzyżowałoby strategię pakistańską i pozwoliło okrążyć Pakistan. Stąd też Afganistan jest polem bitwy wpływów Islamabadu i New Delhi.
Co więcej, nawet byłe sowieckie republiki – Turkmenistan, Uzbekistan i Tadżykistan – mają w Afganistanie swe interesy. Nie tylko graniczą one z Afganistanem, ale po afgańskiej stronie granicy zamieszkują ich pobratymcy. Aszchabad, Taszkient i Duszanbe mogą się o nich (i tereny przez nich zamieszkane!) upomnieć, jeżeli sytuacja w Afganistanie poważnie się pogorszy, a nie jest to wcale scenariusz nierealny. Sytuacja w Afganistanie przypomina, w pewnym sensie, Austro-Węgry na początku XX w. lub byłą Jugosławię. Stanowi klasyczny przykład wieloetnicznego, nieorganicznego i w zasadzie ahistorycznego państwa, którego „obywatele” są bardzo luźno z nim związani. Czymże są bowiem trzy wieki od wyłonienia się „afgańskich” imperiów Hotakich i Durranich na tle tak długiej historii tego regionu? Ciężko o wspólną wizję i politykę, gdy brakuje wspólnej tożsamości. Trudno się więc dziwić, że takie państwo jak Afganistan jest – i raczej długo jeszcze będzie – przedmiotem polityki ościennych mocarstw, a nie podmiotem aktywnie kształtującym własną politykę.

Opcje i scenariusze
Jak więc potoczą się wydarzenia w Afganistanie w najbliższej przyszłości? Przejawem optymizmu jest twierdzić, iż cudu nad Helmandem nie należy się spodziewać.
Intensywna zapewne będzie ingerencja Pakistanu, który niewątpliwie będzie dążył do wasalizacji Afganistanu lub, ewentualnie, do konfederacji. Pakistańscy zwolennicy tejże koncepcji powołują się m.in. na komplementarność ekonomiczną obydwu państw. Afganistan posiada wiele zasobów naturalnych, aczkolwiek jego rolnictwo kuleje; sytuacja Pakistanu jest odwrotna. Ponadto realizacja tej koncepcji ułatwia Afganistanowi dostęp do morza, a Pakistanowi toruje drogę do Azji Środkowej. Spoiwem konfederacji byłyby również islam i nienawiść do indyjskich „kafirów” (niewiernych), co czyni ją atrakcyjną z perspektywy islamizmu – i groźną z punktu widzenia stabilizacji regionu. Koncepcja jest również kusząca dla Pasztunów, ponieważ przybliża zjednoczenie ich ludu. Pasztunowie niewątpliwie pragnęliby grać pierwsze skrzypce, a ich etnonacjonalizm i libido dominandi wygenerowałyby opór np. Pundżabczyków w Pakistanie oraz Tadżyków i Hazarów w Afganistanie.
Biorąc pod uwagę animozje pomiędzy ludami Afganistanu, widmo konfliktów etnicznych jest całkiem realne w najbliższej przyszłości. Hazarowie stają się coraz odważniejsi wobec pasztuńskiego szowinizmu; w wyborach w 2010 r. udało im się nawet zastraszyć pasztuńską ludność prowincji Ghazni, wygrywając wszystkie mandaty w tej części kraju. Równocześnie, podczas gdy wielu Pasztunów sprzyja lub sympatyzuje z talibami, Tadżycy (czyli etniczni Persowie) zaczynają dominować w armii lojalnej wobec rządu w Kabulu. Konflikt z łatwością rozgorzeje, jeżeli trwająca kontrofensywa talibów nie zostanie wstrzymana i ponownie wkroczą oni do Kabulu, czego nie należy bagatelizować. Pokonanie talibów jest, oczywiście, istotne, ale trudne do zrealizowania i niewystarczające. Ze względu na podziały plemienne i etniczne Afganistan może przetrwać jako państwo jedynie przy maksymalnej decentralizacji i lokalnej autonomii. Jakiekolwiek prokrustowe próby stworzenia zeń „nowoczesnego” państwa scentralizowanego i unitarnego mogą jedynie rozjątrzyć szczepowe waśnie. Samorządne etniczne lub plemienne kantony, pod jedynie nominalną kontrolą centrum, stanowią lepszą opcję aniżeli ciągła wojna domowa. Co więcej, lepiej przyzwolić nawet na wewnętrzny podział kraju według linii etnicznych (np. na Pasztunistan na południu, a konfederację Tadżycko-Hazarsko-Uzbecką na północy), niż kurczowo trzymać się status quo i abstrakcyjnego tworu utrzymywanego na potrzeby XIX-wiecznej „wielkiej gry”. Oczywiście takie rozwiązanie również rodzi zagrożenie w postaci czystek etnicznych, wojny i scenariusza „jugosłowiańskiego”. Wiele terenów jest mieszanych etnicznie, a więc „rozwód” powinien być owocem pokojowych negocjacji. Wątpliwe jednak, aby Pasztunowie pozwolili innym ludom odłączyć się od „ich” państwa bez wystrzału.
Pozostaje też inna opcja. Pod wieloma względami kluczem do Kabulu jest Teheran. Ustabilizowanie (lub zdestabilizowanie) Afganistanu zależy w sporej mierze od Iranu. Rządzący obecnie Iranem reżim islamistyczno-rewolucyjny nie jest zainteresowany spokojem w Afganistanie. Jednakże ta władza nie jest wieczna. Zmiana rządu w Teheranie w przyszłości na bardziej cywilizowany (np. restauracja monarchii) otwiera drogę irańskiej kurateli w Afganistanie. A nieislamistyczny, wolny i silny Iran na południowej flance byłego ZSRS mógłby się przyczynić do uspokojenia nie tylko Afganistanu, ale również Bliskiego Wschodu. Ważne jest jednak pozwolić Irańczykom zmienić swój reżim własnymi rękoma, gdyż wojna raczej spotęguje chaos w tej części świata.
Jeżeli nakreślone scenariusze brzmią utopijnie, to fakt ów podkreśla jedynie węzeł gordyjski, jakim jest nie tylko Afganistan, ale i Bliski Wschód. Przeświadczenie liberalnych demokracji, iż pieniądze oraz „promocja demokracji” będą w stanie ten region „naprawić”, jest przejawem racjonalistycznego optymizmu nieznajdującego oparcia w historii i obecnych realiach. Warto w tym kontekście przytoczyć brytyjskiego filozofa Michaela Oakeshotta, o mentalności racjonalisty, który „nie potrafi wyobrazić sobie polityki, która nie polegałaby na rozwiązywaniu problemów, ani też politycznego problemu bez jakiegokolwiek „racjonalnego” rozwiązania”. Jednakże Afganistan wydaje się stanowić taki właśnie problem.

Autor jest historykiem i absolwentem wydziału historii University of Illinois w Chicago, badaczem związanym z waszyngtońskim Institute of World Politics (IWP) oraz analitykiem ds. Eurazji i Europy Środkowej i Wschodniej Selous Foundation for Public Policy Research (SFPPR).

drukuj