fot. gadowskiwitold.pl

Red. W. Gadowski: To ideologia multikulti zabija mieszkańców Europy

„Angela Merkel, Donald Tusk, Martin Schulz i Jean-Claude Juncker – to ci ludzie siedzieli za kierownicą tira, który wjechał w gości targów bożonarodzeniowych w Berlinie. Prowadzona przez nich ideologia multikulti zabija mieszkańców Europy” – mówi w rozmowie z portalem Radia Maryja publicysta Witold Gadowski.

Sz. Kozupa: Służby niemieckie zdały egzamin, jeśli chodzi o zamach w Berlinie? Jak ocenia Pan Redaktor działania, które podjęto w celu ujęcia zbiegłego terrorysty, ale też te czynności wykonywane przez służby niemieckie przed zamachem?

Red. W. Gadowski: Obawiam się, że służby zdały egzamin, dlatego że kierowane ze służb do polityków rządzących informacje płynęły już dawno. BND miał bardzo dobre rozeznanie, jeżeli chodzi o działalność tego człowieka. Ich działania wspomagane były przez Amerykanów, którzy też podawali informację, że ten człowiek kontaktuje się z działaczami tzw. Państwa Islamskiego.

W tym przypadku egzaminu nie zdali politycy, którzy tłumili informacje myśląc, że jakoś to będzie; żeby nie wywoływać wrogości wobec muzułmanów. Ideologia multikulti doprowadziła do śmierci dwunastu osób na targach w Berlinie. To, że zamachowiec zniknął, także było raportowane przez służby. W momencie, kiedy monitorowany przez służby islamista, terrorysta, fanatyk znika, to jest to znak, że jest już gotów do zamachu, że planuje coś złego. Służby informowały o tym, że on zniknął, że nie ma o nim informacji, że nie jest monitorowany. Wówczas powinno dojść do obławy, ale takie decyzje wydają politycy. To politycy nie zdali egzaminu. Przy okazji egzaminu nie zdała także policja, która ma siedzibę niedaleko miejsca, w którym wydarzył się zamach. Radiowóz policyjny znajdował się przecież niedaleko. Nikt nie spodziewał się, że tam zdarzy się coś takiego. A zdarzyło się.

Sz. Kozupa: Kiedy wydaje się, że ręce służb – jak Pan zauważył – są związane przez polityków, to czy mają one wtedy jakieś narzędzia do działania?

Red. W. Gadowski: Winston Churchill powiedział kiedyś, że każdy funt wydany na służby jest funtem straconym. Twierdził tak, ponieważ służby albo pracują źle i politycy nie dostają informacji, albo pracują bardzo dobrze i politycy ignorują ich dane. Oczywiście jest to jakiś paradoks, ale tutaj po prostu zawiniła ideologia i ludzie, którzy ją wyznają. To oni zabili te osoby na targach bożonarodzeniowych w Berlinie. To multikulti zabija tych ludzi. Tutaj służby mogą pracować na najwyższym poziomie, ale i tak nic z tego nie będzie. Służby niemieckie są kilka razy lepsze od służb polskich. Mimo to nie zapobiegły zamachowi. Służby nie zapobiegają, one mogą dobijać się do polityków – o pewne decyzje, o nakazy aresztowania, podjęcie obławy – ale to politycy i wymiar sprawiedliwości podejmują decyzje, jak to należy robić. W dzisiejszej Europie służby specjalne – nawet jeżeli są dobre – są po prostu obezwładnione.

Sz. Kozupa: Możemy mówić, że kanclerz Angela Merkel jest współwinna tej tragedii, do której doszło?

Red. W. Gadowski: Napisałem kiedyś mocny tekst, który wywołał oburzenie wśród lewicowych salonów (zaraz po analogicznym zamachu w Nicei). Napisałem, że za kierownicą tamtego tira siedziała Angela Merkel, Donald Tusk, Martin Schulz i Jean-Claude Juncker. Tak, ci ludzie siedzieli także za kierownicą tira, który wjechał w gości targów bożonarodzeniowych w Berlinie. Po prostu ideologia multikulti zabija mieszkańców Europy.

Sz. Kozupa: Czy możemy spodziewać się kolejnych zamachów?

Red. W. Gadowski: Tak, już udaremniono dwie próby: jedną w Niemczech i jedną we Włoszech. To będzie narastało, ponieważ dla nich – dla ekstremistów islamskich – jest to czas, w którym mogą najbardziej uderzyć w chrześcijan. A to chrześcijan uznają za swoich wrogów.

Sz. Kozupa: Sprawdza się tutaj ta teoria, że islamiści atakują seriami?

Red. W. Gadowski: Jest tak zwana teoria drugiej fali, mówi ona, że kiedy następuje uderzenie, jazgot, krzyk, zamieszanie, idzie druga fala, kolejne uderzenie. Taką teorię wytworzono już wśród teoretyków terroryzmu. Jednak zamach terrorystyczny zawsze jest inny, przebiega według innego modus operandi. Teoretycy terroryzmu to bardzo „śmieszny” zawód, dlatego że zawsze po fakcie mogą dyskutować na temat tego, co się zdarzyło. Nigdy natomiast nie są w stanie przewidzieć tego, co się zdarzy.

Sz. Kozupa: Pan redaktor, przygotowując materiały do kolejnego odcinka „Łowcy Smoków” dla TVP, był ostatnio w Niemczech. Jak zmienił się ten kraj pod wpływem napływu imigrantów?

Red. W. Gadowski: Powiem nieskromnie, że mam coś takiego, co być może nie jest nawet moim darem, tylko jakoś tak los mnie prowadzi, że zawsze w ostatnim czasie – przynajmniej w ciągu ostatnich trzech lat – jadę w miejsca, gdzie potem cos się wydarza. Cztery razy byłem w miejscach, gdzie wybuchały bomby, razem z ekipą otarliśmy się wręcz o takie zdarzenia. Jakoś ten instynkt tak mnie kieruje, że to się tak dzieje.

Trudno jednak powiedzieć, co się wydarzy. W Berlinie byłem, bo instynkt podpowiadał mi, że tam coś złego musi się wydarzyć. Jest tam już takie nasilenie patologii, nasilenie walki z chrześcijaństwem, że to po prostu aż wrze. Berlin pozbawiony jest jakichkolwiek pierwiastków religijnych. Targi „bożonarodzeniowe” są tylko z nazwy, a tak naprawdę są multikulti. Tam nie ma krzyży, nie ma aniołków, nie ma żadnych symboli religijnych. Trudno doszukiwać się tam jakiś akcentów świątecznych.

Ta ideologia multikulti oznacza, że część dzielnic jest po prostu muzułmańska, gdzie zakazane są symbole chrześcijańskie. Zakazane są one w przestrzeni publicznej. W całym Berlinie obowiązuje poprawność polityczna, co oznacza jak najmniej akcentów chrześcijańskich. Do tego mamy wojnę islamskich klanów, mamy islamskie gangi motorowe, przejmowanie przez islamistów kontroli nad podziemiem narkotykowym, nad świadkiem przestępczym. Salony gier zostały już opanowane przez klany islamskie. Na jednym z mostów w centrum Berlina co dziesięć metrów stoją śniadzi, nieeuropejsko wyglądający ludzie, którzy oferują kokainę. Robią to otwarcie i oficjalnie, kiedy obok –praktycznie bez reakcji – przejeżdżają radiowozy milicyjne. Tak właśnie wygląda dzisiejszy Berlin.

Jednocześnie mamy Rigaer Strasse, która jest siedliskiem lewackiego terroryzmu. Nie boję się tego słowa. Tam terroryści lewaccy okupują kamienice, ponieważ nie uznają prawa własności. Walczą z policją, są uzbrojeni i dobrze zorganizowani. Instruują swoich pobratymców z innych krajów m.in. to oni byli właśnie na Marszu Niepodległości 11 listopada wtedy, kiedy doszło do starć. Lewacki terroryzm rozszerza się także z Berlina. Salaficki terroryzm także rozszerza się ze stolicy Niemiec, bo również oni mają tam jedno ze swoich centrów. […] Deso Dogg, salaficki raper, który przystąpił do tzw. Państwa Islamskiego, swobodnie działał w Berlinie nagrywając teledyski. Proszę spojrzeć na teledysk „Osmanen Germania”, który otwarcie nawołuje do przemocy, tym razem Turków wobec Niemców. To wszystko razem tworzy taką kulturę, w której trudno jest zatrzymać wojnę, jaką islam wydał Europie.

Sz. Kozupa: Mamy tu do czynienia z tzw. hate speech, o której często Pan mówi, w której poszczególni imamowie nawołują do ekstremizmu?

Red. W. Gadowski: Tak, dlatego, że tzw. hate speech dotyczy tylko i wyłącznie ludzi o poglądach prawicowych. Lewicowcom i islamistom się tego nie zarzuca, a mowa nienawiści uprawiana jest w meczetach salafickich, gdzie otwarcie nawołuje się do rozprawy z chrześcijaństwem i z białymi.

Sz. Kozupa: Dziękuję za rozmowę.

RIRM

drukuj