fot. TV Trwam

[TYLKO U NAS] Prof. T. G. Grosse: Postulat dot. powiązania praworządności z wypłacaniem środków UE specjalnie został zapisany tak, by był niejasny, żeby można było go intepretować z niekorzyścią dla Polski i Węgier

Pod względem finalnym wynegocjowana kwota przez Polskę w Unii Europejskiej jest duża i pod tym względem należy być usatysfakcjonowanym. Gorzej jest, jeśli chodzi o nasz pierwszy postulat, czyli tę osławioną praworządność. Na pewno będzie ona obecna – mówił prof. Tomasz Grzegorz Grosse z Uniwersytetu Warszawskiego, we wtorkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.

W Brukseli zakończył się unijny szczyt w sprawie nowego budżetu. Polska wynegocjowała rekordową sumę. Nie ma także bezpośredniego połączenia wypłaty środków z przestrzeganiem tzw. praworządności. [czytaj więcej]

Gość TV Trwam zwrócił uwagę, że jest to sukces prezydencji niemieckiej i kanclerz Angela Merkel może powiedzieć, że rozpoczyna swoją prezydencję od bardzo ważnego uzgodnienia w bardzo trudnych negocjacjach.

Jest to również sukces dla całej Unii Europejskiej, biorąc pod uwagę to, że Unia potrzebuje tych budżetów. Z jednej strony mamy wieloletni tradycyjny budżet UE, a z drugiej strony tzw. europejski fundusz odbudowy, więc to korzyść dla nas wszystkich, dla integracji europejskiej i dla państw, które były najbardziej dotknięte przez kryzys pandemii. Po stronie zwycięzców tego szczytu z całą pewnością są tzw. kraje oszczędne (nazywane skąpymi). One negocjowały bardzo twardo. Można rzec, że są największym zwycięzcą negocjacji, bo otrzymały ogromnie dużo, nieporównywalnie w stosunku do żadnego innego kraju. Bilans szczytu z punku widzenia Polski jest dużo bardziej zniuansowany i niestety w tych najważniejszych naszych postulatach nie udało nam się osiągnąć klarownego sukcesu – powiedział prof. Tomasz Grzegorz Grosse.

Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. europejskich  podkreślił, że pod względem finalnym wynegocjowana kwota przez Polskę w UE jest duża i pod tym względem należy być usatysfakcjonowanym.

– Gorzej jest, jeśli chodzi o nasz pierwszy postulat, czyli tę osławioną praworządność. Po pierwsze, na pewno ta praworządność będzie obecna, bo z punktu widzenia zasadniczego, to nie jest dobre, żeby wprowadzać instrument, który jest w dużym stopniu uznaniowy i tak naprawdę jest kierowany w tej chwili przeciwko dwóm krajom. My nie powinniśmy się na to zgadzać, ale – w sensie formalnym – on istnieje. Po drugie, jeśli chodzi o procedurę, to na pewno ona będzie decydowana tzw. większością kwalifikowaną w Radzie Unii Europejskiej, czyli będzie musiała się znaleźć odpowiednia większość państw, żeby nałożyć np. na Polskę sankcje. Istnieje taka furtka, że może to być na kolejnym etapie procedury przekazane do głosowania jednomyślnego w Radzie Europejskiej. Gdyby tak było, to byłby rzeczywiście ogromny sukces Polski, bo de facto moglibyśmy na poziomie Rady Europejskiej ewentualne sankcje zablokować. Problem polega na tym, że zapisy w punkcie 23, które dotyczą praworządności, są szalenie enigmatyczne. Tuż po szczycie część polityków z innych krajów i część polityków europejskich podważa ten zapis, tę furtkę przekazania tej sprawy do Rady Europejskiej do głosowania jednomyślnego. Z całą pewnością będzie to podważać Parament Europejski. Już w tej chwili politycy największych frakcji – przede wszystkim liberalnych i lewicowych, bo one grillują konserwatywne rządy w Europie Środkowej – zapowiadają, że będą chcieli zrewidować ten zapis i go tak interpretować w ostatecznej formule, żeby ona była jeszcze bardziej niekorzystna dla Polski – wyjaśnił politolog.

Gość programu „Polski punkt widzenia” wskazał, że jego zdaniem Polska straciła szansę na veto w sprawie powiązania praworządności z wypłacaniem środków z UE.

– Sprawa jest niejasna. Ten zapis, o którym mówił pan premier, i na który ja się powołałem, jest bardzo enigmatyczny. On mówi, że w tych sprawach domyślnie chodzi o praworządność, ale to też nie jest ustalone precyzyjnie.  Powinien być zapis, że procedurą odwoławczą w sytuacji zastrzeżeń jest przekazanie sprawy do Rady Europejskiej w zakresie warunkowości dotyczącej praworządności. Gdyby był taki zapis, to byłoby wiadomo, że jest klarowna dwuetapowa procedura przestrzegająca czy monitorująca praworządność. Np. Komisja Europejska formułuje zarzuty wobec państwa członkowskiego np. wobec Polski, decyzję podejmuje Rada Unii Europejskiej większością kwalifikowaną i jeżeli się zbierze odpowiednia większość, to sankcje są, jeżeli się nie zbierze, to sankcji nie ma i do tego punktu przepisy są klarowne. Natomiast jeśli chodzi o procedurę odwoławczą – kolejny etap procedury, to przepis sugeruje, że jest taka procedura, która może być rozstrzygnięta definitywnie przez Radę Europejską w domyśle – bo tego nie ma w tekście – w procedurze głosowania jednomyślnego. To specjalnie zostało zapisane tak, by zapis był niejasny, żeby można było go intepretować z niekorzyścią dla Polski i Węgier – zaznaczył prof. Tomasz Grzegorz Grosse.

Rozmówca TV Trwam dodał, że Polska w żadnym wypadku nie powinna się zgadzać na tak nieprecyzyjny zapis i to jest błąd polskich negocjatorów oraz bardzo duża niekorzyść dla naszego kraju.

– Lepiej było zerwać szczyt i pokazać to partnerom, którzy nas testowali. Ja słyszałem wypowiedzi polityków tzw. oszczędnej piątki – nie wiem, czy to był głos polityka holenderskiego czy austriackiego – że nie wierzą, że veto węgierskie nastąpi. Uważali, że na koniec Polacy i Węgrzy kucną i nie będą zrywali szczytu. Trzeba było pokazać, że nie kucamy w tej sprawie, że to naprawdę jest dla nas sprawa o fundamentalnej wadze. Niestety, myśmy kucnęli. Zgodziliśmy się na zapisy, które są nieprecyzyjne, i które mogą być interpretowane przeciwko nam – podsumował ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. europejskich.

Olbrzymie pieniądze, które zaproponowała Unia Europejska mają pochodzić m.in. z wprowadzenia szeregu europejskich podatków, które wcześniej negował polski rząd, np. podatek od plastiku, który jest nierecyklingowany czy opłaty związane z pozwoleniami ETS.

 

radiomaryja.pl

drukuj