[TYLKO U NAS] Dr M. Paluch: SB musiała zniszczyć Żołnierzy Wyklętych, żeby bezwzględnie podporządkować kraj swojej władzy

Wprowadzano często oddziały prowokacyjne, pozoracyjne. Często na konto Żołnierzy Wyklętych prowadzone były różnego rodzaju operacje likwidacyjne, co pokazuje film „Wyklęty”, który warto obejrzeć, bo tak Służba Bezpieczeństwa w wyniku prowokacji chciała ich zniszczyć. Ona musiała zniszczyć Żołnierzy Wyklętych, żeby bezwzględnie podporządkować kraj swojej władzy. Do 1948 roku prowadziła dość silną walkę. Różnymi metodami niszczyła konspirację, a potem postanowiła zająć się kolejnym bardzo ważnym obszarem dla Polski – Kościołem katolickim – mówił dr Marcin Paluch, historyk z Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie, w sobotnim programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.  

Walczyli z komunistami o wolną Polskę. Przez lata zesłani na zapomnienie. Teraz powracają jako niezłomni bohaterowie. 1 marca będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. [czytaj więcej]

Gość TV Trwam wskazał, że Żołnierze Wyklęci, to cała grupa konspiracji niepodległościowej.

– Po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny polskie już od stycznia 1944 roku (od rozpoczęcia akcji „Burza”), kiedy polskie wojsko, polska konspiracja wojska podziemnego, głównie żołnierze Armii Karkowej, ale również żołnierze narodowych sił zbrojnych, batalionów chłopskich starali się wyzwolić kraj spod okupacji niemieckiej, spotkali się z oporem albo ze zwalczaniem ze strony komunistów. Polskich komunistów Armii Czerwonej, jak i struktur NKWD oraz SMIERSZ. Dla Związku Sowieckiego całość naszego państwa podziemnego była wroga. Staraliśmy się wyzwolić nasz kraj. Chcieliśmy wspólnie z Armią Czerwoną, która szła na Berlin, wyzwolić nasz kraj, ale dla Stalina żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego podlegający w różnym stopniu rządowi londyńskiemu, byli wrogami – przypomniał dr Marcin Paluch.

 

Historyk z Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie zwrócił uwagę, że Żołnierze Wyklęci byli pozostawieni sami sobie.

– Nie było pomocy ze strony Aliantów, Amerykanów czy Brytyjczyków. Była duża grupa żołnierzy, oficerów, którzy starali się uzyskać w Polsce normalność nie sowieckość, nie komunizm – wskazał gość programu „Polski punkt widzenia”.

Dr Marcin Paluch podkreślił, że Żołnierze Niezłomni walczyli o wolną Polskę w walce zbrojnej.

– Całość zgrupowań była dość dobrze uzbrojona, oczywiście zgodnie z zasadami walki nieregularnej. Mieliśmy partyzantów, którzy bardzo często byli objuczeni bronią, bo nie jeden z nich miał pistolet maszynowy. Czasami w całym oddziale, który był nieliczny, co drugi miał ręczny karabin maszynowy różnej produkcji od niemieckich MG po rosyjskie. To była walka partyzancka. Walka na krótki dystans, ale z dużą siłą ognia broni maszynowej. Dlatego walki, starcia partyzanckie, starcia uderzenia były wymierzone raczej w tym kierunku. Nie było moździerzy, broni przeciwpancernej. W bardzo małym stopniu była artyleria i czołgi, ale było to po drugiej stronie, żeby zwalczyć naszą partyzantkę – zauważył historyk.

Gość TV Trwam przybliżył działalność oddziałów partyzanckich i nawiązał do pomocy żołnierzom przez ludność cywilną.

– Działalność oddziałów partyzanckich najczęściej polega na działalności ruchomej. To walka manewrowa. Żołnierze nie mogą być w jednym miejscu, bo niestety mogą być dość szybko namierzeni albo przez całą sieć agentury, albo przez rozpoznanie lądowe i powietrzne. Cały czas oddziały się przemieszczają, bo taka jest istota walki partyzanckiej. Oczywiście to jest wielkie wyzwanie dla danego żołnierza. Przemieszczanie się w okresie wiosenno-letnim jest o wiele łatwiejsze, ale walka jest również w okresie zimowy. Bardzo ważna jest kwestia tzw. meliniarzy oraz całej sieci wsparcia dla danych żołnierzy. (…) Bez wsparcia ludności cywilnej partyzantka nie utrzyma się na danym terenie. Z jednej strony ludność cywilna im pomagała, ale z drugiej strony partyzanci chronili ich przed bandytyzmem, czy przed terrorem komunistycznym. Bandytyzm po wojnie był bardzo duży – zaznaczył dr Marcin Paluch.       

Bywało, że podszywano się pod konkretnych Żołnierzy Niezłomnych i wtedy prawda ulegała przekształcaniu i wręcz obrażano oraz nieprawdziwie osądzano Żołnierzy Niezłomnych.

– W 1947 roku nastąpiła amnestia. [więcej]  Prawie 77 tys. żołnierzy wyszło z lasu i starało się ujawnić. Żołnierze ujawniali się, przedstawiali swoją działalność konspiracyjną. Ostatni Mohikanie, ostatni Żołnierze Wyklęci to ok. 2 tysięcy. Stawiam, że były to bardzo małe grupy i często było tak, żeby ich jeszcze bardziej zniszczyć, jeszcze bardziej poniżyć wobec ludności cywilnej, aby ludność cywilna przestała im pomagać. Wprowadzano często oddziały prowokacyjne, pozoracyjne. Często na konto Żołnierzy Wyklętych prowadzone były różnego rodzaju operacje likwidacyjne, co pokazuje film „Wyklęty”, który warto obejrzeć, bo tak Służba Bezpieczeństwa w wyniku prowokacji chciała ich zniszczyć. Ona musiała zniszczyć Żołnierzy Wyklętych, żeby bezwzględnie podporządkować kraj swojej władzy. Do 1948 roku prowadziła dość silną walkę. Różnymi metodami niszczyła tę konspirację, a potem postanowiła zająć się kolejnym bardzo ważnym obszarem dla Polski – Kościołem katolickim – podsumował dr Marcin Paluch.           

radiomaryja.pl

drukuj