fot. PAP/EPA

Polsce grozi kryzys gazowy?

Skutki ewentualnego odcięcia w czerwcu dostaw gazu na Ukrainę mogą być dla Polski dwa raz bardziej dotkliwe niż w 2009 r. Rząd PO-PSL nie przygotował naszego kraju na taki kryzys gazowy.

Prezes Gazpromu Aleksiej Miller poinformował wczoraj, że Ukraina do 2 czerwca powinna zapłacić z góry za czerwcowe dostawy gazu z Rosji. Ostrzegł, że jeśli do tego czasu przedpłata nie wpłynie, od 3 czerwca dostawy gazu na Ukrainę mogą być wstrzymane.

Janusz Kowalski, członek zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mówi, że w wyniku odcięcia dostaw gazu ziemnego na Ukrainie powstanie około czteromiliardowa luka w bilansie gazowym Polski.

– Polska nie ma żadnych infrastrukturalnych możliwości, żeby sprowadzić gaz z innego kierunku niż wschodni. Rząd Donalda Tuska zaniechał projektów dywersyfikacyjnych, a jeden podstawowy projekt bardzo opóźnił (chodzi o budowę terminalu LNG). Oznacza to, że na początku czerwca istnieje prawdopodobieństwo dużego kryzysu gazowego w Polsce, dwa razy większego niż ten ze stycznia 2009 roku, kiedy Gazprom odciął dostawę do Polski 2 mld m3 gazu.  Dzisiaj może nam zabraknąć ok. 4 mld metrów  sześciennych gazu, bo mniej więcej taka ilość jest importowana z kierunku ukraińskiego w ramach realizowanego przez Gazprom kontraktu jamalskiego – mówi Janusz Kowalski.

W obecnej sytuacji będziemy musieli liczyć na KE i jej nacisk polityczny na Rosję, aby szantaż energetyczny nie został zrealizowany – dodał ekspert.

– Polska, w sytuacji w której nie ma gazociągu, nie ma terminali (a taką infrastrukturę – potrzebną do dostaw z innych kierunków – mają przecież Niemcy, Francuzi i Włosi, więc czują się zdecydowanie bardziej bezpiecznie) może liczyć jedynie na głos UE. Tylko głos całej UE może spowodować, że Rosja wycofa się z szantażu energetycznego w postaci zakręcenia kurka i, że Donald Tusk już nie popełni błędu zaniechania żądań działania całej Komisji Europejskiej w ramach tzw. solidarności energetycznej –  komentuje członekJanusz Kowalski.

Tymczasem to premier Rosji Dmitrij Miedwiediew naciska na KE. Twierdzi, że powinna ona nakłonić Ukrainę do uregulowania należności za gaz. Dług Ukrainy za odebrane paliwo osiągnął 3,5 mld USD. Termin jego spłacenia upłynął 7 maja.

Wcześniej minister energetyki Ukrainy Jurij Prodan oświadczył, że jego kraj nie będzie wnosić przedpłat za rosyjski gaz przy żądanej przez Gazprom najwyższej cenie 480 USD za 1000 metrów sześciennych.

RIRM 

drukuj