fot. PAP/Jakub Kamiński

PiS otwiera restaurację „Ewa i Przyjaciele” i przypomina afery PO-PSL

Za rządów PO-PSL jedna afera goniła drugą. Było ich tak wiele, że ciężko wymienić je jednym ciągiem. O tym jak wyglądało 8 lat sprawowania władzy – najpierw przez Donalda Tuska, później przez Ewę Kopacz – ma przypominać restauracja „Ewa i Przyjaciele”.

Nazwa restauracji otworzonej przez Prawo i Sprawiedliwość nawiązuje do restauracji „Sowa i Przyjaciele”, gdzie nagrani zostali politycy Platformy Obywatelskiej. Elementami ekspozycji są m.in. zdjęcia polityków PO i PSL-u, automat do gry, zegarek czy stoliki restauracyjne, przy których widnieją kartonowe podobizny byłej wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju Elżbiety Bieńkowskiej czy byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Dodatkowo zamieszczono cytaty z rozmów, jak choćby ten o istnieniu państwa polskiego jedynie w teorii.

8 lat Platformy Obywatelskiej to jednak nie tylko afera taśmowa – przypomina Beata Szydło, kandydatka PiS-u na premiera.

Zaczęło się od afery hazardowej, przypomnę – afera stoczniowa, infoafera, afera taśmowa, te ostatnie wydarzenie dotyczące Najwyższej Izby Kontroli, ustawiania stanowisk, cała afera dotycząca PSL-u. O tym wszystkim w tej restauracji będziemy państwu przypominać – wymienia Beata Szydło.

Część afer, do których doszło za rządów koalicji PO-PSL uderzała bezpośrednio w przeciętnego Kowalskiego. Tak było w przypadku afery „Amber Gold”, za którą rachunek Polacy płacą do dziś – choć nikt nie poniósł politycznych konsekwencji – dodaje Beata Szydło.

Tysiące Polaków straciło swoje pieniądze, instytucje państwa zawiodły. Ani nadzór finansowy, ani Urzędy Skarbowe – te instytucje, które są powołane do tego, żeby pilnować pieniędzy Polaków – nie zadziałały odpowiednio. Polacy tracili pieniądze, a obecna władza mówiła, że nic nie można zrobić albo że też wszystko jest w porządku – wskazuje Beata Szydło.

Platforma Obywatelska za każdym razem broniła się przed powołaniem komisji śledczych, bagatelizując wagę każdej afery. Wciąż może także liczyć na przychylność prorządowego „Newsweeka”. Pismo prowadzone przez Tomasza Lisa próbuje wmówić, że za aferą taśmową stoi Prawo i Sprawiedliwość. W całej sprawie doszukuje się wątku politycznego.

To są kolejne konfabulacje tej gazety. Pan Lis prowadzi swego rodzaju osobistą wojnę z naszym ugrupowaniem. O ile robi to w „Newsweeku”, to jest to na koszt prywatnego niemieckiego wydawcy. Gorzej, jeśli robi to w telewizji publicznej, a niestety zbyt często mu się to zdarza. Myślę więc, że należy to traktować w kategoriach wojny politycznej tego pana, który wychodzi z roli dziennikarza. Jest to jak najbardziej konfabulacja, ale też próba odwrócenia uwagi od istoty tego, czym jest afera taśmowa. Ta afera tak naprawdę nie polega na tym, że ktoś kogoś nielegalnie nagrał, ale na tym, że członkowie elity i obecnej władzy za pieniądze publiczne bawili się na nasz koszt i mówili rzeczy niesłychane – komentuje sprawę Mariusz Kamiński, poseł PiS i były szef CBA.

Zdaniem dziennikarzy „Newsweeka” to właśnie afera taśmowa była początkiem końca Platformy Obywatelskiej – dlatego właśnie oskarżają opozycję, która dla politycznych korzyści rzekomo ma stać za aferą.


TV Trwam News/RIRM

drukuj