fot. PAP/Jacek Turczyk

[TYLKO U NAS] Dr hab. A. Zapałowski o porównywaniu AK i UPA przez szefa ukraińskiego IPN: Armia Krajowa była częścią Wojska Polskiego. Nacjonaliści ukraińscy byli współodpowiedzialni razem z Niemcami za wymordowanie ponad 200 tysięcy Żydów

Armia Krajowa była częścią Wojska Polskiego. AK była uznana za część Sił Zbrojnych RP nawet przez Niemców, gdyż po Powstaniu Warszawskim żołnierzy AK skierowano do obozów jenieckich. Należy przypomnieć sobie dane, które mówią o tym, że w 1942 roku – po wejściu Niemców na te tereny – nacjonaliści ukraińscy, wśród których wielu służyło w niemieckiej policji, byli współodpowiedzialni razem z Niemcami za wymordowanie ponad 200 tysięcy Żydów, głównie na Wołyniu i wschodnich częściach RP – powiedział dr hab. Andrzej Zapałowski, historyk, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

„Do Rzeczy” przeprowadziło rozmowę z Antonem Drobowyczem, szefem ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, [czytaj więcej]. Ukraiński historyk próbował zrównać zbrodnie UPA z działaniami Armii Krajowej oraz wyraził wątpliwości, czy Warszawa jest gotowa na konstruktywny dialog historyczny. Do słów obecnego szefa UIPN odniósł się dr hab. Andrzej Zapałowski, historyk.

Anton Drobowycz zakwestionował podawaną ilość ofiar Rzezi Wołyńskiej, mówiąc, że to „liczba ustalona przez polityków”.

– Sam Wołyń jest określany na około 60 tysięcy ofiar. To są liczby, które były szacowane i potwierdzone. Przeszło 30 tysięcy ofiar jest znanych z imienia i nazwiska. Wiele osób nie zostało zidentyfikowanych, dlatego że to był czas wojny, a ludność przemieszczała się. Pani Ewa Siemaszko oraz inni historycy bardzo skrupulatnie liczyli liczbę ofiar, więc te 60 tysięcy nie podlega żadnej dyskusji. Łącznie szacuje się, że było około 130 tysięcy ofiar. Oczywiście mowa jest tylko o obywatelach Polski, którzy byli polskiej narodowości, bo nie mówimy tutaj o Ukraińcach, których liczba była szacowana – przez prof. Poliszczuka – na około 60 tysięcy – wskazał nasz rozmówca.

Szef UIPN pozwolił sobie na porównanie Armii Krajowej do UPA, wskazując, że „były to formacje podziemia niepodległościowego, które dopuszczały się zbrodni na cywilach”.

– Armia Krajowa była częścią Wojska Polskiego. AK była uznana za część Sił Zbrojnych RP nawet przez Niemców, gdyż po Powstaniu Warszawskim żołnierzy AK skierowano do obozów jenieckich. Należy przypomnieć sobie dane, które mówią o tym, że w 1942 roku – po wejściu Niemców na te tereny – nacjonaliści ukraińscy, wśród których wielu służyło w niemieckiej policji, byli współodpowiedzialni razem z Niemcami za wymordowanie ponad 200 tysięcy Żydów, głównie na Wołyniu i wschodnich częściach RP – powiedział historyk.

– Rok później zaczęto masowe mordy na tych terenach na Polakach, Ormianach, Czechach itd. Polskie odwety miały miejsce dopiero po kilku miesiącach, a były one kierowane na wioski, których ludność bardzo mocno uczestniczyła w działaniach ludobójczych. Odwet był odwetem ostrzegającym, że jeżeli to się będzie powtarzać, będą stosowane takie same metody. Jeżeli ktoś śmie przyrównywać zaplanowaną rzeź ludności cywilnej i punktowe odwety na wioski, które brały udział w działaniach ludobójczych, to jest to zakłamywanie i fałszowanie historii. Jak można do Armii Krajowej przyrównywać organizację, która miała w swoich podstawach i celach mordowanie ludności cywilnej? Armia Krajowa miała za zadanie walkę z każdym okupantem i podmiotem, który próbował zanegować władze Rzeczypospolitej nad terenami wchodzącymi w skład II RP. To nie jest kwestia, którą można zrównywać, bo jeżeli ktoś próbuje to porównywać na kilku płaszczyznach, to jest manipulantem, który nie zna historii. To niegodne osoby, która nazywa się historykiem – dodał.

Jako „usprawiedliwienie” dla działań UPA szef ukraińskiego IPN przywołał wydarzenia z Pawłokomy.

– Pawłokoma była wioską, która w okresie międzywojennym słynęła z antypolskiego nacjonalizmu. W czasie II wojny światowej nacjonaliści wskazywali ludność polską, którą następnie Niemcy eksterminowali i wywozili. To była jedna z głównych baz ukraińskiego nacjonalizmu na Pogórzu Przemysko-Dynowskim. W czasie II wojny światowej to stamtąd nacjonaliści działający w ramach formacji niemieckiej policji brali udział w eksterminacji ludności żydowskiej oraz polskiej. Przypomnę, że w samej Starej Birczy nacjonaliści ukraińscy wymordowali 800 Żydów w ciągu jednego dnia. W Pawłokomie zostali porwani żołnierze AK. Polacy żądali, aby ich wydano lub wskazano, gdzie znajduje się ich grób. Na to się nie zgodzono i zapadła decyzja o akcji odwetowej, która polegała na okrążeniu Pawłokomy. Oddziały samoobrony oraz poakowskie – to był marzec 1945 roku, a więc już po rozwiązaniu AK – weszły do wioski i przesłuchały ludność. Mężczyzn, którzy znajdowali się w polskich spisach, a więc byli nacjonalistami, rozstrzeliwano na terenie cmentarza. Wszystkie dane, które posiadamy, mówią, że rozstrzelano około 130 mężczyzn na około 1000 mieszkańców, czyli to nie było tak jak na Wołyniu, że wchodzono do wioski i mordowano każdego, kto się nawinął. Ukraińcy odpowiedzialni za nacjonalizm byli przesłuchiwani i rozstrzeliwani – mówił dr hab. Andrzej Zapałowski.

– Ukraińcy podają, że rozstrzelano około 360 osób. Strona polska od lat domaga się przeprowadzenia tam ekshumacji. Oczywiście nie ma na to zgody. Jestem głęboko przekonany, że wyszłoby, iż w Pawłokomie zginęło około 140 osób. Porównywanie sposobu dokonania akcji odwetowej w Pawłokomie do Wołynia, gdzie wchodzono do wiosek i mordowano wszystkich, którzy się napatoczyli pod rękę, jest bardzo dużym nietaktem. Akcja odwetowa w Pawłokomie była skierowana przeciwko osobom, które były podejrzewane o działalność antypolską – oznajmił historyk.

Anton Drobowycz odniósł się w rozmowie z „Do Rzeczy” do kwestii dialogu na linii Polska-Ukraina. Wskazał, że „ma uzasadnione wątpliwości, czy Warszawa jest gotowa do konstruktywnego dialogu w sferze pamięci historycznej”.

– Strona ukraińska jest stroną, która manipuluje. Wystarczy wrócić 2 dekady do tyłu, kiedy na Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie 27 Dywizja AK i Związek Ukraińców w Polsce zorganizowały kilka spotkań, na których polscy i ukraińscy historycy próbowali ustalić pewne kwestie. Doszło do kilkunastu spotkań, dzięki którym przygotowano dokumenty – bodajże 11-12 tomów – i kiedy doszło do bardzo trudnych tematów, strona ukraińska zerwała rozmowy. Mówienie, że ktoś nie jest do czegoś gotowy, jest gigantycznym nieporozumieniem. To manipulatorstwo. Tak naprawdę Ukraińcy nie chcą rozmawiać, a jedynie mówią o rozmawianiu. Jeśliby badano każdą sytuację, wyszłoby na to, iż OUN i UPA były formacjami zbrodniczymi, ponieważ jej głównym celem była eksterminacja ludności cywilnej – powiedział dr hab. Andrzej Zapałowski.

Kolejną kwestią poruszoną w wywiadzie jest sprawa upamiętnień. Ukraina proponuje opcję „wszystkie za wszystkie”, czyli Polacy będą mogli upamiętnić ofiary ludobójstwa oraz żołnierzy Armii Krajowej, jeśli wyrazimy zgodę na postawienie pomników gloryfikujących ukraińskich zbrodniarzy.

– Członkowie UPA, których Ukraińcy chcą upamiętniać, w latach 1941-1944 byli w większości ukraińskimi policjantami dokonującymi Holokaustu. Pytanie jest takie, jak Rzeczpospolita Polska wyglądałby na arenie międzynarodowej, jeśli zgodziłaby się, żeby budować pomniki nie tylko tym, którzy mordowali polską ludność cywilną, ale dokonywali Holokaustu? Polska polityka historyczna ległaby w gruzach. Wychodzenie z takim pomysłem jest skrajnie bezczelne. To jest tak, jakby Niemcy powiedzieli: „Wszystko za wszystko, budujmy pomniki SS-manom, a my będziemy się godzić np. na pomniki ofiar obozów koncentracyjnych”. To jest absurd. Skala ukraińskiej bezczelności poraża – podsumował dr hab. Andrzej Zapałowski.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj