Fot. Nasz Dziennik/Marek Borawski

Sąd bada apelacje ws. grudnia’70

Stołeczny sąd apelacyjny bada apelacje prokuratury i pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych ws. masakry robotników z grudnia 1970 r. Sąd I instancji uniewinnił b. wicepremiera PRL Stanisława Kociołka, a na kary w zawieszeniu skazał dowódców wojska tłumiącego protesty.

Gdańska prokuratura chce uchylenia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z kwietnia 2013 r. wobec wszystkich trzech oskarżonych i przekazania ich sprawy do ponownego rozpoznania w SO. Taki sam jest wniosek pełnomocnika rodzin ofiar mec. Macieja Bednarkiewicza.

19 kwietnia 2013 r. – po 18 latach od wniesienia aktu oskarżenia – SO wydał wyrok, w którym uznał za „bezprawną i przestępczą” decyzję władz PRL o użyciu broni przeciw protestującym robotnikom sprzeciwiającym się drastycznym podwyżkom cen.

Prokurator żądał dla podsądnych kar po 8 lat więzienia. Obrońcy i oskarżeni wnosili o uniewinnienie.

Sąd niejednogłośnie uniewinnił od zarzutu „sprawstwa kierowniczego” zabójstwa robotników b. wicepremiera PRL, 80-letniego dziś Stanisława Kociołka. Był on oskarżony o to, że 16 grudnia 1970 r. nakłaniał w telewizji strajkujących w Gdyni do powrotu do pracy, choć – zdaniem prokuratury – wiedział, że następnego dnia rano stocznia będzie zablokowana przez wojsko. Na stacji kolejki miejskiej pod stocznią zginęły osoby, które miały usłuchać apelu Kociołka.

Dwaj inni oskarżeni o „sprawstwo kierownicze” zabójstwa – płk Mirosław W., b. dowódca batalionu blokującego bramę Stoczni Gdańskiej i płk Bolesław F., b. zastępca ds. politycznych dowódcy 32. Pułku Zmechanizowanego blokującego przystanek kolejki pod stocznią w Gdyni – zostali skazani na dwa lata w zawieszeniu. Według sądu mogli oni przewidzieć, że oddawanie strzałów nie tylko w powietrze, ale i w ziemię, może spowodować śmierć osób cywilnych. SO uznał, że skoro motywem ich działania, przez stłumienie wystąpień ludności, było po części chronienie systemu politycznego, ich czyn uznano za zbrodnię komunistyczną.

Jednocześnie SO zmienił kwalifikację ich czynu z udziału w zabójstwie na udział w śmiertelnym pobiciu, gdyż odpowiedzialność za to przestępstwo nie wymaga tzw. indywidualizacji winy (czyli ustalenia, kto oddał śmiertelny strzał do danej osoby – co jest konieczne do uznania winy przy zabójstwie). SO podkreślił, że dzięki takiej kwalifikacji prawnej udało się też skazać zomowców, którzy zastrzelili dziewięciu górników z „Wujka” w grudniu 1981 r. – tam też nie można było ustalić, który zomowiec oddał śmiertelne strzały.

Zdaniem SO celem strzałów przed bramą w Gdańsku i na stacji kolejki nie była ochrona zdrowia czy życia milicjantów czy żołnierzy ale, w wypadku zdarzeń gdańskich -uniemożliwienie za wszelką cenę wyjścia zwartych grup stoczniowców z zakładu pracy, a w wypadku wydarzeń gdyńskich – ochrona za wszelką cenę ustawionej blokady.

Sąd w wyroku nie mówił o roli innych oskarżonych, których sprawy ze względu na stan zdrowia w ostatnich latach zawieszono – w tym ówczesnego szefa MON gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

O złożeniu apelacji informował w styczniu br. Bogdan Szegda, dziś prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, który przed laty – jako prokurator gdańskiej prokuratury okręgowej – zajmował się śledztwem. Śledczy podtrzymują stanowisko, w którym zarzucili trzem osobom „sprawstwo kierownicze” zabójstwa. W liczącej 34 strony apelacji prokuratura polemizuje z ustaleniami i treścią wyroku.

Bednarkiewicz występujący w imieniu oskarżycieli posiłkowych uznał, że sąd przedstawiając ustalenia stanu faktycznego, dwa razy użył zwrotu „chyba, że to wszystko była prowokacja” w celu dokonania zmiany ekipy na szczytach władzy PRL. „Trzeba to jednoznacznie rozstrzygnąć, bo jeśli byłaby to prowokacja, to zupełnie inaczej wtedy wyglądają działania Jaruzelskiego, który był głównym beneficjentem zmiany politycznej po grudniu 1970 r.” – stwierdził. Dodał, że Kociołek miał możliwość odwrócenia biegu wydarzeń, zwłaszcza w przypadku strzałów pod przystankiem kolejki miejskiej pod stocznią.

Obrońcy Mirosława W. i Bolesława F. nie złożyli apelacji.

Rząd PRL w grudniu 1970 r. ogłosił drastyczne podwyżki cen na artykuły spożywcze, co wywołało demonstracje na Wybrzeżu. Według oficjalnych danych na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od strzałów milicji i wojska zginęło 45 osób, a 1165 zostało rannych.

PAP

drukuj