fot. TV Trwam

[TYLKO U NAS] Prof. J. Kurzępa o danych GUS dot. sytuacji demograficznej w Polsce: Wskazują one na brak pewnego optymizmu prokreacyjnego Polaków

Oczywiście wskazują one na brak pewnego optymizmu prokreacyjnego Polaków. Mimo zmieniającej się kontekstowo możliwości zabezpieczenia godnego bytu rodzinie, ale również i szansy na – przez fakt środków z „500 plus” – godne wychowanie każdego kolejnego potomka. Polacy jakoś nie przełamują tej pasywności prokreacyjnej – powiedział socjolog prof. Jacek Kurzępa w rozmowie z portalem radiomaryja.pl.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że współczynnik dzietności w Polsce wynosi około 1,4. Oznacza to brak zastępowalności pokoleń w polskim społeczeństwie. Z danych GUS na obecny rok można oszacować, że do końca roku urodzi się około 370,7 tys. dzieci, natomiast umrze aż 406,8 tys. osób. Oznacza to, że w Polsce umrze aż o 36 tys. osób więcej, niż się urodzi. Do tych danych odniósł się w rozmowie z portalem radiomaryja.pl prof. Jacek Kurzępa.

– Oczywiście wskazują one na brak pewnego optymizmu prokreacyjnego Polaków. Mimo zmieniającej się kontekstowo możliwości zabezpieczenia godnego bytu rodzinie, ale również i szansy na – przez fakt środków z „500 plus” – godne wychowanie każdego kolejnego potomka, Polacy jakoś nie przełamują tej pasywności prokreacyjnej. Myślę, że to jest sytuacja, która oczywiście związana jest z pewnym procesem oswajania nowej jakości życia ekonomicznego i przewartościowania priorytetów życiowych. To nie jest tak, że sam fakt zaspokojenia pewnych potrzeb finansowych natychmiast otwiera gotowość do tego, aby pomnażać potomstwo, bo to jest również pewna sytuacja, którą trudno ignorować, ale jest to kwestia egoistycznego zapatrzenia się na samą siebie i samego siebie – stwierdził socjolog.

Myślę tutaj o młodych małżonkach, rodzicach, którzy mając jedno czy dwoje dzieci, na razie odczuwają pewną satysfakcję, że w tej chwili stać ich na bezpieczne i godne wychowywanie własnych dzieci, natomiast jeszcze nie są gotowi poszerzyć tej populacji najbliższej sobie o trzecie czy czwarte dziecko – podkreślił rozmówca portalu radiomaryja.pl.

– Na to potrzeba troszkę czasu. To jest również synergia między perspektywą makroskali i mikroskali. Makroskala, czyli zmiany w Polsce w ostatnich czterech latach, które udowodniły, że rząd Zjednoczonej Prawicy obiecuje i z obietnic się wywiązuje, ale w ostatnim trzydziestoleciu po raz pierwszy taki rząd się pojawił, w związku z czym jest mimo wszystko pewna nieufność co do tego, czy to będzie stała tendencja, czy to zawsze tak będzie, a jak przyjdzie ktoś inny do władzy, to co wtedy. Ta sytuacja z punktu widzenia politycznego jest sytuacją rozbujanego okrętu, który pod sztandarami Zjednoczonej Prawicy wydawałoby się, że wpływa na spokojniejsze wody i okazuje się, że po wyborach znowu nastąpił szkwał i rozmaite uderzenia ze strony konkurencji politycznej, która kwestionuje dorobek programów socjalnych, prorodzinnych. Wobec powyższego ludzie jeszcze nie mają stuprocentowej pewności, że to wszystko będzie trwałą zdobyczą polskiej polityki prorodzinnej i społecznej – wskazał profesor.

Zdaniem prof. Jacka Kurzępy za najbliższe dwa lata wszystko powinno się zmieniać.

– Ja zakładam, że jeszcze te najbliższe dwa lata będą okresem pewnej wstrzemięźliwości, a potem prawdopodobnie nastąpi typowe odbicie się od dołu z dwóch powodów. Pierwszy powód jest taki, że wraz z pewnością co do zmian polityki prorodzinnej i społecznej oraz niezmienności tej polityki Polacy będą nabywać przekonania, że warto mieć kolejne dzieci, a druga sekwencja jest taka, że nastąpi coś, co w życiu społecznym będzie miało istotne znaczenie, czyli na przykład zobaczą, że sąsiedzi obok podjęli decyzję o drugim czy trzecim dziecku, to znaczy, że powoli przyglądając się swoim sąsiadom czy środowisku w pobliżu, również będą coraz bardziej przekonani o tym, że skoro sąsiedzi się na to zdecydowali i dają radę, to my też damy radę – wyjaśnił socjolog.

Profesor odniósł się także do dotychczasowego wpływu „500 plus” na demografię.

– Myślę tutaj o trzech elementach, które mają bardzo istotne znaczenie, a jednak mimo wszystko za rzadko o nich mówimy, a warto podkreślić, że jest to również program godnościowy. To jest sytuacja, w której rodzice posiadając jedno czy dwoje dzieci, mają pewne poczucie, że nie muszą sobie „odejmować od gardła”, żeby móc zaspokoić potrzeby własnych dzieci. Teraz tej radykalnej determinacji rodziców nie oczekujemy i to jest pierwsza rzecz. Druga rzecz jest taka, że jeśli patrzymy na „500 plus” tylko przez pryzmat pokolenia rodziców, czyli rodziców i ich dzieci, to jest patrzenie jednowymiarowe. Na to trzeba spojrzeć również z perspektywy rodzin wielopokoleniowych – wszak za dziećmi stoją dziadkowie. Do niedawna to budżet dziadków był budżetem ratunkowym czy wspomagającym słaby budżet rodziców, a dzisiaj ci dziadkowie nie muszą aż tak bardzo przeznaczać swoich środków na potrzeby własnych dzieci i wnucząt, czyli tym samym również poprawia się kondycja życia seniorów. Trzeci poziom, który ma bardzo istotne znaczenie, to wyjście z pewnego obszaru marginalizacji i wykluczenia. To, co do niedawna było dla rodziców z dwojgiem, trojgiem dzieci niemożliwe do osiągnięcia, czyli wspólne pójście do kina, wspólna wyprawa do zoo czy na wakacje, to dzisiaj ci rodzice mają pełną szansę i z tego szczodrze korzystają – wskazał rozmówca portalu radiomaryja.pl.

Prof. Jacek Kurzepa odniósł się również do wyboru Barbary Sochy na stanowisko pełnomocnika rządu do spraw polityki demograficznej.

– Myślę, że już sam fakt wyeksponowania pani Barbary Sochy jako szefowej tego zespołu będzie wzorcotwórczy, ale ta rola musi być związana z bardzo gęstym, soczystym i pragmatycznym dialogiem z pokoleniem 30-40 latków, gdyż oni dzisiaj odraczają decyzje prokreacyjne. Tutaj konieczne są przykłady, przykłady i jeszcze raz przykłady, ale także spotkania, wielkie wydarzenia promujące dzietność, czyli duże rodziny, ale nie na zasadzie debat naukowych, tylko bardzo praktycznego pokazywania, jak można sobie w tej sytuacji dać radę, jak być samozaradnym, efektywnym i gospodarczym w perspektywie tej najbliższej małej struktury społecznej, czyli rodziny – podsumował socjolog.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj