fot. twitter.com/szczepan_wojcik

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Mam wrażenie, że dziennikarze „Gazety Polskiej” W. Mucha i J. Liziniewicz prowadzą prywatną krucjatę przeciwko branży futerkowej, ale i przeciwko mnie

Mamy dwóch dziennikarzy „Gazety Polskiej”: pana Wojciecha Muchę oraz pana Jacka Liziniewicza, którzy – mam wrażenie – prowadzą prywatną krucjatę przeciwko nie tylko branży futerkowej, ale mnie osobiście. Próbuje się mnie zdyskredytować, przestraszyć i zastraszyć, ponieważ wiedzą, że jestem jedną z osób, która bardzo mocno tej branży futerkowej broni – powiedział w rozmowie z portalem radiomaryja.pl Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, hodowca zwierząt futerkowych.

Polscy rolnicy, hodowcy zwierząt futerkowych, w tym m.in. Szczepan Wójcik, od dłuższego czasu stali się obiektami ataków ze strony organizacji ekologicznych. Do nagonki przystąpili również także dziennikarze „Gazety Polskiej” – Wojciech Mucha i Jacek Liziniewicz. Ataki ucichły w trakcie kampanii wyborczej, jednak już po głosowaniu nasiliły się ponownie.

W ocenie Szczepana Wójcika to zaplanowana akcja, aby wyciszyć napięcia rolników przed wyborami parlamentarnymi. Jeśli przypatrzymy się, jak te działania są przeprowadzane, zobaczymy dokładnie, kto za tym stoi – dodał.

– Mamy tutaj dwóch dziennikarzy „Gazety Polskiej”: pana Wojciecha Muchę oraz pana Jacka Liziniewicza, którzy – mam wrażenie – prowadzą prywatną krucjatę przeciwko nie tylko branży futerkowej, ale mnie osobiście. Próbuje się mnie zdyskredytować, przestraszyć i zastraszyć, ponieważ wiedzą, że jestem jedną z osób, która bardzo mocno tej branży futerkowej broni. Ale jeśli popatrzymy również na kontakty tych dwóch dziennikarzy – co się okazuje? Okazuje się, że ci dziennikarze bardzo mocno współpracują z lewicowymi organizacjami ekologicznymi typu Fundacja „Viva!”, typu „Stowarzyszenie Otwarte Klatki”. Te organizacje do tej pory były znane z szerokiego ataku na całe polskie rolnictwo, nie tylko na branżę futerkową, ale przecież pamiętajmy, że „Stowarzyszenie Otwarte Klatki” wzięło pół miliona dolarów z tzw. Doliny Krzemowej ze Stanów Zjednoczonych po to, żeby przeznaczyć je na walkę z hodowlą drobiu w Polsce – zauważył rozmówca Radia Maryja.

Zaskakuje fakt, że dziennikarze „Gazety Polskiej”, która wydawała się sprzyjać rządowi PiS, jednocześnie wspierają organizacje, które do tej pory walczyły z partią rządzącą – podkreślił prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Pan redaktor Liziniewicz z jednej strony bardzo mocno potępia branżę futerkową, atakuje i powiela kłamstwa organizacji ekologicznych. Z drugiej strony te same organizacje ekologiczne bardzo potępia z racji tego, że one walczą z wycinką chorych drzew w Puszczy Białowieskiej. Co próbuję powiedzieć? Z jednej strony pan Liziniewicz wspiera te organizacje w walce z nami, z drugiej strony – drugą ręką występuje przeciwko tym organizacjom, obnażając ich prawdziwe intencje, jeżeli chodzi chociażby o wycinkę w Puszczy Białowieskiej, przekop Mierzei Wiślanej czy też inne sytuacje, w których te organizacje uczestniczą – wskazał hodowca zwierząt futerkowych.  

Moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ mamy do czynienia ze skoordynowaną akcję osób, które chyba bardzo mocno chcą zaszkodzić PiS-owi przed wyborami prezydenckimi – ocenił założyciel Fundacji Polska Ziemia.

– Mam takie osobiste, subiektywne odczucie, że chyba komuś bardzo zależy, żeby wywołać niepokoje rolników na wsi, żeby rolnicy, podobnie jak ma to miejsce w krajach Europy zachodniej, w Holandii, wyszli na ulice, żeby pokazać swoje niezadowolenie. Pamiętajmy, od czego zaczęły się protesty w Holandii. One zaczęły się od tego, że wprowadzono kilka lat temu zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Nikt nie wystąpił w obronie tych hodowców, a dzisiaj następnym krokiem jest to, żeby w Holandii rolnictwo, hodowlę zwierząt ograniczyć o 50 proc. W Polsce będzie dokładnie to samo – zaznaczył.

„Gazeta Polska” oskarżyła również branżę przemysłu zwierząt futerkowych o to, że miała ona rzekomo prowadzić farmę internetowych trolli. Nie podała jednak, kto miałby finansować takie działania. W swoich tezach oparła się na artykule… „Newsweeka”.

Takie oskarżenia są kuriozalne i śmieszne – powiedział Szczepan Wójcik.

– Powołują się dziennikarze „Gazety Polskiej” na chyba swój autorytet, bo Tomasza Lisa, który jest redaktorem naczelnym „Newsweeka”, czyli gazety, która całkowicie walczy z prawą stroną, nie wspominając jednocześnie, że w tym samym artykule ten sam autor wykazał, że ta niby farma trolli, która wspierała przemysł futrzarski, wspierała również – uwaga – „Gazetę Polską” i portal niezależna.pl. To pan Mucha zdaje się przemilczał albo nie doczytał. Z jednej strony powołuje się na „Newsweeka”, który mówi, że przemysł futrzarski wynajmuje trolli, z drugiej strony nie wspomina o tym, że ta sama farma trolli w tym samym artykule wspiera „Gazetę Polską” i jego szefa. Mamy więc tutaj do czynienia z manipulacją – akcentował rozmówca Radia Maryja.

Jaki dowód na potwierdzenie swoich hipotez ma pan redaktor Mucha? – pytał prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Bardzo chętnie chciałbym usłyszeć od pana redaktora Muchy, kto stał za finansowaniem tychże trolli? Przecież to jest śmieszne. Jeśli nie ma dowodu – a on tak pisze artykuły, żeby go nie móc podać do sądu, bo on przecież tylko pyta – to jest po prostu manipulacja i kłamstwo pana redaktora Muchy. Powiem szczerze, że trochę się tym brzydzę, że pan Mucha posuwa się do tego typu manipulacji, oskarżeń, kłamstw i niedopowiedzeń, żeby tylko dokuczyć branży futerkowej, żeby tylko dokuczyć mojej osobie – zaznaczył.

Założyciel Fundacji Polska Ziemia odniósł się także do informacji o zakończeniu zbiórki podpisów pod inicjatywą „Koniec Epoki Klatkowej”. Założenia tego projektu przewidują m.in. zakaz stosowania klatek podczas hodowli przemysłowej zwierząt.

– Tutaj mówimy o zakazie hodowli, trzymania świń w kojcach, kurczaków, zwierząt futerkowych, wszystkich innych gatunków, która to hodowla opiera się na hodowli klatkowej. Pamiętajmy, że musimy zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe naszemu krajowi, ale w ogóle ludzkości, które w dużej mierze opiera się w hodowlę zwierzęcą. Jest to bardzo duże uderzenie właśnie w tę hodowlę, ale też w produkcję roślinną. Pamiętajmy, że większość zboża produkowanego w Polsce jest przeznaczana na paszę dla zwierząt. Jeśli ograniczymy hodowlę zwierzęcą – a przecież ta petycja do tego się sprowadza – ograniczymy również produkcję zboża, a więc przyczynimy się bezpośrednio do dużych strat rolników, bankructw firm, gospodarstw. To jest po prostu cios dla całego rolnictwa, które odczujemy my wszyscy. To jest zwiększenie cen żywności, to jest uderzenie tak naprawdę w nas wszystkich – tłumaczył Szczepan Wójcik.

radiomaryja.pl

drukuj