[TYLKO U NAS] Prof. G. Kucharczyk: W historii światowej dyplomacji trudno znaleźć porozumienie między dwoma państwami, które niosłoby ze sobą tak dramatyczne skutki, jak pakt Ribbentrop-Mołotow

Jeżeli wspominamy straszliwe losy naszych przodków, którzy byli wysyłani do nieludzkiej ziemi w bydlęcych wagonach, to trzeba pamiętać, że była to konsekwencja tej upiornej nocy 23 sierpnia 1939 r., kiedy na Kremlu minister spraw zagranicznych Rzeszy Niemieckiej Joachim von Ribbentrop i sowiecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow w towarzystwie uśmiechniętego Stalina podpisywali pakt – i tu uwaga – „o nieagresji” – akcentował prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii PAN w Poznaniu podczas „Rozmów niedokończonych w TV Trwam.

Prof. Grzegorz Kucharczyk zaznaczył, że w historii światowej dyplomacji trudno znaleźć porozumienie między dwoma państwami, które by niosło ze sobą tak dramatyczne skutki, jak pakt Ribbentrop-Mołotow. Ów pakt był wypowiedzeniem wojny całemu światu: Hitlerowi otwierał drogę do konfliktu światowego, a dla szeregu narodów Europy Środkowej i Wschodniej zapowiadał gehennę. Historyk zwrócił uwagę, iż z tego zła w niektórych kwestiach do dziś pada straszliwy cień.

– Jeżeli, zwłaszcza w naszych rodzinnych historiach, wspominamy straszliwe losy naszych przodków, którzy byli wysyłani do nieludzkiej ziemi w bydlęcych wagonach, przeszli piekło Kołymy, Magadanu i wielu innych straszliwych miejsc, to trzeba pamiętać, że była to konsekwencja tej upiornej nocy 23 sierpnia 1939 r., kiedy na Kremlu minister spraw zagranicznych Rzeszy Niemieckiej Joachim von Ribbentrop i sowiecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow w towarzystwie uśmiechniętego Stalina podpisywali pakt – i tu uwaga – „o nieagresji”, chociaż de facto był wypowiedzeniem wojny, czyli agresji wobec kilkudziesięciu milionów ludzi w Europie Środkowej i Wschodniej – akcentował profesor z Instytutu Historii PAN w Poznaniu.

Ekspert podkreślił, że o porozumieniu Berlin-Moskwa mówimy „pakt Ribbentrop-Mołotow”, choć faktycznie powinien nazywać się: pakt Hitler-Stalin.

– Ministrowie spraw zagranicznych, którzy figurują w nazwie paktu byli tylko wykonawcami woli tych dwóch dyktatorów, którzy wychodząc z ideologicznych przesłanek dążyli do podpalenia świata. Hitler chciał zbudować w Europie Środkowej, a zwłaszcza Wschodniej, nowe niemieckie imperium Lebensraum, czyli przestrzeń życiową dla Niemców czystą rasowo. Stalin zawsze dążył – podobnie jak wcześniej Lenin – do wszechświatowej rewolucji komunistycznej. Jeden i drugi ideologiczny cel oznaczał w pierwszej kolejności, jak mówili politycy w Republice Weimarskiej: wykończenie Polski – wskazał gość TV Trwam.

Historyk tłumaczył, że nie było to nagłe porozumienie między Moskwą a Berlinem – rozmowy trwały od dawna, a przyspieszyły dopiero na przełomie marca i kwietnia 1939 roku.

– Od 1918 r. mamy do czynienia z całą serią porozumień niemiecko-sowieckich, niemiecko-bolszewickich, których celem jest: po pierwsze, wywrócenie ładu pokojowego, a po drugie zniszczenie Polski jako największej przeszkody, która była identyfikowana przez wrogów niepodległości Polski z traktatem wersalskim. Proszę przypomnieć sobie słynne słowa sowieckiego ministra Wiaczesława Mołotowa z października 1939 r – a więc już po rozbiorze Polski – kiedy powiedział: „Wreszcie skończył się żywot tego pokracznego bękarta traktatu wersalskiego”. Mówił o Polsce. Parę dni wcześniej w Berlinie w Reichstagu kanclerz Rzeszy Niemieckiej Adolf Hitler mówił: „Wreszcie skończyło się istnienie państwa, które nie miało prawa istnieć”, mówiąc o Polsce – podkreślił.

Prof. Grzegorz Kucharczyk akcentował, że z pewnością to, iż władze Rzeczypospolitej nie zapoznały się z zawartością tzw. tajnego protokołu dołączonego do paktu o nieagresji – było największą porażką naszego wywiadu.

– Następnego dnia po podpisaniu paktu wywiad amerykański znał zawartość tajnego protokołu, ponieważ mieli swojego kreta w delegacji niemieckiej. Amerykanie poinformowali o zawartości tego tajnego protokołu Brytyjczyków i Francuzów. Ci milczeli, jak grób w tej sprawie wobec swoich polskich sojuszników, których w tym samym czasie mamili gwarancjami i namawiali do przepuszczania armii sowieckiej przez polskie terytorium do rzekomej walki z Niemcami. Mamy do czynienia z brudną grą wobec tych informacji, ale z pewnością to, że polski wywiad ich nie przekazał było jego największą porażką (…). Świadomość elit, że jesteśmy między dwoma wrogami była żywa, natomiast ten konkretny zapis tajnego protokołu o tzw. rozgraniczeniu stref wpływu w Europie Środkowej był nam nieznany i nie został nam także przekazany przez naszych sojuszników zachodnich – przypomniał historyk.

RIRM

drukuj