(fot. PAP/EPA)

Romney zbesztany, bo powiedział prawdę

Republikański kandydat na prezydenta USA Mitt Romney rozpoczął swoją podróż po Europie od sporej wpadki. Naraził się Brytyjczykom, którym wytknął, zresztą słusznie, że nie przygotowali się należycie do przeprowadzenia igrzysk olimpijskich

Wielka Brytania to pierwszy przystanek w podróży Mitta Romneya. Wizyta w Londynie w przededniu rozpoczęcia igrzysk olimpijskich miała być okazją dla kandydata Partii Republikańskiej do podzielenia się z Brytyjczykami jego doświadczeniami z czasów, gdy przygotowywał on zimowe igrzyska w Salt Lake City. Tymczasem były gubernator Massachusetts wprawił w osłupienie gospodarzy IO, stwierdzając, że w jego ocenie londyńczycy jeszcze nie są do końca gotowi na rozpoczęcie zmagań sportowych. Według Romneya, etap przygotowań, na jakim znajdują się Brytyjczycy, jest „nieco niepokojący” i „ciężko jest ocenić, jak im to wszystko wyjdzie”. Komentarz ten wzbudził sporo kontrowersji zarówno w ławach rządowych, jak i w stołecznym ratuszu. – Słyszałem, że jest tu niejaki Mitt Romney, który chce wiedzieć, czy jesteśmy gotowi – mówił do ponadpółmilionowego tłumu, jaki zebrał się w londyńskim Hyde Parku, aby przywitać sztafetę z olimpijską pochodnią, burmistrz Londynu Boris Johnson. – On chce wiedzieć, czy my jesteśmy gotowi? Czy jesteśmy gotowi? Jesteśmy! Tak, jesteśmy! – powtarzał jak mantrę wzburzony Johnson. Równie zirytowany był premier rządu Jej Królewskiej Mości David Cameron, który nie stronił od sarkazmu, komentując wypowiedź amerykańskiego polityka. – Oczywiście jest dużo łatwiej, jeśli organizujesz igrzyska olimpijskie na kompletnym pustkowiu – w ten sposób Cameron wypomniał Romneyowi, że ten w 2002 roku organizował zawody na rozległych, niezaludnionych terenach stanu Utah, a także w samym Salt Lake City. – My zaś organizujemy te zawody w jednym z najbardziej ruchliwych, aktywnych i gwarnych miast świata – podkreślał Cameron. Taka wymiana zdań jest dość niespodziewana, zwłaszcza że Romney udawał się do Londynu jako propagator naprawy stosunków z Królestwem Brytyjskim, znacznie pogorszonych w jego ocenie za prezydentury Baracka Obamy. Zgodnie ze swoją wcześniejszą obietnicą nie komentował on obecnej polityki zagranicznej Waszyngtonu, co z kolei rozzłościło kilku miejscowych dziennikarzy, chcących poznać opinię Romneya na temat inicjatyw zagranicznych Obamy.

Prawda w oczy kole
Liberalne media na Wyspach, niezbyt przychylne konserwatywnym politykom, niemal jak jeden mąż skrytykowały zachowanie Romneya. Nagłówki czołowych gazet wielką czcionką wskazywały na fatalną gafę republikańskiego kandydata. „Ten krytycyzm odbił się echem aż przez Atlantyk i trafił do USA, przykrywając pierwszy dzień wizyty, w którym Romney chciał udowodnić swoje kwalifikacje dyplomatyczne. Jednocześnie jego doradcy nie obawiają się, że to wydarzenie przyćmi całą wymowę jego zagranicznej wizyty” – napisał dziennik „Washington Post”. Niemniej jednak, jak zauważa gazeta, słowa amerykańskiego polityka nie były zupełnie pozbawione podstaw. Przypominają, że organizatorzy londyńskich igrzysk nie uniknęli całej serii błędów w kwestii bezpieczeństwa, w tym ujawnionej niedawno afery, iż jeden z prywatnych wykonawców, wynajęty do zorganizowania ochrony, zatrudnił 3500 ludzi za mało. W ostatniej chwili postanowiono uzupełnić tę lukę żołnierzami. Część mediów wypowiedź Mitta Romneya przyjęła równie kpiąco, jak czołowi politycy brytyjscy, stwierdzając, że „gospodarze igrzysk nie docenili troski zagranicznego gościa, który przypomniał im o ich problemach”. Już jednak podczas spotkania w cztery oczy z władzami Wielkiej Brytanii Romney starał się łagodzić swoją wypowiedź i chwalił przygotowania do IO. – Jest przecież niemal absolutnie niemożliwe, aby nie pojawiły się jakieś błędy – zaznaczał Amerykanin, dodając, że było tak przy każdej wielkiej imprezie sportowej. W rozmowie z premierem Cameronem stwierdził, że te igrzyska zapowiadają się „cudownie”. – Ostatniego wieczoru oglądałem sztafetę olimpijską, jak przemierza kraj, i słuchałem historii z tym związanych, podzielam też ten entuzjazm i pasję. Szczególnie zaś przypadło mi do gustu hasło igrzysk „Inspirujemy pokolenia” – próbował zatrzeć złe wrażenie republikanin. Na zakończenie spotkania Romney podkreślił jeszcze raz, że nie zamierza formować swoich haseł polityki zagranicznej w czasie tej podróży, i zaznaczył, że tak samo zamierza uczynić w Polsce i Izraelu. Uważni dziennikarze brytyjscy wytknęli Amerykaninowi jeszcze kilka mniejszych wpadek, m.in. to, że do szefa Partii Pracy Eda Milibanda zwracał się per „Panie Przywódco”, co miało wywoływać konsternację na twarzach parlamentarzystów tej partii. Czyżby szefowie socjalistów woleli historyczne „Towarzyszu”?

drukuj