Polska w procedurze nadmiernego deficytu
W nadchodzącym tygodniu już oficjalnie ma zapaść decyzja o objęciu Polski procedurą nadmiernego deficytu. Zatwierdzą ją państwa członkowskie.
W 2023 roku Polska wydała na obronność 3,26 proc. PKB. W tym roku planuje wydać ponad 4 procent. Polskie zbrojenia to odpowiedź na rosyjskie zagrożenia, ale i koszty dla budżetu.
– Wszystkie kolejne budżety to będą budżety z podwyższonym deficytem – powiedział dr Jarosław Czaja, ekonomista.
Jeśli rząd wywiąże się z zapowiedzi, że w kolejnym roku wydatki na obronę jeszcze wzrosną, to będą one przeszło dwukrotnie wyższe od tych z 2022 roku. W tych okolicznościach Polska, jako kraj frontowy, zostanie już oficjalnie objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. Były premier Mateusz Morawiecki, gdy w grudniu prezentował w Sejmie expose, ogłaszał, że Unia nie będzie blokowała polskich wydatków na zbrojenia.
– Wydatki materiałowe na uzbrojenie, na armię polską, nie będą zaliczane w przypadku wyliczeń związanych z procedurą nadmiernego deficytu. Nie będą zaliczane do deficytu budżetowego – mówił wówczas Mateusz Morawiecki.
Komisja Europejska takiej decyzji nie podjęła, a pół roku później, w czerwcu, gdy Polska – według relacji ministra finansów – zabiegała w Brukseli o uniknięcie procedury nadmiernego deficytu, miały paść argumenty, że na nasz deficyt najmocniej wpływają wydatki na obronę.
– Wydatki, które mamy najwyższe spośród wszystkich państw członkowskich NATO. Dlatego uważamy, że wobec Polski procedura nadmiernego deficytu nie powinna być stosowana – zaznaczył Andrzej Domański, minister finansów.
Ta argumentacja też nie przekonała Komisji Europejskiej. Decyzja o objęciu Polski procedurą nadmiernego deficytu ma zapaść w nadchodzącym tygodniu; obejmie także Francję, Włochy, Belgię, Węgry, Maltę i Słowację.
– Co oznacza swojego rodzaju ingerencję w plan budżetowy, czyli w przyszłość określania wpływów i wydatków budżetu danego kraju – podkreślił dr Jarosław Czaja.
Procedura nadmiernego deficytu jest uruchamiana, gdy deficyt sektora finansów publicznych przekroczy 3 proc. PKB lub dług publiczny będzie wyższy niż 60 proc. PKB.
– Będą kierowane w stronę polskiego rządu wezwania, żeby przedstawić koncepcję zmniejszenia tego deficytu w kolejnych latach – akcentował dr Andrzej Skiba, politolog.
Polska będzie mogła wybrać, czy zadania naprawcze rozłożyć na cztery czy siedem lat. Komisja Europejska swoje rekomendacje ogłosi w listopadzie.
– Mam prawo przypuszczać, że Komisja, przygotowując takie rekomendacje, weźmie bardzo serio pod uwagę fakt, że my musimy wydawać tyle na obronę – mówił premier Donald Tusk po unijnym szczycie z udziałem przywódców państw członkowskich, który odbył się w czerwcu.
Politolog dr Andrzej Skiba podkreślił, że politycy w Brukseli przez lata ignorowali rosyjskie zagrożenie. Dlatego ma obawy co do unijnych rekomendacji.
– Mam pewne obawy, do jakiego stopnia decydenci w Brukseli będą w stanie zaakceptować polską argumentację dotyczącą wojny, która toczy się obok naszych granic – powiedział dr Andrzej Skiba.
PiS planował deficyt budżetowy w tym roku na 165 mld złotych. Platforma zwiększyła go do 184 mld złotych. Ekonomista dr Marcin Kędzierski wskazał, że procedura nadmiernego deficytu osłabi i tak kruchy wzrost gospodarczy.
– Jest ona realizowana w dużej mierze w interesie niemieckich eksporterów, dlatego to sprawia, że słabnie popyt wewnętrzny. Firmy muszą nastawić się na eksport – zauważył dr Marcin Kędzierski.
Po czerwcu deficyt budżetowy wyniósł blisko 70 mld złotych.
TV Trwam News




