fot. PAP/EPA

Sprawa Grecji dalej nierozstrzygnięta

Po wczorajszym spotkaniu eurogrupy scenariusz bankructwa Grecji staje się coraz bardziej prawdopodobny. Wierzyciele nie zaakceptowali greckiego planu reform. W odpowiedzi, Ateny nie zgodziły się na plan finansowy przedstawiony przez kredytodawców. Dziś odbędzie się kolejna tura rozmów.

Według doniesień medialnych, to miała być czysta formalność. Dzień przed rozpoczynającym się szczytem Unii Europejskiej powinno być gotowe wstępne porozumienie między wierzycielami a zadłużoną Grecją. Jednak kredytodawcy stwierdzili, że nie ma jeszcze podstaw, by osiągnąć kompromis.

– Jeszcze nie doszliśmy do porozumienia. Wciąż trzeba wykonać wiele pracy – powiedział Jeroen Dijsselbloem.

Główne rozbieżności między Atenami a wierzycielami dotyczą podatków i emerytur. Czasu zostało coraz mniej. Już za kilka dni Grecja będzie potrzebowała ponad siedmiu miliardów euro pomocy. Środki może i by się znalazły, gdyby wprowadzono oszczędności. Jednak na to nie zgadzają się sami Grecy. Niepewny wynik negocjacji wywołuje panikę wśród społeczeństwa. Mieszkańcy masowo wypłacają oszczędności z banków.

– Brak działań nowego rządu spowodował wielki chaos i niepewność, co do greckiej gospodarki. Wszystko, co zdobyliśmy wielkim wysiłkiem w ostatnich miesiącach będzie się marnować. Musimy nacisnąć na rząd, aby przyspieszył i zabezpieczył umowę z Unią Europejską – mówił jeden z protestujących.

Dlatego wciąż aktualne pozostaje pytanie o tzw. grexit – czyli wyjście Grecji ze strefy euro.

– Z punktu widzenia Grecji, korzystniejsze byłoby jej wyjście ze strefy euro z kilku powodów, z których najważniejsze jest odzyskanie suwerennej polityki monetarnej i dzięki temu możliwe byłoby ujednolicenie czy dostosowanie efektywności gospodarek najsilniejszych państw – zwłaszcza Niemiec i Francji w stosunku do gospodarki greckiej – zauważył dr Lech Jańczuk, politolog i ekonomisa.

Premier Grecji zaproponował wierzycielom między innymi wprowadzenie ograniczenia wcześniejszych emerytur, specjalny podatek dla firm, mających zyski powyżej 500 tys. oraz podatek  „solidarnościowy”, który płaciłyby osoby mające ponad 30 tys. euro rocznego dochodu. I to właśnie nie spodobało się wierzycielom.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj