ppłk. Łukasz Ciepliński

Płk. Łukasz Ciepliński – niezłomny żołnierz w walce o Polskę

Wiele lat komuniści dbali o to, aby historia życia i śmierci Żołnierzy Niezłomnych nie ujrzała światła dziennego. Mordowani przez „polskie władze” prawdziwi bohaterowie dopiero teraz są umieszczani na pomnikach czy tablicach upamiętniających ich oddanie dla Polski. Jednym z największych herosów w walce o wolną Polskę był płk. Łukasz Ciepliński ps. „Pług”.

Łukasz Ciepliński działał w konspiracji w latach 1940-1947. W okresie 1941-44 (podczas okupacji niemieckiej oraz po wkroczeniu Armii Czerwonej) był inspektorem rzeszowskim Armii Krajowej. Do jego obowiązków należało przygotowanie inspektoratu (tj. trzech obwodów – dębicki, rzeszowski i kolbuszowski) do akcji „Burza”. Wówczas kpt. Cieplińskiemu podlegało ok. 15 tys. osób.

W 1945 r. przeniesiono go do Krakowa, gdzie został oficerem Delegatury Sił Zbrojnych, następnie oficerem Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość – kierował Okręgiem Krakowskim, później Obszarem Południowym WiN, aż awansował na prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Celem, który starał się realizować w swoich czynach Łukasz Ciepliński, było życie w wolnej i niepodległej Polsce – tłumaczy dr Mirosław Surdej.

Płk. Łukasz Ciepliński nie mógł żyć w innej Polsce niż w Polsce wolnej. To człowiek, dla którego okupacja niemiecka, sowiecka czy jakakolwiek inna była czymś psychicznie nie do przyjęcia. Żył w czasach, kiedy ludzie wychowywani byli w kulcie wolnej i silnej Polski – podkreśla dr Mirosław Surdej.

Jako młody człowiek ukończył korpus kadetów i szkołę pod oficerską. Był jednym z najlepszych elewów, śmiało można powiedzieć, że był to człowiek, którego można określić mianem elity WP.

U Płk. Cieplińskiego można dostrzec wpływy piłsudczyków, którzy wierzyli, że silna wola może zdziałać cuda. Ufał, że upór, siła, praca i poświęcenie, są w stanie odwrócić każdy zły dla Polski wyrok – mówi dr Mirosław Surdej.

Walka w konspiracji przez pewien czas prowadzona byłą skutecznie. Jednak jeden ze współpracowników Cieplińskiego zdradził i w ten sposób pomiędzy październikiem 1947 r. a styczniem 1948 r. aresztowano wszystkich najważniejszych działaczy IV Głównego Zarządu Wolność i Niezawisłość – w tym ppłk. Łukasza Cieplińskiego.

Śledztwo – bardzo brutalne i okrutne – wobec ppłk. Cieplińskiego i jego współpracowników z WiN-u trwało aż trzy lata i było prowadzone pod bezpośrednim nadzorem NKWD. Z relacji więźniów, którzy byli zamknięci razem z nim wynika, że Ciepliński bardzo często wnoszony był po przesłuchaniach do celi na kocu, gdyż nie mógł chodzić, a także stosowano wobec niego środki psychotropowe i elektrowstrząsy.

Dr Mirosław Surdej zaznacza jednak, że zarówno płk. Ciepliński, jak i jego współpracownicy mogli uniknąć takiego cierpienia.

Każdemu z więźniów – byłych działaczy IV Zarządu Głównego Wolność i Niezawisłość – zaproponowano współpracę z aparatem bezpieczeństwa i stworzenie fałszywej komendy WiN-u (która zresztą później powstała – tzw. V komenda WiN-u). Aparat Bezpieczeństwa zaproponował Cieplińskiemu i jego współpracownikom objęcie kierownictwa nad tą strukturą, ale oczywiście oni odmówili. Dlatego te tortury były tak okrutne – wyjaśnia dr Mirosław Surdej.

Oczywiście nie tylko płk. Ciepliński i jego współpracownicy byli tak okrutnie torturowani. To były pewne standardy ówczesnej władzy i każdy, kto nie zgodził się na współpracę był w ten sposób traktowany.

Pobyt w mokotowskim więzieniu w Warszawie to dla płk. Cieplińskiego ostatnia droga. Nie godząc się na współpracę z NKWD, Łukasz Ciepliński podpisał na siebie wyrok śmierci. I był tego świadomy. Codzienne cierpienie przez przesłuchania i tęsknota za rodziną spowodowały, że dziś możemy czytać jego grypsy do żony i synka.

Te grypsy wywołują skrajne wręcz emocje. Bardzo mocno chwytają za serce. Są dowodem na głęboką wiarę i patriotyzm Łukasza Cieplińskiego. Każdy, kto ma poczucie patriotyzmu i czyta te grypsy, po ich przestudiowaniu jest pod wielkim ich wrażeniem. Każdy, kto darzy uczuciem swoją ojczyznę, widzi, że Łukasz Ciepliński jest bohaterem – mówi dr Mirosław Surdej.

O płk. Łukaszu Cieplińskim można pisać w wielu wymiarach. Był znakomitym dowódcą, oddanym synem i mężem, ale miał „duszę artysty”. Jego grypsy, które pisał ołówkiem chemicznym w więzieniu, są wyrazem oddania rodzinie i ojczyźnie, która – jak powiedział przed sądem – była jego największą świętością.

Był grudzień 1950 r. „Pług”, oczekując na wykonanie wyroku w jednej cel, pisał do żony i synka, którego nigdy nie widział. Andrzejek miał wtedy 3 lata.

„Zrobiliśmy choinkę, śpiewaliśmy kolędy – w ukryciu, bo głośno modlić się nie wolno. Z wigilią, żłóbkiem, opłatkiem, drzewkiem wiążą się najpiękniejsze przeżycia, najszlachetniejsze myśli i najgłębsze wzruszenia. Staram się myślami oderwać od wspomnień, ale to niemożliwe. Wciąż widzę puste miejsce przy stole, zachwyt i radość Andrzejka przy drzewku zmieszany z Twoim bólem”.

To potajemne śpiewanie kolęd przez Cieplińskiego i pozostałych skazanych na śmierć Niezłomnych, jak również wysyłane przez niego życzenia bożonarodzeniowe, są świadectwem jego wielkiej miłości do Boga, rodziny i ojczyzny.

„Pytam, czy ofiary nasze nie pójdą na marne, czy niespełnione sny powstaną z mogił, czy Andrzejek będzie kontynuował idee ojca? Wierzę ‒ nie pójdą, sny wstaną, syn zastąpi ojca, ojczyzna niepodległość odzyska” – pisał do żony.

W tych ogromnych cierpieniach nie zapominał o swoich najbliższych, a nawet próbował im dodawać otuchy.

„Wisiu. Świętości Moje największe myślą i sercem jestem z Wami. Wiem, że Wy przy mnie. – Bądź dobrej myśli. Andrzejek śliczny a ja szczęśliwy, że wybrałem mu tak dobrą Matkę. Przebacz za przykrości. W Bogu nadzieja. Całuję mocno Ciebie i Andrzejka” – pisał do swojej małżonki.

Przez lata więziony i okrutnie katowany płk. Ciepliński, gdy tylko miał możliwość, starał się przekazać jak najwięcej swojemu synkowi. Nie wiedział, kiedy nastąpi wykonanie wyroku śmierci, więc każdy z grypsów mógł być tym ostatnim. Pisał, więc tak, jakby to miały być ostatnie jego słowa.

„Andrzejku! Wymodlony, wymarzony i kochany mój synku. Piszę do Ciebie po raz pierwszy i ostatni. W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru… Ja odchodzę ‒ Ty zostajesz, by w czyn wprowadzać idee ojca. Andrzejku, cele Twego życia to:

– służba dobru, prawdzie i sprawiedliwości oraz walka ze złem,

– dążenie do rozwiązywania bieżących problemów ‒ na zasadach idei Chrystusowej. W tym celu realizować je w życiu i wprowadzać w czyn,

– służba Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu”.

Płk. Ciepliński skierował również w jednym z grypsów swoisty apel do rodaków.

„Do braci! Walczyliśmy wszyscy za Polskę. Dzisiaj umiera[ł] będę za Nią. Zostaje Andrzeje[k]. To nasza krew i Wasz syn – Wy – jego ojcowie. Musicie zastąpić mnie dziecku. Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jed[nak] wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska. Żegnam Was i przez [Was} wasze Żony. Łu[kasz]” – pisał Żołnierz Niezłomny.

Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym powinniśmy zadbać przede wszystkim o przeżycia duchowe, ale i jak najlepszy kontakt z najbliższymi. Pamiętajmy jednak o tych, którym nie było dane spędzić świąt wspólnie z najbliższymi. Walcząc o naszą wolność, poświęcili wszystko to, co mieli najcenniejsze. Dlatego siadając do wigilijnego stołu, pomyślmy – patrząc w stronę pustego miejsca – o tych, dzięki którym możemy dziś cieszyć się pięknem dzisiejszego wieczoru w wolnej i niepodległej Polsce.

Dokument ZWZ adersowany do Cieplińskeigo

Kliknij, aby powiększyć

gryps 1a na odrębnym kartoniku

Kliknij, aby powiększyć

0412_004

Kliknij, aby powiększyć

 Materiały archiwalne dzięki uprzejmości rzeszowskiego oddziału IPN

RIRM

drukuj