fot. sxc.hu

Pozorny spadek bezrobocia?

Z szacunków resortu pracy wynika, że bezrobocie rejestrowane w kwietniu wyniosło 11,3 proc., przy 11,7 proc. w marcu. Minister Pracy Władysław Kosiniak-Kamysz chwali się, że mamy najniższe bezrobocie od czasów transformacji. Liczy, że na przełomie lipca-sierpnia spadnie poniżej 10 proc.

Dr Marian Szołucha, ekonomista sprowadza jednak ministra na ziemie.

–  Z zachwytem ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza i całego rządu nad sytuacją polskiego rynku pracy jest tak, jak ze słynną zieloną wyspą. Wyciąga się daleko idące wnioski, dotyczące całej gospodarki z jednego zaledwie wskaźnika i to uchwyconego w konkretnym momencie, czyli osiągniętego dosłownie przez chwilę, tak właśnie jest z bezrobociem. Należy przy tym, co mówi minister Władysław Kosiniak-Kamysz, przypomnieć, że, aby uzyskać całkowity obraz rynku pracy, trzeba wziąć pod uwagę nie tylko sam poziom bezrobocia, ale też poziom płac, czyli ile Polacy zarabiają, ilość godzin przepracowanych w tygodniu, miesiącu, roku oraz zadowolenie Polaków z wykonywanego zawodu – zaznacza dr Marian Szołucha.

Dane prezentowane przez rząd, jak i GUS nie uwzględniają osób niezarejestrowanych w urzędach pracy. Ponad 2 mln młodych, którzy  wyjechali z naszego kraju w poszukiwaniu pracy oraz bezrobocia ukrytego w rolnictwie, które przekracza milion osób.

Według niektórych ekspertów bez zatrudnienia może być nawet 6 mln osób.

RIRM

drukuj