Szykany za polskość

Z posłem Arturem Górskim (PiS), wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej, rozmawia Maciej Walaszczyk

Urzędnik, Polak, który nie nakazał demontażu polskojęzycznych tablic, musi zapłacić 14 tys. euro kary. Z własnej kieszeni. Taką karę 23 grudnia zasądził wileński sąd. Władze rejonu solecznickiego uważają, że represje wobec Polaków osiągnęły apogeum. Od tej decyzji nie ma już odwołania?

– Decyzja sądu to właśnie wyrok odwołania. Sąd, rozpatrując decyzję sądu niższej instancji, stokrotnie podniósł wysokość kary. Sam premier Litwy złapał się za głowę, gdy dowiedział się o tym wyroku. Ponieważ kara była zasądzana na wniosek urzędnika związanego z poprzednią ekipą, z nieprzychylnymi Polakom konserwatystami, jest powszechne przeświadczenie, że to orzeczenie sądu jest na zamówienie polityczne, ma skłócić Polaków i Litwinów, a w konsekwencji doprowadzić do opuszczenia koalicji rządzącej przez polskich posłów.

Dlaczego Polacy powinni mieć prawo do posługiwania się polskimi nazwami topograficznymi?

– W całej Europie mogą. Takie prawa gwarantuje Konwencja ramowa Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, ale również traktat między Republiką Litewską a Rzeczpospolitą Polską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy. Litwini mieszkający w Polsce mają podwójne nazwy ulic i miejscowości tam, gdzie stanowią zwarte skupiska. Zgodnie z unijnym prawem można używać języka mniejszości, jeśli mniejszość stanowi minimum 20 proc. populacji na zwartym terytorium. Kara dotyczy rejonu solecznickiego, gdzie Polacy stanowią 80 proc. mieszkańców.

Jaki wpływ na tę sytuację mogą mieć polscy przedstawiciele w instytucjach litewskich, AWPL przecież współrządzi Litwą?

– Trwają prace nad ustawą o mniejszościach narodowych, w których uczestniczą polscy posłowie. Problem polega na tym, że są zostawieni sami sobie, nie mają wsparcia ze strony Polski, ze strony polskiego rządu. Polski rząd już dawno powinien domagać się stanowczo od Litwy przyjęcia takiej ustawy. Jej brak powoduje, że sądy i urzędnicy dowolnie interpretują przepisy prawa, ale zawsze niekorzystnie dla Polaków. Poprzedni rząd i Sejm zostawili wiele niekorzystnych dla mniejszości rozwiązań, choćby w oświacie. Polscy przedstawiciele w litewskim Sejmie próbują minimalizować negatywne konsekwencje obowiązującego prawa. Oni po prostu toczą walkę o utrzymanie polskości na Litwie, o swoje prawa jako mniejszości. A rząd w Warszawie, niestety, dość biernie się temu przygląda, bo nie chce psuć relacji polsko-litewskich.

Przedstawiciele AWPL podczas uroczystego posiedzenia Sejmasu poświęconego odzyskaniu niepodległości przez Litwę w trakcie przemówienia Vytautasa Landsbergisa opuścili salę posiedzeń. Jak Pan ocenia takie gesty?

– Musieli zaprotestować, gdyż nie godzą się na nierówne traktowanie jako obywatele państwa litewskiego. Są lojalnymi obywatelami, wspólnie budują Litwę, a są traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Kary finansowe za język polski to wierzchołek góry lodowej. Polacy spotykają się z dyskryminacją i szykanami w wielu obszarach życia. Mówi się rodzicom, że jeśli ich dzieci skończą polskie szkoły, to znajdą gorszą pracę albo wcale. Warunkiem zatrudnienia Polaka w litewskiej szkole jest posłanie tam dziecka na naukę, a nie ma w tych szkołach języka polskiego. To jest świadoma polityka lituanizacji polskiej mniejszości, na co Polacy się nie godzą i przeciwko czemu od dawna protestują.

Landsbergis jest symbolem niepodległości Litwy, ale też takiej polityki wobec mniejszości narodowych, która je dyskryminuje.

– To Landsbergis rozkręcił spiralę antypolskości w narodzie litewskim. Użył Polaków jako straszaka na swoich rodaków i zainicjował swoistą politykę rugowania Polaków z ziemi w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Wiele działek na tych terenach zwrócono nie prawowitym dawnym właścicielom i ich spadkobiercom, tylko przekazano Litwinom, których zachęcano do osiedlania się na terenach, do których były roszczenia Polaków. Także rodzina Landsbergisa jest beneficjentem tej polityki.

Solecznicki Oddział Polaków na Litwie (ZPL) postanowił ogłosić zbiórkę pieniężną na rzecz ukaranego urzędnika. Pan proponuje akcję Solidarni z Solecznikami. Na czym ona polega?

– Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie nie należą do ludzi bogatych, rejon solecznicki jest rejonem rolniczym, jednym z najuboższych na Litwie. Tych ludzi nie stać na płacenie takich kar. Zaapelowali o wsparcie finansowe do Polaków w Rzeczypospolitej i my ten apel podjęliśmy, umożliwiając wyraz solidarności ponad granicami. Dlatego apeluję o wsparcie finansowe na niżej podany adres z hasłem „SOLIDARNOŚĆ”. Solecznicki Rejonowy Oddział Związku Polaków na Litwie Regon 293279770 Konto: Bank „DNB” Lietuva, NIP 40100 Rachunek LT434010044400360570. Na pewno środki te dotrą do potrzebujących i przyczynią się do utrzymania polskości na Wileńszczyźnie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj