fot. flickr.com

„Sueddeutsche Zeitung”: wywiad zbada rosyjską dezinformację

Niemiecki wywiad na polecenie rządu w Berlinie zbada, czy Rosja, posługując się agenturalnymi metodami, wpływa na opinię publiczną w Niemczech – podał w dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Wynikami śledztwa interesuje się kanclerz Angela Merkel.

Działania wywiadu zagranicznego BND i Urzędu Ochrony Konstytucji będzie koordynował odpowiedzialny za służby sekretarz stanu w urzędzie kanclerskim Klaus-Dieter Fritsche – informuje „SZ”.

Niemieckie służby mają wyjaśnić, czy „groteskowa przesada” w materiałach dziennikarskich dotyczących Niemiec w rosyjskich mediach jest elementem strategicznego planu, którego celem ma być osłabienie Merkel. „Chcemy dowiedzieć się, czy te działania są realizacją konkretnego planu” – twierdzi cytowane przez redakcję źródło w niemieckim aparacie bezpieczeństwa.

Eksperci ds. Rosji są przekonani, że kampanie rosyjskich mediów nie są pojedynczymi wybrykami, lecz elementem systematycznej destabilizacji Niemiec, które były dotąd stabilnym filarem w zachodniej wspólnocie. „Kto chce wprowadzić w Europie nowe porządki, ten musi uderzyć w Niemcy i niemiecką kanclerz” – piszą autorzy materiału, Stefan Kornelius i Georg Mascolo.

Przedmiotem dochodzenia mają być też ewentualne powiązania Kremla z niemiecką skrajną prawicą. „Takie powiązania istnieją we Francji i na Węgrzech” – stwierdza gazeta dodając, że „trudno sobie wyobrazić, aby akurat w Niemczech było inaczej”.

Autorzy piszą, że metodą najczęściej stosowaną przez rosyjską propagandę jest informowanie o incydentach bez podania dowodów. Po napaściach na kobiety w sylwestra w Kolonii rosyjskie media obarczały odpowiedzialnością za zajścia amerykańską CIA. Komentatorzy porównywali kolońskie wydarzenia z pogromem Żydów dokonanym w listopadzie 1938 roku przez niemieckich nazistów.

Zdaniem „SZ” klasycznym przykładem rosyjskiej dezinformacji był niedawny przypadek 13-letniej dziewczynki z Berlina pochodzącej z rodziny o korzeniach rosyjskich. W styczniu nastolatka zaginęła, a po odnalezieniu się twierdziła, że została uprowadzona i zgwałcona przez „cudzoziemców o południowym wyglądzie”. Rosyjskie media nagłośniły ten temat, oskarżając niemieckie władze o tuszowanie skandalu. W obronie „naszej Lizy” stanął minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, publicznie domagając się od Berlina wyjaśnień. Szybko okazało się, że dziewczynka z powodu kłopotów w szkole ukrywała się w mieszkaniu kolegi, a uprowadzenie i gwałt zmyśliła.

PAP/RIRM

drukuj