fot. PAP/EPA

Protesty w obronie A. Nawalnego

Przez wiele rosyjskich miast przeszły protesty w obronie rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Nie obyło się bez starć z policją. Doszło do zatrzymań.

Protesty zwolenników Aleksieja Nawalnego odbywały się w ponad 90 miastach Rosji. Nawet na Syberii siarczysty mróz nie zniechęcił Rosjan do wyjścia na ulicę. Wszyscy domagali się tylko jednego – uwolnienia rosyjskiego opozycjonisty.

W wielu miejscach doszło do starć z policją. W ruch poszły pałki, gaz łzawiący i armatki wodne. Zatrzymano kilkaset osób wśród nich żonę Aleksieja Nawalnego – Julię, która po kilku godzinach została zwolniona z komisariatu oraz jedną z bliskich współpracowników Lubow Sobol.

– Dziękuję bardzo za wsparcie. Nie ma się czego bać, bo widzimy policjantów i strażników rosyjskiej gwardii – to znaczy, że ludzie na Kremlu się boją. Boją się swoich ludzi, boją się publicznego gniewu, boją się, że ludzie powiedzą wystarczająco dużo o tym bezprawnym oburzeniu, więc nie mamy się czego bać – mówiła Lubow Sobol.

Rosyjski opozycjonista został zatrzymany w niedzielę na lotnisku w Moskwie. Wrócił do kraju po kilkumiesięcznym pobycie w Niemczech, gdzie był leczony po zatruciu Nowiczokiem.

Obecnie Aleksiej Nawalny przebywa w pełnej izolacji w więzieniu Matrosskaja Tiszyna. Został skazany na 30 dni aresztu. Wiele państw domaga się, by Rosja przeprowadziła w sprawie otrucia opozycjonisty rzetelne śledztwo. Tymczasem Kreml odcina się od próby zabójstwa mężczyzny.

– Z jednej strony jest to niewygodny człowiek dla Putina, zwłaszcza że wrócił, zwłaszcza, że otrucie było nieskuteczne, a z drugiej strony Rosja manifestuje cały czas swoją siłę, Rosja rozprawia się ze swoimi przeciwnikami politycznymi w sposób niezwykle jednoznaczny, brutalny – ocenił prof. Mieczysław Ryba, politolog i wykładowca akademicki.

Akcje poparcia dla Aleksieja Nawalnego odbyły się w sobotę w różnych miastach świata, w tym także w Polsce w Warszawie i Krakowie.

TV Trwam News

drukuj