Prof. W. Modzelewski: Rok 2024 zweryfikował w zasadzie wszystkie optymistyczne prognozy gospodarcze
Na pewno rok 2024 zweryfikował w zasadzie wszystkie optymistyczne prognozy. Politycy, którzy obiecywali chociażby – podam przykład – kwotę minimum 60 tys. złotych wolną od podatku (…), co miałoby spowodować spadek dochodów budżetowych – uwaga – tylko o 50 miliardów złotych, już z tego zrezygnowali. Mamy wielkie przewartościowanie naszej umiejętności przewidywania, a przede wszystkim wizji przyszłości – mówił w „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam prof. Witold Modzelewski, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Prof. Witold Modzelewski w TV Trwam dokonał analizy i podsumowania ekonomicznego oraz gospodarczego 2024 roku z perspektywy Polski. Sprawdziły się formułowane w roku ubiegłym hipotezy, że rok 2024 będzie rokiem postępującego zubożenia – nie tylko w Polsce – podkreślił.
– Drożeją artykuły konsumpcyjne, a najważniejszym czynnikiem, który powoduje ową drożyznę, są nośniki energii. Mamy chyba najdroższą w historii nowożytnej (…) energię elektryczną, za chwilę będzie kolejna podwyżka cen gazu, ponad 20-procentowa, z początkiem przyszłego roku. Ponadto mamy do czynienia ze zubożeniem, które jest częściowym wynikiem tej drożyzny. To jest jeden z paradoksów, bo mamy do czynienia z nominalnym wzrostem płac, wysoką dynamiką wzrostu wynagrodzeń (…). Wzrost gospodarczy jeszcze ciągle jest w naszym kraju, ale on hamuje, struktura tego wzrostu jest dość niekorzystna – wskazał ekonomista.
Na proces pauperyzacji społecznej na również wpływ wyludnienie państwa.
– Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które nazywa się wyludnieniem. Wyludnienie jest problemem znacznie głębszym niż sprowadzanym tylko do spadku dzietności, bo to jest oczywiste – jesteśmy w okresie głębokiego, postępującego załamania demograficznego. Ale mamy też wyludnienie (…), które oznacza spadek popytu. Jeśli brakuje tych, którzy kupują towary i usługi, to ten, kto im sprzedawał, już nie sprzedaje i on biednieje. Wyludnienie powoduje zubożenie tych, którzy oferowali i sprzedawali towary i usługi dla tych, którzy już ich nie kupują. Wielkie migracje, które już się zaczęły, powodują, że ta sytuacja przyrosła – tłumaczył gość „Rozmów niedokończonych”.
Na to, co działo się w sferze ekonomicznej i gospodarczej w Polsce i na świecie, wpływ miały najpierw wprowadzane przez władze restrykcje covidowe, takie jak tzw. lockdowny, a także trwająca już niemal trzy lata agresja Rosji na Ukrainę. W tak niespokojnym okresie trudno oczekiwać, że nastąpi gwałtowny rozwój inwestycji w naszym kraju – wskazał prof. Witold Modzelewski.
– Najpierw miał miejsce eksperyment historyczny, jakim były lockdowny. Pretekstem do tych zamrożeń gospodarki było to, co nazywamy pandemią. Potem nastąpiła miana paradygmatu gospodarczego – powolna, ale definitywna – związana z zaangażowaniem się (pośrednio) państw europejskich w wojnę ukraińsko-rosyjską. My, szczęśliwie, nie daliśmy się w tę wojnę (w sensie militarnym) wciągnąć (…), ale płacimy jej koszty. Te koszty płacimy w sensie dosłownym, to nie jest metafora. My w tych fakturach za prąd płacimy również koszty naszego pochopnego zaangażowania się ekonomicznego i uzależnienia od tego konfliktu. My nie mamy żadnych pozytywów tego konfliktu (…). To już są cztery lata tych stanów nadzwyczajnych w tym regionie świata. W takim czasie się nie inwestuje – w czasie gdy ludzi straszy się wojną. Nie będzie inwestycji w kraju, który ponoć jest ciągle zagrożony agresją, gdzie najważniejsze jest bezpieczeństwo i przygotowywanie się do ewentualnej wojny – zaznaczył.
Polska znajduje się obecnie w kryzysie fiskalnym, o czym świadczy rekordowo wysoki poziom deficytu budżetowego – zwrócił uwagę ekonomista.
– W tym roku bijemy rekordy deficytu budżetowego. Miał on wynosić 182 mld złotych (…). Sprawdziły się prognozy, że nie osiągniemy takich dochodów budżetowych na ten rok, jakie planowano. W związku z tym jest już nowelizacja budżetu i nowy deficyt wynosi już ćwierć biliona złotych, a w przyszłym roku prawdopodobnie sięgnie 300 miliardów złotych. Kryzys fiskalny powoduje, że ta przestrzeń ekonomiczna, margines środków, które można przeznaczyć na inwestycje, kurczy się albo czasami po prostu zanika – podkreślił.
Mijające 12 miesięcy pokazało, że założenia przyjęte m.in. przez polityków na ten rok były zbyt optymistyczne – zauważył gość TV Trwam.
– Na pewno rok 2024 zweryfikował w zasadzie wszystkie optymistyczne prognozy. Politycy, którzy obiecywali chociażby – podam przykład – kwotę minimum 60 tys. złotych wolną od podatku (…), co miałoby spowodować spadek dochodów budżetowych – uwaga – tylko o 50 miliardów złotych, już z tego zrezygnowali. Mamy wielkie przewartościowanie naszej umiejętności przewidywania, a przede wszystkim wizji przyszłości – powiedział prof. Witold Modzelewski.
radiomaryja.pl




