fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. J. Kawecki: Jan Olszewski czy Zbigniew Religa rezygnując z kandydowania na urząd prezydenta nie utracili autorytetu, a nawet jeszcze wyżej – byli cenieni przez wyborców

Jan Olszewski czy Zbigniew Religa rezygnując z kandydowania na urząd Prezydenta RP wcale nie utracili zaufania wyborców, nie utracili autorytetu, a nawet jeszcze wyżej – byli cenieni przez wyborców – podkreśli prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, podczas sobotnich „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin zaapelowało do centroprawicowych kandydatów o rezygnację z ubiegania się o fotel prezydencki. W wystosowanej prośbie argumentują, że odbieranie głosów prezydentowi Andrzejowi Dudzie jest działaniem na rzecz „powrotu do władzy w Polsce ekipy Donalda Tuska”. [czytaj więcej] Prof. Janusz Kawecki przypomniał, że w poprzednich wyborach prezydenckich miały miejsce podobne sytuacje.

– W pewnym momencie sam byłem aktywnie włączony w doprowadzenie do pertraktacji pomiędzy kandydatami starającymi się o urząd prezydenta, aby miedzy sobą uzgodnili, że rezygnują na korzyść takiego, który miał największe szanse. To było w 2000 roku. Było 13 kandydatów i pan Kwaśniewski wygrał już w I turze. Odbywaliśmy rozmowy z kandydatami, zrezygnował jedynie Jan Olszewski, udzielając poparcia panu Krzaklewskiemu. Pozostali nie wyrazili zgody, pozbierali 1-1,5 proc. To wszystko razem rozdzieliło się w taki sposób, że Aleksander Kwaśniewski zwyciężył już w pierwszej turze – mówił gość Radia Maryja.

Pięć lat później, w 2005 r., z ubiegania się o fotel Prezydenta RP wycofało się trzech kandydatów.

– Między innymi śp. Zbigniew Religa, który mówił, żeby te głosy przeszły na Lecha Kaczyńskiego (…). Widać, że takie sytuacje zdarzały się wcześniej – dodał.

Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin swój apel skierowało do konkretnych osób: Krzysztofa Bosaka, Mirosława Piotrowskiego, Marka Jakubiaka i Stanisława Żółtka.

– Wspólnie myślą o przyszłości Polski, a rozdzielają głosy wyborców, wiedząc, że w zasadzie nie otrzymają takiej liczby głosów, która mogłaby stworzyć warunki konkurowania z tymi znajdującymi się na liście kandydatów. Najlepiej to widać nie przy tylko wyborach prezydenckich, a przy wyborach parlamentarnych. Mieliśmy wybory w 1993 r., gdzie prawie 30 proc. głosów wyborców było straconych przez to, że różne ugrupowania się podzieliły. Jedno z nich utworzyło koalicję Ojczyzna (…), która uzyskała mniej niż 7 proc. i też te głosy wyborców przepadły. To była frustracja głosujących. Mówili: czemu oni się tak podzielili, czemu podzielili nasze głosy? Później nie uczestniczyli w podziale mandatów, ponieważ trzeba było przekroczyć 5 proc. progu wyborczego [8 proc. w przypadku koalicji – red.] – powiedział prof. Janusz Kawecki.

Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zaznaczył, że jeśli wspomniani kandydaci zgodzili by się na rezygnację, świadczyło by to o ich niepartyjnym patrzeniu.

– Jan Olszewski wtedy, kiedy zrezygnował z kandydowania w 2000 r., nie stracił żadnego zaufania wyborców, potem obdarzany był zaufaniem i nadal w pamięci jest wysoko ceniony jako polityk, jako człowiek. Zbigniew Religa, który wycofał się w 2005 r. określając z jakiego powodu i na kogo rekomenduje te głosy, też wyraźnie to określił. Apel jest na miejscu, właściwy, skierowany do konkretnych osób. Dobrze, że wyborcy wiedzą o tym apelu i zobaczą, jaka będzie reakcja kandydujących. Jeśli zrezygnują, wcale nie muszą stracić autorytetu swoich wyborców, tylko określą powód, z którego ta rezygnacja następuje. Podałem przykłady osób, które rezygnując wcale nie utraciły zaufania wyborców, nie utraciły autorytetu, a nawet jeszcze wyżej byli cenieni przez wyborców – podkreślił prof. Janusz Kawecki.

Cała rozmowa z prof. Januszem Kaweckim w „Aktualnościach dnia” dostępna jest [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj