fot. TV Trwam News

[TYLKO U NAS] Z. Hałat: Nawet szkoła podstawowa uczy dzieci, iż przechorowanie daje odporność, a ten kanon nauki jest obecnie łamany przez stwierdzenie, że to nie przechorowanie, ale szczepienie daje odporność

Nie wnikając w wątpliwości wirusologiczne co do SARS-CoV-2, trzeba powiedzieć, że każdy wirus modyfikuje się nieustannie w kierunku mniejszej zjadliwości. Nawet gdyby uznać, że wariant Delta jest bardziej zaraźliwy, to jego zjadliwość jest mniejsza z racji leżącej u podstaw naukowej biologii, która jest uznana w medycynie jako kanon i wykładana studentom. Poza tym nawet szkoła podstawowa uczy dzieci, iż przechorowanie daje odporność, a ten kanon nauki jest obecnie łamany przez stwierdzenie, że to nie przechorowanie, ale szczepienie daje odporność. To kompletny absurd. Dodatkowo mamy sytuację, w której przyjęcie preparatu powoduje produkcję białka kolca w nieznanych ilościach i nie wiadomo jak długo. Wiadomo za to, że to chorobotwórcze białko osadza się m. in. w gonadach, więc uszkadza płodność i zagraża prokreacji oraz przyszłym pokoleniom – mówił Zbigniew Hałat, specjalista epidemiolog, w rozmowie z redakcją portalową Radia Maryja.

Polski rząd rozważa wprowadzenie obowiązkowych szczepień przeciwko COVID-19 w służbie zdrowia. Pomysł skomentował  Zbigniew Hałat.

– Wprowadzenie obowiązkowych szczepień przeciwko COVID-19 wpłynie jedynie na stosunek ludzi przymuszanych do poddania się wstrzyknięciu preparatu o bardzo wysokim ryzyku zgonu i przewlekłej choroby nagle ujawniającej się. Na ten temat powstała już bardzo obszerna literatura medyczna, która nie pozwala ze spokojem przejść do tzw. powikłań poszczepiennych dotyczących osób w każdym wieku, które nieraz kończą się zgonem o częstości nieprzewidzianej wcześniej w żadnych kampaniach szczepionkowych – wskazał epidemiolog.

Jeżeli w standardowych pracach nad jakimikolwiek lekami ujawnione zostały zgony wynikające z zastosowania preparatów, wstrzymywano nad nimi pracę. W przypadku „szczepionek” przeciwko COVID-19 tak się nie stało, a ludzi nadal zmusza się do przyjęcia zastrzyków.

– Jeżeli wcześniej ujawnione było na poziomie od kilku do kilkudziesięciu zgonów, to wstrzymywano wszelkie działania tego rodzaju. W tym przypadku – posługując się perswazją przyjazną sprzedawcom „szczepionek” – dokonano wyeliminowania leków do wczesnej terapii, które pozwoliłyby leczyć ludzi we wczesnych etapie zakażenia, a tym samym stworzono konstrukt handlowy zmuszający rządy, które są pod presją twórców nowego ładu ekonomicznego i światowego. Nie ma tutaj żadnych cech medycyny, tylko są cechy handlu oraz polityki – podkreślił rozmówca portalu Radia Maryja.

Kolejnym problemem jest niezgłaszanie NOP-ów przez lekarzy.

– Gdybyśmy mieli w kraju egzekwowane prawo i sprawiedliwość, to egzekwowano by zgłaszanie odczynów poszczepiennych zgodnie z przepisami opartymi o ustawę o chorobach zakaźnych i zakażeniach – w przepisie wykonawczym dotyczącym zgłaszania odczynów poszczepiennych. Ten problem jest do dzisiaj nierozwiązany. Ludzie giną, doznają przewlekłych nieprzewidzianych wcześniej powikłań, a ta informacja nie wchodzi do statystyk państwowych, więc ludzie potencjalnie szczepieni nie są na czas ostrzeżeni przed tym, co im grozi. Ukrywanie tego faktu jest zbrodnicze (…). Polska ma 47 razy mniej zgłoszeń do systemu europejskiego niż Holandia. To świadczy o tym, że lekarze którzy są odpowiedzialni za zgłaszanie, tego nie robią, a ich pacjenci umierają po podaniu zabójczych preparatów o czym nikt nie wie, więc kolejnym kandydatom do wyszczepiania nie zapala się czerwone światło. Ukrywanie prawdy jest zbrodnicze pod każdym względem – mówił lekarz.

– Państwo nie wymaga od lekarzy zgłaszania, nie sprawdza tego, a wręcz pojawia się enuncjacja w mediach, że zrezygnuje z sankcjonowania za zgłaszanie. Jeżeli chcemy to przełożyć na praktykę, należałoby wskazać, że lekarz, który zgłosił NOP, jest przesłuchiwany przez Sanepid, a jego decyzja o zgłoszeniu jest podważana. Człowiek, który nagle zostaje przepytany w arogancki i przytłaczający sposób przez instytucje państwowe, zaczyna obawiać się zgłoszeń. Jeśli minister ma nie sankcjonować zgłaszania NOPów, to oznacza to tyle, że wcześniej to sankcjonował. Generalnie rzecz biorąc, szczepionka ani nie jest skuteczna, ani nie zapobiega przed ciężkim stanem, ale powoduje nowe fale zakażeń, co jest udowodnione w bardzo wielu krajach, bo to osoby zaszczepione sieją zakażenia. Sens medyczny, epidemiologiczny szczepień jest żaden, sens moralny i prawny jest naganny oraz wymaga dochodzenia prokuratorskiego, a sens etyczny jest zawarty w Kodeksie norymberskim, w którym zakazano eksperymentów na ludziach, a podawanie tych preparatów – co wynika z dokumentów rejestracyjnych – jest eksperymentem. W moim przekonaniu ofiary nieludzkiej akcji brutalnego przymuszania do „szczepień” mają swojego świętego patrona, którym jest Maksymilian Maria Kolbe – dodał.

Rządy wielu krajów – w tym Polski – uznały, że wczesne leczenie COVID-19 hamujące postęp choroby będzie nieskuteczne. Skupiono się tylko na procesie masowego wyszczepiania całych społeczeństw, co nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Przeciwni takiemu podejściu byli lekarze specjaliści.

– Przykładem jest włoski iPiemont, w którym lekarze podali ministra zdrowia do sądu za wytyczne postępowania, by pacjenta trzymać na lekach przeciwbólowych, a dopiero jak mu się pogorszy, zabrać go do szpitala. Lekarze wygrali tę sprawę i mogą pacjentów badać w domu, zlecać wszelkie wymagane badania dodatkowe oraz zacząć leczyć. Wtedy chodziło o hydroksychlorochinę, która od samego początku była uznawana za skuteczny lek. Potem doszły amantadyna i iwermektyna. Są kraje, w których leczenie nimi jest dopuszczone, a leki rozdawane są za darmo. Przykładem takiego kraju są Indie, w którym w momencie wycofania się z tego sposobu, nagle pojawiła się fala nowych zakażeń, która w czasie zbiegła się z procesem szczepień. Mamy więc dowody epidemiologiczne nie tylko na nieskuteczność, ale także na szkodliwość szczepień – powiedział Zbigniew Hałat.

Długie przetrzymywanie pacjenta chorego na COVID-19 w domu może doprowadzić do powstania stanu o cechach traumy, a uszkodzenie śródbłonka naczyń ma coraz większe znaczenie w interpretacji objawów, których etiologią jest białko kolca.

– Mamy bardzo liczne opracowania patologów, którzy dostrzegają, że syndrom urazu może się pojawić w wyniku zaniedbania wczesnego leczenia. Wszystkie założenia diagnostyczno-terapeutyczne z zeszłego roku wzięły w łeb i okazało się, że służyły zapewnieniu miliardowych zysków koncernom produkującym preparaty. Państwa zostały uwikłane w umowy, z których wynika, iż nie można zrezygnować z zakupu i trzeba płacić niezależnie od tego, ile preparatów się zużyje. Widać, jak ten gorący kartofel jest przerzucany z rąk do rąk przez kraje świata, które w postaci tzw. daru serca dają szczepionki krajom rozwijającym się, w których ludzie nie chcą ryzykować. To powoduje, iż np. w krajach afrykańskich zginęli prezydenci, którzy opierali się wyszczepianiu ich ludności, a więc byli na tyle odważni, żeby nie pozwolić narazić swojego narodu na zastrzyk śmierci. W tym momencie stali się przeszkodami, które usunięto – zaakcentował lekarz epidemiolog.

Nasz rozmówca zauważył, że sytuacja wokół SARS-CoV-2 jest światowym fenomenem.

– Na czubku tego wszystkiego niestety coraz mocniej świeci gwiazda ludobójstwa. To jest kanon myślenia o tym całym kryzysie, który zaczął się w Davos. Wskazano tam na cel, jakim jest podanie zastrzyku możliwie największej liczbie osób – podkreślił specjalista.

Z dużą falą nowych zakażeń zmaga się Izrael, który zasłynął z rekordowo szybkiej akcji wyszczepiania swojej populacji. Tymczasem kraje takie jak Szwecja czy poszczególne stany w USA jak Teksas, które z tego zrezygnowały, cieszą się lepszym ogólnym stanem epidemiologicznym.

– Szwecja od początku szła innym torem i ma bardzo nikły odsetek ludzi, którzy są zakwalifikowani jako zakażeni lub zmarli z powodu COVID-19. Trzeba powiedzieć, że nawet CDC [amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention) wycofuje się z opinii, iż test PCR jest diagnostyczny. W tym momencie wywraca się ten cały pałac zbudowany na ruchomym piasku. Od zeszłego roku nieustannie głosiłem, że lepiej jest wziąć monetę i sprawdzić czy wypadnie orzeł, czy reszka niż badać tym kompletnie bezwartościowym testem – mówił Zbigniew Hałat.

– Nawet WHO mówiła wcześniej, że muszą wystąpić objawy chorobowe, które będą warunkiem do zastosowania testu PCR, a nasi rządzący czytają w dokumentach tylko to, co im pasuje. Przypuszczam, iż koncerny czytają za nich te dokumenty i wskazują, że wprawdzie WHO napisała o konieczności wystąpienia objawów, ale oni nie będą tego traktować poważnie, bo negatywnie wpłynie to na kampanię wyszczepiania. Kiedy porównamy poszczególne kraje w czasie, to ewidentnie zauważymy, że po fali wyszczepiania przychodzi fala zakażeń. Słychać coraz częstsze głosy specjalistów, że zaszczepieni roznoszą zakażenie – oznajmił.

Oficjele światowi straszą dzisiaj społeczność międzynarodową wariantem Delta SARS-CoV-2.

– Nie wnikając w wątpliwości wirusologiczne co do SARS-CoV-2, trzeba powiedzieć, że każdy wirus modyfikuje się nieustannie w kierunku mniejszej zjadliwości. Nawet gdyby uznać, że wariant Delta jest bardziej zaraźliwy, to jego zjadliwość jest mniejsza z racji leżącej u podstaw naukowej biologii, która jest uznana w medycynie jako kanon i wykładana studentom. Poza tym nawet szkoła podstawowa uczy dzieci, iż przechorowanie daje odporność, a ten kanon nauki jest obecnie łamany przez stwierdzenie, że to nie przechorowanie, ale szczepienie daje odporność. To kompletny absurd. Dodatkowo mamy sytuację, w której przyjęcie preparatu powoduje produkcję białka kolca w nieznanych ilościach i nie wiadomo jak długo. Wiadomo za to, że to chorobotwórcze białko osadza się m. in. w gonadach, więc uszkadza płodność i zagraża prokreacji oraz przyszłym pokoleniom. – powiedział epidemiolog.

Rząd przyjął projekt dot. odszkodowań za poważne powikłania po szczepieniu.

– Pomysł przyjęcia tej ustawy powstał dopiero wtedy, kiedy pierwszym ludziom podano zastrzyk preparatu. Przychodząc do punktu szczepień na wezwanie celebrytów, polityków nie myśli się o tym, co będzie, jeśli ja w tej rosyjskiej ruletce trafię na kulę w magazynku. Kształt projektu jest nieustannie wałkowany, ale wiadomo, że najpoważniejsze powikłanie, jakim jest zgon, ma nie wchodzić w kompensację. Skoro tak, to cała reszta jest małowartościowa – podsumował Zbigniew Hałat.

 

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj