Resort rolnictwa wciąż walczy z ASF

Dla Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi miniony rok nie należał do łatwych, a to za sprawą między innymi rozprzestrzeniania się choroby ASF, czyli afrykańskiego pomoru świń. I choć ministerstwo podjęło w tym kierunku wiele działań, nie udało się rozwiązać problemu.

Dla Polski ASF to realny problem – mówi ekspert do spraw rolnictwa Aldona Łoś.

– Jest to nieszczęście dla naszego kraju, które – jak wiemy – idzie ze Wschodu – zaznacza Aldona Łoś.

Afrykański pomór świń opanował znaczną część Azji. W Europie jest w pasie od Skandynawii do Morza Czarnego i Adriatyckiego – wskazuje minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

– Polska do tej pory była przedstawiana i oceniana jako kraj, który radzi sobie z chorobą – podkreśla Jan Krzysztof Ardanowski.

Pierwsze pojedyncze ogniska choroby pojawiły się 5 lat temu przy granicy z Białorusią. Wówczas nie podjęto decyzji o wybiciu zwierzyny znajdującej się na tym terenie. To – jak podkreśla minister Ardanowski – doprowadziło do rozwoju choroby. Poseł Marek Sawicki, który w tamtym czasie pełnił funkcję ministra rolnictwa i rozwoju wsi, winą za rozwój ASF-u obarcza rząd Zjednoczonej Prawicy.

– Dzisiaj, po 4 latach rządzenia PiS-u, mamy tę chorobę już nie tylko we wschodniej Polsce, na wschód od Wisły, ale także mamy ją już w województwie lubuskim, dolnośląskim i wielkopolskim i to są „sukcesy“ PiS-u – tłumaczy Marek Sawicki.

Walka z ASF trwa. I choć nie jest łatwa, przynosi pierwsze efekty – odpiera zarzuty minister Ardanowski. Ilosć gospodarstw, w których doszło do wykrycia ASF spada, co pokazują liczby.

– Kiedyś to było kilkaset, w zeszłym roku o tej porze roku około 110, w tym roku 48 – zauważa Jan Krzysztof Ardanowski.

Dopóki nie uda się zredukować populacji dzików, które roznoszą chorobę, wirus będzie się roprzestrzeniał.

– Pojawiły się nowe ogniska w Polsce zachodniej w województwie lubuskim, niedaleko niemieckiej granicy – podkreśla minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Najbardziej niepokoi fakt, że wirus dotarł do Wielkopolski, która jest centrum produkcji trzody chlewnej. By zminimalizować straty wybudowano 200-kilometrowy płot ogradzający teren. Koszt przedsięwzięcia pochłonął miliony złotych. Cały czas wojsko i leśnicy znajdują chore i padłe zwierzęyta.

– Do końca listopada było to ok. 2100 dzików z chorobą, w tej chwili jest to już ok. 2300 – mówi Jan Krzysztof Ardanowski.

Unia Europejska mówi jednoznacznie, że w przypadku ASF trzeba wprowadzić bioasekurację i dokonać masowego odstrzału dzików. Precyzyjnie określa, że może pozostać jeden dzik na 10 kilometrów kwadratowych.

– Tak, jak się dzisiaj słyszy, na terenach, gdzie jest wygrodzone, gdzie powinno być kilkanaście dzików, okazuje się, że jest kilkaset – podkreśla rolnik z Bogucina Gustaw Jędrejek.

Zobowiązanym i  uprawnionym do odstrzału jest Polski Związek Łowiecki. Ten nie godzi się na odstrzał ciężarnych i prowadzących potomstwo loch. Rozwiązaniem w tej sytuacji jest przyjęta przez Sejm ustawa. Nowe przepisy pozwolą na odstrzał dzików między innymi przez policjantów i żołnierzy. Wprowadzają także zakaz blokowania polowań.

– Przyszły rok może być pierwszym wolnym od choroby – wskazuje minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Ale tylko wtedy, kiedy do odstrzału dojdzie w ciągu najbliższych miesięcy. W przeciwnym razie – jak mówi szef resortu rolnictwa – polska hodowla świń upadnie, a Polacy będą mogli zapomnieć o wieprzowinie. Gospodarstwa, które do tej pory ucierpiały z powodu panującego ASF, mogą zgłosić się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o wsparcie – mówi Jolanta Augiewicz, zastępca kierownika Biura Wsparcia Inwestycyjnego Dolnośląskiego Oddziału Regionalnego ARiMR.

– Kwota pomocy, jaką można uzyskać w tym obszarze, to 300 tys. zł i jest to 80 proc. kosztów kwalifikowalnych – wskazuje Jolanta Augiewicz.

Odpowiednie wnioski należy składać osobiście w oddziałach regionalnych ARiMR, w biurach powiatowych, lub przesyłką rejestrowaną nadaną w placówkach pocztowych.

TV Trwam News

drukuj