fot. PAP/Jarek Praszkiewicz

Pozorne prace nad reformą ETS. Szkodliwa polityka klimatyczna wciąż uderza w Polaków

Parlament Europejski rozpoczął prace nad reformą systemu ETS zaproponowaną przez Komisję Europejską. Opozycja zauważa, że obietnice o zwiększeniu liczby bezpłatnych uprawnień to tylko kosmetyka. Opozycja chce, aby Polska opuściła system nawet kosztem unijnych kar.

System handlu uprawnieniami do emisji CO2 – tzw. ETS – winduje koszty energetyki i ciepłownictwa opartych na paliwach kopalnych oraz korzystających z takiej energii przedsiębiorstw. To prowadzi do pogorszenia opłacalność europejskiej produkcji i podnosi ceny produktów i usług. W Polsce system ETS podbija ceny prądu wytwarzanego z węgla o 50 proc. – mówił wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji.

– Polska gospodarka ma konkurować, a prąd dostarczany po jednych z najwyższych cen na świecie. Tą sytuację powinniśmy traktować w kategoriach przejściowego kryzysu – wskazał Krzysztof Bosak.

ETS to podatek, który miał doprowadzić do całkowitej dekarbonizacji.  W lipcu Komisja pod naciskiem państw członkowskich przedstawiła plan reformy systemu. Zaproponowała jedynie kosmetyczne zmiany, m.in. zwiększenie liczby bezpłatnych uprawnień do 2030 roku i złagodzenie tempa ich redukcji po tym terminie.

– Nasz cel jest ten sam. Rynek emisji dwutlenku węgla, który zapewnia dekarbonizację, wzmacnia europejską konkurencyjność i zapewnia bezpieczeństwo inwestycji – stwierdził Wopke Hoekstra, unijny komisarz ds. klimatu, neutralności emisyjnej i czystego wzrostu.

Bruksela próbuje naprawić nieskuteczny mechanizm stabilizowania cen uprawnień. Zwiększenie ich liczby może tymczasowo pomóc przedsiębiorcom –analizuje dr inż. Robert Golej.

– Będziemy mieli do czynienia z taką sytuacją, że będziemy mieli większy wolumen uprawnień, co powinno się przełożyć dla przedsiębiorców energochłonnych na lekką ulgę – mówił ekspert ds. energetyki.

KE nie zdecydowała się jednak na wyeliminowanie z rynku handlu pozwoleniami funduszy inwestycyjnych i instytucji finansowych, które spekulowały cenami. Bruksela chce też sama zarabiać na systemie – przyznaje frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

– Upłynęło 20 lat od momentu wymyślenia systemu ETS. Jest to obrzydliwy podatek obciążający nasze przedsiębiorstwa – zaznaczył Stefano Cavedagna, włoski poseł do Parlamentu Europejskiego.

Bruksela żąda, aby kraje przeznaczały co najmniej 50 proc. przychodów z ETS na inwestycje w dekarbonizację, czyli likwidację węgla. Ale po reformie spora część środków przysługujących państwom ma trafiać do unijnego budżetu – przypomniał dr inż. Bogdan Sedler.

– UE jednocześnie żąda z tych opłat 30% dla siebie, więc to jest takie błędne koło – przyznał.

Polski rząd przekonuje, że będzie walczył o więcej bezpłatnych pozwoleń i wolniejsze tempo ich redukcji. Jednak większość jego postulatów Komisja odrzuciła. Równocześnie zastępca szefa kancelarii premiera Jakub Stefaniak krytykuje projekt ustawy Prawa i Sprawiedliwości o wyjściu Polski z ETS.

– Wypowiadanie ETS to prosta droga do wyjścia z UE – powiedział Jakub Stefaniak.

Poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk zauważa, że ETS to dziś mechanizm polityczny.

– ETS poprzez spekulacje pozwoleniami na emisję doprowadził do wywindowania tych cen. W tej chwili one sięgają 80-kilku euro. Przypominam, że kiedy był wprowadzany, to było 2-3 euro – wskazał poseł.

Komisja Europejska nie rezygnuje z kolejnych obciążeń. W 2028 roku ma pojawić się nowy podatek ETS2, który podbije koszty transportu i ogrzewania. Solidarność z poparciem prezydenta Karola Nawrockiego zbiera podpisy pod wnioskiem o referendum ws. szkodliwej dla polski unijnej polityki klimatycznej. Wcześniej większość rządowa w Senacie odrzuciła dwa wnioski głowy państwa w tej sprawie.

 

TV Trwam News

 

drukuj