[TYLKO U NAS] Prof. M. Golon o wydarzeniach z grudnia 1970 r.: Władze postanowiły ukarać buntujące się społeczeństwo i zastraszyć je na wielką skalę
Władze postanowiły ukarać buntujące się społeczeństwo i zastraszyć je na wielką skalę, bo do 17 grudnia mamy wielkie ciosy w pozycję władzy komunistycznej. Łączny bilans ofiar dla Gdyni był przerażający: 18 osób zamordowanych, wszystkie od postrzałów, wszystkie – można powiedzieć – w istocie rozstrzelane na ulicy – zaznaczył prof. Mirosław Golon, zastępca dyrektora gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz wykładowca Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, mówiąc w „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja o wydarzeniach grudniowych w 52. rocznicę „czarnego czwartku”.
52 lata temu, 17 grudnia 1970 r., w Gdyni doszło do tragicznych wydarzeń, które zapisały się w najnowszej historii Polski jako „czarny czwartek”. Był to najbardziej krwawy epizod tzw. wydarzeń grudniowych, czyli protestów w ważnych ośrodkach przemysłowych, głównie na Wybrzeżu. Spowodowane były one m.in. podwyżkami cen, prowokacyjnie ogłoszonymi niedługo przed świętami, utrudniającymi dodatkowo i tak już niski poziom życia.
– Państwo było po prostu biedne. Państwo było skoncentrowane na wydatkach związanych z militariami, z ideologią, z rozmaitymi działaniami czy walkami np. o przejęcie gospodarstw rolnych, o umocnienie państwowego sektora w różnych dziedzinach życia – czy to usług, rzemiosła, handlu, rolnictwa. To wszystko spowodowało, że było to państwo niewydolne, niesprawne, bardzo złe i źle zarządzane, źle zorganizowane ekonomicznie. Ludzie byli biedni – zwrócił uwagę prof. Mirosław Golon.
Protesty rozpoczęły się 13 grudnia, tuż po ogłoszeniu nowych, wyższych cen towarów.
Oprócz kwestii ekonomicznych, podczas protestów podnoszono także sprawy polityczne. Obywatele otwarcie wyrażali niezadowolenie z rządów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pojawiały się też odniesienia do wydarzeń z przeszłości, m.in. do stanowiącej wówczas temat tabu zbrodni katyńskiej. Manifestacje obejmowały coraz większe obszary kraju. Masakra w czwartek 17 grudnia nie była jednak wynikiem protestu. Wicepremier Stanisław Kociołek wprost nakazał robotnikom stawić się rankiem w zakładach pracy. Jednak w Gdyni, przy stacji SKM Gdynia-Stocznia czekały na nich czołgi, żołnierze i zomowcy uzbrojeni w kałasznikowy.
– Wojsko i inne siły porządkowe już wcześniej zablokowały teren dojścia do stoczni i niespodziewanie dokonały masakry bezbronnej ludności, która szła do pracy. To nie była grupa atakująca, to nie byli ludzie, którzy mieli jakiekolwiek – nawet uliczne – uzbrojenie: kamienie, jakieś kije, metalowe pręty czy coś podobnego. Po prostu szli do pracy i zostali zamordowani – przypomniał zastępca gdańskiego oddziału IPN.
Przy samej stacji kolejki zginęło – według ustaleń prokuratury – 10-11 osób.
– Łączny bilans dla miasta Gdyni był przerażający: 18 osób zamordowanych, wszystkie od postrzałów, wszystkie – można powiedzieć – w istocie rozstrzelane na ulicy, rozstrzelane w miejscach publicznych w mieście, w biały dzień przez przedstawicieli władzy – przez wojsko, przez milicję – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.
Aż pięciu z 18 zabitych było nieletnich, dwóch innych – jak najsłynniejsza ofiara masakry na Wybrzeżu, Zbyszek Godlewski (balladowy Janek Wiśniewski) – było niewiele starszych. Nie obyło się także bez setek rannych – tych (według oficjalnych danych) w samej Gdyni było ponad 700.
– Mamy tutaj przede wszystkim bardzo przerażający cel tego działania – władze postanowiły ukarać buntujące się społeczeństwo i zastraszyć je, zastraszyć na wielką skalę, bo do tego dnia, do 17 grudnia mamy wielkie ciosy w pozycję władzy komunistycznej – wskazał prof. Mirosław Golon.
W dwóch z 17 ówczesnych województw spłonęły siedziby komitetów PZPR. Ponadto próbowano tworzyć niezależne od władz struktury – komitety strajkowe.
– Coś na wzór prapoczątków przyszłej „Solidarności”. Zresztą pamiętajmy, że gdy dziesięć lat później „Solidarność” będzie się rodziła, to nie bez powodu ośrodek trójmiejski, generalnie wybrzeże, odegra tak ogromną rolę – zwrócił uwagę historyk.
Zaznaczył, że ludność była świadoma tego, co wówczas działo się w kraju. Władzy nie udało się ukryć skali wydarzeń grudniowych. Polacy na własne oczy widzieli rozruchy na ulicach swoich miast lub często sami w nich uczestniczyli. Dziesiątki obywateli w całym kraju zginęły, tysiące zostały rannych, a jeszcze więcej trafiło do aresztów i więzień.
Całość rozmowy z prof. Mirosławem Golonem jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl



