fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Prof. M. Piotrowski: Europosłowie nie są administracyjnie ograniczani czasowo przez „tajemne siły europarlamentu”

Ostatnio słychać utyskiwania bądź aluzje podszyte żalem świeżo wybranych posłów do Parlamentu Europejskiego, że w strasburskiej i brukselskiej izbie są ograniczani czasowo. Nie doprecyzowują jednak, kto dał bądź też ograniczył ich czasowo. (…) To pewnie przemożne siły całego PE, które za nic nie chcą dopuścić, aby choć o pół minuty dłużej mogły wybrzmiewać na sali plenarnej tak odważne i niezwykle celne, błyskotliwe tezy, które oni głoszą. Dlatego w domyśle ci europosłowie są rzekomo administracyjnie ograniczani przez „tajemne siły europarlamentu”. Nic bardziej mylnego – powiedział w felietonie „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam prof. Mirosław Piotrowski.

Czas – „czas to pieniądz”; „tempus fugit” – „czas ucieka, wieczność czeka”. Trzeba więc czas dobrze wykorzystać, zagospodarować. Ostatnio słychać utyskiwania bądź aluzje podszyte żalem świeżo wybranych posłów do Parlamentu Europejskiego, że w strasburskiej i brukselskiej izbie są ograniczani czasowo. „Dostałem/am tylko minutę” – ogłaszają urbi et orbi. „Tyle mądrości mogę przekazać Polsce i Europie, a dali mi tylko 60 sekund”. Nie doprecyzowują jednak, kto dał bądź też ograniczył ich czasowo. Słuchaczom i czytelnikom pozostawiają zazwyczaj ukierunkowane domysły. To pewnie przemożne siły całego PE, które za nic nie chcą dopuścić, aby choć o pół minuty dłużej mogły wybrzmiewać na sali plenarnej tak odważne i niezwykle celne, błyskotliwe tezy, które oni głoszą. Dlatego w domyśle ci europosłowie są rzekomo administracyjnie ograniczani przez „tajemne siły europarlamentu”. Nic bardziej mylnego.

Ze względu na rodzaj i tematykę debaty – czy dotyczy ona brexitu, praworządności w Polsce czy tez roli i znaczenia cyrku w UE, albo muszli dwuklapkowych (wszystkie tytuły debat prawdziwe, uczestniczyłem w nich) – konferencja przewodniczących PE, w skład której wchodzą przedstawiciele wszystkich grup politycznych, ustala czas trwania poszczególnych debat. Godząc się np. na 1,5-godzinną debatę, do dyspozycji europosłów pozostaje 90 minut. Minuty te dzielone są na grupy polityczne, łącznie z grupą niezrzeszonych. Koniecznie trzeba odnotować, że najwięcej czasu otrzymuje największa grupa polityczna, a najmniejsza – najmniej.

Taka zasada stosowana jest w PE od kilkudziesięciu lat. Dlatego na początku kadencji wielu zabiega o przyciągnięcie do grupy jak największej liczby europosłów. Jeśli np. delegacja Zjednoczonej Prawicy nie była w stanie porozumieć się z węgierską delegacją Fidesu Viktora Orbana albo włoską delegacją Ligii Mateo Salviniego – o innych możliwościach już nie wspominając – to uplasowała się jako jedna z najmniejszych, czyli najmniej znaczących grup w PE. Jest dopiero 6. co do wielkości grupą, mimo że Polacy zwiększyli swoją liczebność do 26 europosłów. W poprzedniej kadencji było tylko 20 Polaków w grupie EKR, ale cała grupa była 3. co do wielkości siłą w PE. Otrzymywała też więcej czasu podczas debat.

Jeśli więc wspomniane 90 minut przeznaczane na całą debatę podzielimy na 8 grup politycznych, to okaże się, że największa grupa otrzyma do dyspozycji 30 minut, mniejsza – 15, a jeszcze mniejsza – 7 minut. Wówczas od decyzji kierownictwa grupy zależy, czy te przykładowe 7 minut podzieli na 7 osób po 1 minucie, 3 osoby po 2-2,5 minuty czy też cały czas 7 minut odda jednej osobie. Jak widać, wiedza ta wciąż trudna jest do przyswojenia przez wielu europosłów.

Byłem świadkiem, jak w sali plenarnej w Strasburgu przemawiał bodajże włoski europoseł, który miał do dyspozycji 1 minutę. Gdy czas swój przekroczył, prowadzący obrady przewodniczący stukał młotkiem, zachęcając mówcę do zakończenia wywodu. Wobec braku reakcji, wyłączył mu mikrofon. W odpowiedzi europoseł zaczął wykrzykiwać, że jest to brutalne ograniczanie swobody jego wypowiedzi. „Panie Pośle – odparł spokojnie prowadzący obrady – Pańska grupa otrzymała w tej debacie kilkanaście minut. To, że Panu przydzieliła tylko 1 minutę, to nie moja wina. Ja tylko pilnuję czasu. Z pretensjami proszę się udać do szefa swojej grupy politycznej”. Jak znam parlamentarne życie, szefa swojego klubu europoseł nie tarmosił, a we własnym kraju jawił się jako unijny męczennik.

Warto odnotować, że dla wielu europosłów przemawianie na sali plenarnej i czas, jaki otrzymują stanowi jedna z największych wartości. Czas to pieniądz, stąd starają się powiększać grupy polityczne, aby mieć więcej czasu. Z drugiej strony, większa grupa, to większa liczba chętnych w kolejce do przemawiania. Mała grupa – jak wspomniałem – otrzymuje mniej czasu w PE, ale to też mniej osób do zarządzania innymi wspólnymi grupowymi funduszami. Nie wszyscy – zwłaszcza nowi – europosłowie, muszą wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Znam takich, którzy nie zorientowali się nawet po 5 latach, czyli pełnej kadencji. Jakby im teraz powiedzieć, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… To niektórzy też by się nie zorientowali.

 

Radiomaryja.pl

drukuj