fot. PAP/Radek Pietruszka

Sejm przyjął prezydencki projekt ustawy o dodatku solidarnościowym

Jednego dnia potrzebowali posłowie, by uchwalić prezydencki projekt ustawy o dodatku solidarnościowym. Propozycja Andrzeja Dudy przewiduje świadczenie 1400 zł na trzy miesiące dla osób, które straciły pracę w trakcie epidemii.  

Dodatek solidarnościowy pod obrady Sejmu trafił z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy. Ma to być realne wsparcie dla osób, które utraciły pracę z powodu koronawirusa.

– Chcę, żeby ta ustawa była dla nich wyciągnięciem ręki ze strony polskiego państwa. Nie tylko symbolicznym, ale realnym, który przekłada się także na jakość życia – mówił Andrzej Duda.

Dodatek solidarnościowy to nie tylko obietnica, jaką złożył urzędujący prezydent, ale także element umowy programowej zawartej 5 maja z NSZZ „Solidarność”.

– Czyny, nie słowa – kolejna rzecz, którą prezydent udowadnia, że jest prezydentem wiarygodnym, że jest prezydentem, który dotrzymuje słowa – zaznaczył Sylwester Tułajew, poseł PiS.

Zgodnie z propozycją prezydenta, do osób, które straciły pracę przez trzy miesiące ma trafiać świadczenie w wysokości 1400 zł. Projekt prezydenta stanowi uzupełnienie rozwiązań przyjętych w ramach tzw. Tarczy Antykryzysowej.

– To jest dobra ustawa. To jest ustawa, nad którą trwały prace ekspertów, to jest ustawa, która była konsultowana ze środowiskiem społecznym – podkreślał prezydencki minister Paweł Mucha

Wsparcie ma trafić do blisko pół miliona osób. Sejmowa debata nad projektem prezydenta przekształciła się jednak w polityczne przeciąganie liny. Wpisała się w trwającą kampanię wyborczą, co pokazują słowa przewodniczącego PO Borysa Budki pod adresem prezydenta.

– Dzisiaj Pan ostatni raz korzysta z inicjatywy ustawodawczej, żeby łapczywie próbować złapać dodatkowe głosy – stwierdził Borys Budka.

Kwota 1400 zł nie przekonuje Lewicy. To wsparcie niewystarczające, które pogłębi ubóstwo Polaków – mówił Adrian Zandberg, poseł Lewicy.

– Po trzech miesiącach, ponaglani przez Lewicę, z wiszącym projektem ustawy poselskiej ostatecznie wyskrobaliście na ten cel 490 mln zł. To nie jest nawet 1 proc. tej tarczy, o której mówiliście – wskazał Adrian Zandberg.

Dodatek solidarnościowy przyznawany będzie tym osobom, których umowa o pracę została rozwiązana po 15 marca. Aby uzyskać wsparcie, niezbędne jest podleganie ubezpieczeniu wynikającemu z umowy o pracę w roku 2020 przez co najmniej 60 dni. Jeśli sytuacja epidemiczna kraju wciąż będzie bardzo trudna, rząd może wydłużyć czas pobierania dodatku solidarnościowego. Ustawa przewiduje też podniesienie zasiłku dla bezrobotnych do 1200 zł brutto. Lewica chciała, by ta kwota była wyższa – minimum 50 proc. ostatniej pensji. Katarzyna Lubnauer z Koalicji Obywatelskiej mówiła, że świadczenie nie trafi do wszystkich.

– Osoba, która dostanie ten zasiłek, który nazwaliście dodatkiem, nie dostanie podstawowego zasiłku, w związku z tym nazwa „dodatek” jest zwykłym oszustwem – oceniła Katarzyna Lubnauer.

Opozycja wielokrotnie podnosiła, że 3 miesiące to zbyt krótki czas obowiązywania dodatku. W odpowiedzi poseł PiS-u Henryk Kowalczyk wskazywał, że te osoby, które przestaną pobierać dodatek, później mogą skorzystać z zasiłku.

– Drugą częścią tej ustawy jest podniesienie zasiłku dla bezrobotnych do 1200 zł. I to jest, można powiedzieć, permanentny dodatek solidarnościowy, troszeczkę mniejszy – o 200 zł – powiedział Henryk Kowalczyk.

Pomoc w ramach projektu prezydenta ma kosztować państwo 2 mld zł.

TV Trwam News

drukuj