fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Red. W. Gadowski: Jest dla mnie poniżające, że w Polsce muszę się bronić przed żądaniami niemieckiego koncernu, który de facto kwestionuje prawdę historyczną

Kiedy sprawa odbywa się przy otwartej kurtynie oraz jest bardzo wielu świadków tego, jak toczy się sprawa, to myślę, że i opinia publiczna ma większą możliwość wglądu w to, co dzieje się w takiej sprawie, a to z kolei bardzo ułatwiłoby mi moją obronę. Jednakże jest dla mnie poniżające, że w Polsce muszę się bronić przed żądaniami niemieckiego koncernu, który de facto kwestionuje prawdę historyczną – mówił red. Witold Gadowski w rozmowie z portalem Radia Maryja.

W środę w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbędzie się rozprawa, w której red. Witold Gadowski będzie musiał bronić się przed zarzutami niemieckiego koncernu medialnego Ringier Axel Springer.

– Zostałem pozwany przez kancelarię Kochański, Zięba, która reprezentowała koncern Ringier Axel Springer w momencie, gdy był on własnością kapitału niemieckiego o to, że obraziłem dobra osobiste tego koncernu mówiąc, że pracowali tam naziści. Zarzucono mi, że Ringier Axel Springer Polska istnieje bodajże od 2002 roku, więc nie ma takiej możliwości, wobec czego koncern poczuł się dotknięty – powiedział dziennikarz.

Moja wypowiedź nie dotyczyła Ringier Axel Springer Polska jako podmiotu nowo zarejestrowanego tylko koncernu Axel Springer założonego przez Axela Springera i ludzi, którzy tam pracowali oraz pewnych kolei biograficznych pana Axela Springera – podkreślił.

– Przypomnę, że trzecią żoną Axela Springera była córka oficera SS sądzonego w Norymberdze, a pierwszą żoną Axela Springera, która była z pochodzenia Żydówką, została przez niego odprawiona pod koniec lat 30., ponieważ szkodziła w jego karierze. Pan Axel Springer był czynnym dziennikarzem wydającym gazetę w latach III Rzeszy. To wszystko są fakty i ja za te fakty nie zamierzam koncernu przepraszać, więc ta sprawa toczy się tak naprawdę o prawdę historyczną, która będzie przez prawników przedstawiana na zasadzie kazusów i różnych kruczków. Będą starali się udowodnić, że nadużyłem wolności słowa – mówił publicysta.

Proces red. Witolda Gadowskiego może stać się w przyszłości precedensem do innych sporów na linii Polska-Niemcy.

– To jest proces niemieckiego koncernu medialnego, który w Polsce stanowi olbrzymią potęgę, przeciwko zwykłemu polskiemu dziennikarzowi, który mówi o prawdzie historycznej. Jeżeli wyrokiem polskiego sądu zamkną mi usta, to myślę, że każdy inny dziennikarz chcący wspominać o historycznej prawdzie, będzie miał już związane ręce i zamknięte usta, bo będzie pamiętał, że taki wyrok zapadł i na jego podstawie, będzie się spodziewał represji – powiedział nasz rozmówca.

Ważne jest, aby jutro jak najwięcej osób przyszło do sądu i wsparło swoją obecnością redaktora Witolda Gadowskiego.

– Byłoby to dla mnie bardzo dużym wsparciem dlatego, że sądy i sędziowie są różni, ale kiedy sprawa odbywa się przy otwartej kurtynie oraz jest bardzo wielu świadków tego, jak toczy się sprawa, to myślę, że i opinia publiczna ma większą możliwość wglądu w to, co dzieje się w takiej sprawie, a to z kolei bardzo ułatwiłoby mi moją obronę. Jednakże jest dla mnie poniżające, że w Polsce muszę się bronić przed żądaniami niemieckiego koncernu, który de facto kwestionuje prawdę historyczną. To jest słynna nowa polityka historyczna Niemiec, którzy chcą z siebie jak najmocniej zdjąć winę za zbrodnie, jakie Niemcy popełnili w czasie II wojny światowej – podkreślił redaktor.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

 

drukuj