fot. flickr.com

Strajk nauczycieli coraz bardziej realny

Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się podwyżek tysiąca złotych. Do 25 marca w szkołach odbędzie się referendum strajkowe. Rząd zapowiada kolejne rozmowy. Głos zabierają też kuratorzy oświaty i przekonują, że egzaminy – tak czy inaczej – się odbędą. To spór, na którym najbardziej ucierpieć mogą dzieci.

Czasu na rozmowy jest coraz mniej.

– Chcemy dialogu – wskazał Ryszard Czarnecki, poseł do PE.

Jednak dotychczasowe obietnice rządu nie spełniają oczekiwań Związku Nauczycielstwa Polskiego.

– 78 proc. szkół i placówek oświatowych weszło w spór zbiorowy – oświadczył Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Dane, na które powołuje się Sławomir Broniarz, nie zgadzają się z tymi, jakie posiada resort edukacji. Minister Anna Zalewska tłumaczy, że jeśli w jakimś miejscu pracy wchodzi się w spór zbiorowy, to trzeba poinformować Państwową Inspekcję Pracy.

– My mamy te dane. Na 40 tys. placówek, to jest 9,5 tys. – mówiła w TVP szefowa resortu.

Stanowi to niecałe 25 proc. w skali kraju. Według zapowiedzi Związku Nauczycielstwa Polskiego do 25 marca w szkołach odbędzie się referendum strajkowe.

– Strajk jest możliwy, o ile w referendum weźmie udział co najmniej połowa uprawnionych i większość z nich wypowie się za strajkiem – poinformował prezes ZNP.

Kolejnych rozmów chce premier Mateusz Morawiecki. Z ust premiera pada zapowiedź konkretnej kwoty.

– Chciałbym, żeby już w przyszłym roku wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego, łączne brutto – bo tak podaje się wynagrodzenia – wynosiło 6 tys. zł ze wszystkimi dodatkami – wskazał szef rządu.

Poseł Jan Grabiec z PO powiedział, że takie wypowiedzi tylko prowokują nauczycieli.

– Te propozycje, które przedstawia są symboliczne. Są śmieszne, jak na koszty życia, które urosły w ciągu tych niemal czterech lat – ocenił polityk.

Platforma Obywatelska zaznaczyła, że w ciągu ośmiu lat jej rządów pensje dla nauczycieli wzrosły o 50 proc. Jednak co innego pokazuje resort edukacji.

Według danych ministerstwa od 2012 roku pensja nauczycieli nawet nie drgnęła. Idzie w górę dopiero teraz – powiedział europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

– To jest wzrost o prawie 1/6 tego, co było rok temu – zwrócił uwagę.

Minister Anna Zalewska tłumaczyła, że wiele zależy od samorządów i podkreśliła, że w jednej szkole za wychowawstwo dostaje się 30 zł, a w innej 500 zł. Te dane nie przekonują Jarosława Kalinowskiego z PSL.

– Liczby są takie, że w 2017 roku samorządy wydały na sprawy związane z edukacją 34 mld zł, a subwencja to niespełna 20 mld – mówił polityk.

Swoją propozycję dla oświaty ma Kukiz’15. Poseł Grzegorz Długi mówił o bonie edukacyjnym.

– Bon edukacyjny, który powoduje, że to rodzic decyduje, którą szkołę wesprze finansowo, do której szkoły pośle swoje dziecko – zaznaczył parlamentarzysta.

Takie rozwiązanie gwarantowałoby rodzicom prawo do wychowywania swoich dzieci. Ale ci rodzice dziś mają spore obawy, zwłaszcza, że strajk nauczycieli miałby ruszyć od 8 kwietnia.

– Rząd pokazał, że tylko brutalna siła jest w stanie zmusić ten rząd do aktywności – oświadczył poseł Jan Grabiec.

– Strajk w okresie egzaminów to uderzenie w polskie dzieci, polską młodzież. Tego trzeba uniknąć i rząd ma dobrą wolę – dodał europoseł Ryszard Czarnecki.

Egzaminy tak czy inaczej się odbędą – zapowiedziała lubelska kurator oświaty Teresa Misiuk.

– Możliwa jest zmiana składu zespołu nadzorującego – powiedziała.

Taki zespół potrzebny jest na każdy egzamin – wyjaśnił dolnośląski wicekurator oświaty Janusz Wrzal dodając, że nie wyobraża sobie sytuacji, by wszyscy nauczyciele mieli protestować.

– W skład takiego zespołu wchodzą co najmniej trzy osoby, a wśród nich co najmniej jedna osoba z innej szkoły – tłumaczył Janusz Wrzal.

W przypadku egzaminów nie ma planu B.

– Nawet, w sytuacji trwającego w szkołach strajku, jeśli do niego dojdzie, szkolne komisje egzaminacyjne nie przerwą swej pracy – oznajmił dolnośląski wicekurator oświaty.

Tym bardziej, że dziś Związek Nauczycielstwa Polskiego nie może liczyć na wsparcie „Solidarności”.

– Po prostu nie dotrzymują słowa – powiedział Kazimierz Kimso, przewodniczący regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”.

„Solidarność” twierdzi, że postulaty ZNP dziś są nierealne. Zresztą, chce rozmawiać nie tylko o podwyżkach, ale też o warunkach pracy.

– Trzeba porozmawiać o standardach pracy, o warunkach pracy w oświacie, że to jest problem szerszy, a wynagrodzenie jest tylko jednym z elementów. Niezwykle ważnym, ale nie jedynym – dodał Kazimierz Kimso.

Według resortu edukacji, strajku w okresie egzaminów nie popierają rodzice.

TV Trwam News/RIRM

drukuj