fot. E. Sądej/Nasz Dziennik

Projekt ministerstwa zdrowia o tzw. sieci szpitali wywołuje liczne dyskusje

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapewnia, że projekt o tzw. sieci szpitali nie zaburzy dostępu do świadczeń, a poprawi jakość i bezpieczeństwo pacjentów.

Rozwiązania krytykują jednak m.in. samorządowcy, politycy czy przedsiębiorcy. Projekt w sprawie sieci ma być omawiany na przyszłotygodniowym posiedzeniu rządu. W najbliższą środę informacje o skutkach projektu ma przedstawić w Sejmie minister zdrowia.

Obawy dotyczą m.in. losów placówek, które nie znajdą się w sieci, a także tego, jak ostatecznie zmiany wpłyną na pacjentów.

Dr nauk medycznych Paweł Wróblewski z Wrocławia nie spodziewa się rewolucji w związku z ustawą.

– Możemy sobie wyobrazić, że jeżeli tych szpitali będzie mniej, to nagle pacjenci, którzy do tej pory leczyli się w szpitalach, które do sieci nie weszły, będą musieli trafić do tych szpitali, które do niej wejdą. Jak wiemy, wszystkie szpitale są przepełnione i we wszystkich jest kłopot, jeśli chodzi o kolejki. Z tego wynika, że ci pacjenci zmniejszą pulę kolejek i dostępność się pogorszy. Wydaje mi się, raczej że rewolucji nie będzie, a większość szpitali dziś funkcjonujących w systemie trafi do tej sieci.  Ta reforma będzie przebiegać raczej ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie – mówił Paweł Wróblewski, doktor nauk medycznych.

Pierwszy wykaz zawierający listę placówek włączonych do tzw. sieci miałby obowiązywać od lipca. Byłby on ważny przez cztery lata. Placówki, które przestaną w tym czasie spełniać kryteria, będą wykreślane.

Obecnie, jak szacuje Ministerstwo Zdrowia, w Polsce funkcjonuje ok. 1,4 tys. szpitali, z których – jak wskazuje resort zdrowia – część ma jedynie kilkanaście łóżek.

RIRM

drukuj