fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] M. Miśko: W Danii wszystkie zwierzęta zostały uśmiercone z powodu rzekomego występowania u norek amerykańskich mutacji koronawirusa. Po uboju okazało się, że decyzje były nielegalne

W Danii wszystkie zwierzęta zostały uśmiercone z powodu rzekomego występowania u norek amerykańskich jakiejś mutacji koronawirusa SARS-CoV-2. Po uboju okazało się, że decyzje były nielegalne. W związku z tym każdy sąd duński przyzna rację duńskim hodowcom, którzy chcą teraz od państwa duńskiego uzyskać odszkodowanie w wysokości 10 mld złotych, czyli to jest prawie 20 mln koron duńskich. Te pieniądze z pewnością dostaną i o tyle zubożeje budżet państwa duńskiego w związku ze złymi i fatalnymi decyzjami, które były nielegalne. Później w pośpiechu uchwalano prawo, żeby to zamazać i został odwołany minister rolnictwa w Danii – mówił redaktor Marek Miśko, członek fundacji Polska Ziemia, w programie „Wieś to też Polska” na antenie TV Trwam.

W Danii wybito setki tysięcy norek z obawy przed rozpowszechnianiem przez nie koronawirusa. Po czasie okazało się, że norki nie są jednak nosicielami wirusa. Premier Danii, przepraszając hodowców, popłakała się przed kamerami. Jednak to, co wydarzyło się w Danii, a czego nie pokazały media, „to jeden wielki dramat” – ocenił Marek Miśko.

Gość TV Trwam zwrócił uwagę, że kilkanaście milionów zwierząt musiało zostać zabitych, a później być zakopanych na terenach wojskowych Danii.

– Zwierzęta zostały zakopane zbyt płytko i gazy, które pośmiertnie wydobywają się w każdej żywej istocie, tak nabrzmiewały, że zwierzęta zaczęły wychodzić z ziemi w wyniku zachodzącej reakcji chemicznej. Tego media nie pokażą, ale jest to katastrofa biologiczna, która nastąpiła i Duńczycy nie zdali sobie z tego sprawy. Patrząc na obrazki, z wizerunkiem płaczącej premier wielkiego kraju, zastanawiam się, jak bardzo upadła europejska klasa polityczna. A wywodzimy się wszyscy ze starożytnego Rzymu, jesteśmy cywilizacją łacińską. Nie wyobrażam sobie, że polityk prowadzący tak potężne państwo ma do zaoferowania ludziom płacz. Nie interesują nas łzy polityków, tylko ich skuteczne działania. Kiedy widzę płaczącą panią premier Danii, to ogarnia mnie wielki żal i smutek. To jest pokazanie, w którym kierunku idzie europejskie myślenie i cała kasta polityczna. Jest to miałkość i mizerność, bo nie wiem, jak to inaczej określić – powiedział Marek Miśko.

Członek fundacji Polska Ziemia podkreślił, że decyzja duńskiego rządu zapadła wbrew obowiązującemu prawu w Danii.

– Wszystkie zwierzęta zostały uśmiercone z powodu rzekomego występowania u norek amerykańskich jakiejś mutacji koronawirusa SARS-CoV-2. Po uboju okazało się, że decyzje były nielegalne. W związku z tym każdy sąd duński przyzna rację duńskim hodowcom, którzy chcą teraz od państwa duńskiego uzyskać odszkodowanie w wysokości 10 mld złotych, czyli to jest prawie 20 mln koron duńskich. Te pieniądze z pewnością dostaną i o tyle zubożeje budżet państwa duńskiego w związku ze złymi i fatalnymi decyzjami, które były nielegalne. Później w pośpiechu uchwalano prawo, żeby to zamazać i został odwołany minister rolnictwa w Danii. (…) Do polityków dochodzą pewni ludzie, niektórzy są lobbystami, a niektórzy nie są i namawiają ich, żeby dokonywali pewnych decyzji. W Danii mieliśmy taki przykład. Mam nadzieję, że w Polsce do tego nigdy nie dojdzie i będziemy mądrzy przed szkodą, a nie po szkodzie – zauważył dyrektor generalny Związku Polski Przemysł Futrzarski.  

Gość programu „Wieś to też Polska” zaznaczył, że trudno mówić o uboju zwierząt futerkowych w Danii, była to po prostu eksterminacja.

– Miliony zwierząt na spychaczach wrzucanych do kontenerów, to jest eksterminacja zwierząt. Okazało się, że wirus, który miał mutować w sposób znaczący u norek amerykańskich, sam został zmutowany przez organizmy tych zwierząt. Późniejsze badania amerykańskie pokazały, że nie tylko norki, ale też fretki, koty i psy mogą mutować tego wirusa – wskazał Marek Miśko.

Mamy możliwość, by w Polsce powstała giełda aukcyjna powiązana z branżą futerkową.

– Najważniejsze jest to, że do Polski, w zbudowanym specjalnie systemie aukcyjnym (cała infrastruktura, budynki, możliwość przechowywania, chłodnie, które już w Polsce posiadamy, w których możemy gromadzić surowiec) zostaje przyniesiony do Polski kapitał. Wyobraźmy sobie sytuację, że mija czas pandemii (jest np. maj) i do Polski przyjeżdżają kontrahenci, inwestorzy z całego świata, czyli najczęściej z: Turcji, Chin, Kanady, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, wszystkich państw, gdzie kupują. Odbywa się system aukcyjny, który w przypadku Kopenhagi występował 5 razy do roku, czyli 5 razy do roku były sprzedawane skóry zwierząt futerkowych. I mogłoby to się dziać w Polsce – stwierdził członek fundacji Polska Ziemia.       

radiomaryja.pl

drukuj