fot. twitter.com/terytorialsi

[TYLKO U NAS] Dr hab. A. Zapałowski o zarzutach dot. sprawności karabinku Grot: To nie jest zła broń, ale po prostu trzeba te elementy, które są w niej wadliwe, ulepszać

Nie mamy tutaj to czynienia z aferą, tylko mamy do czynienia z pewnymi usterkami broni, którą trzeba poprawić tak, żeby żołnierz miał broń zdatną do użycia. (…) Tę broń trzeba doskonalić, to nie jest zła broń, ale po prostu trzeba te elementy, które są w niej wadliwe, ulepszać – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja Andrzej Zapałowski, doktor habilitowany nauk o bezpieczeństwie, historyk.

Portal Onet opublikował artykuł, w którym wskazano na usterki MSBS Grot, używanego przez Polskie Siły Zbrojne. We wspomnianym artykule wskazano min., że „polski karabinek Grot rdzewieje, przegrzewa się, zapiaszczony zacina się, kolba pęka przy uderzeniu, niektóre usterki uniemożliwiają strzelanie”. Wymieniono łącznie 22 wady tej broni.

Do zarzutów stawianych w publikacji Onetu odniósł się jego producent – Fabryka Broni „Łucznik” z Radomia, który twierdzi, że „publikacja jest nierzetelna i wprowadza w błąd opinię publiczną”. Oświadczenie w podobnym tonie wystosował również rzecznik prasowy dowództwa WOT, płk. Marek Pietrzak.

Dr hab. Andrzej Zapałowski podkreślił, że z informacji, jakie posiada od samych żołnierzy WOT, wynika, że jedynym kłopotem związanym z używaniem karabinków Grot jest zacinanie się ich przy styczności z piaskiem.

– Nie słyszałem o tym, żeby kolby czy jakieś inne elementy pękały. W ogóle nie słyszałem o takich przypadkach. Druga rzecz: zdarzało się, że niektóre elementy zamka wypadają. To były incydentalne przypadki. Jeżeli chodzi o przegrzewanie lufy, także o tym nie słyszałem, tylko trzeba pamiętać, że karabinek GROT nie jest przeznaczony do ciągłego ognia w wymiarze kilkuset sztuk amunicji naraz. Od tego jest ręczny karabin maszynowy. Jedyny zarzut, jaki potwierdzam – wielokrotnie słyszałem, że bardzo szybko ta broń wskutek używania na placu taktycznym – jeżeli ta broń ma styczność z piaskiem – bardzo często się zacina. To jest tak naprawdę jedyny element, o którym wielokrotnie żołnierze mnie informowali – akcentował rozmówca Radia Maryja.

Sam artykuł Onetu miał stanowić element sensacji, który nie powinien mieć miejsca – ocenił historyk.

– Nie mamy tutaj to czynienia z aferą, tylko mamy do czynienia z pewnymi usterkami broni, którą trzeba poprawić tak, żeby żołnierz miał broń zdatną do użycia. Jeżeli generalnie chodzi o badania – ja nie podważam, że takowe były, tylko twierdzę, że w trakcie używania przez żołnierzy zdarzają się bardzo często zacięcia, jeśli był kontakt (broni-red.) z ziemią, z piaskiem. Tę broń trzeba doskonalić, to nie jest zła broń, ale po prostu trzeba te elementy, które są w niej wadliwe, ulepszać – zaznaczył.

Można mieć pretensje do wojska o inną rzecz, która uwidoczniła się przy okazji problemu sprawności karabinków Grot. Mowa o ukrywaniu przez dowództwo zgłaszanych przez żołnierzy nieprawidłowości w zakresie wad sprzętu. To problem, który w polskiej armii występuje od wielu lat – zwrócił uwagę doktor habilitowany nauk o bezpieczeństwie.

– Jeżeli są jakieś nieprawidłowości, proszę nie meldować, po prostu zmiatamy sprawę pod dywan, to jest problem dowództwa, a nie nasz. Nie chodzi tu tylko o karabinki, ale cały sprzęt. Trzeba absolutnie zmienić mentalność – jeżeli żołnierz zwraca się do przełożonego i mówi, że ma takie i takie problemy nie tylko z karabinkami, ale i z innym sprzętem, to nie wolno tego zamiatać pod dywan, tylko to powinno być to natychmiast przekazywane i meldowane. Armia polska musi mieć sprawny i dobry sprzęt. Musi też mieć polskie karabinki – to nie ulega wątpliwości. Nie ma co dyskutować o tym, czy będziemy zastępować polską broń bronią kupowaną z zewnątrz, tylko trzeba doprowadzić do stanu, żeby ta broń była jak najbardziej użyteczna dla żołnierza, zwłaszcza w sytuacji kryzysowej – wskazał dr hab. Andrzej Zapałowski.

Odpowiedzialność za dostarczenia wojsku wadliwej broni leży po stronie tego, kto ją przyjmował, a więc po stronie dowództwa OT – powiedział rozmówca Radia Maryja.

– To dowództwo Obrony Terytorialnej powinno się wytłumaczyć z tego, w jaki sposób były prowadzone testy dopuszczające tę broń, że w tej chwili mamy do czynienia z sytuacją, którą zgłaszają żołnierze. Oczywiście są dwa wyjścia: albo nierzetelnie przeprowadzono testy i badania, albo w toku produkcji po prostu obniżono jakość produkowanej broni – podsumował historyk.

radiomaryja.pl

drukuj