fot. flickr.com

Obostrzenia w Brukseli dotykają codziennego funkcjonowania unijnych instytucji

W Brukseli powstają coraz to nowe obostrzenia mające związek z tym, że coraz więcej ludzi zaraża się w tym mieście koronawirusem. I tutaj nie chodzi już tylko o zamknięcie siłowni, parków rozrywki, kawiarni czy placów zabaw. Problem dotyka coraz bardziej sprawy normalnego funkcjonowania unijnych instytucji. Ostatnio ważne decyzje zapadły w Parlamencie Europejskim.

Prezydium Parlamentu Europejskiego podało informację w sprawie ograniczenia do minimum zagrożenia dla zdrowia europosłów, personelu i innych osób pracujących w tej instytucji. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, David Sassoli, podjął decyzję, że posiedzenia organów kierowniczych PE, posiedzenia plenarne oraz zwyczajne i nadzwyczajne posiedzenia komisji oraz grup politycznych będą odbywać się zdalnie, bez fizycznego udziału europosłów lub tylko w należycie uzasadnionych przypadkach. Chodzi tutaj o możliwość organizowania tzw. posiedzeń trójstronnych na szczeblu politycznym. Taka decyzja związana jest z rozprzestrzenianiem się COVID-19 na terenie Brukseli i potwierdzonych przypadkach zachorowań w Parlamencie Europejskim. Problem uczestnictwa w obradach tej instytucji komentuje były wiceprzewodniczący PE, europoseł Ryszard Czarnecki

– Prezydium Europarlamentu w trybie obiegowym podjęło decyzję o hibernacji, zamrożeniu prac Parlamentu Europejskiego do końca listopada co najmniej. Mówi się w kuluarach, że nawet do końca roku. Tylko przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Włoch Sassoli, będzie obecny i pojedyncze osoby z administracji. Posłowie będą ewentualnie mogli głosować zdalnie w czasie posiedzenia plenarnego europarlamentu w listopadzie. Powodem, czy pretekstem tej decyzji jest to, że 4 proc. mieszkańców Brukseli miesięcznie zaraża się COVID-19 i ta skala jeszcze się zwiększa – mówi Ryszard Czarnecki.

Szefowie frakcji politycznych będą otrzymywać na bieżąco informacje dotyczące przyszłych decyzji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Sytuacja ma być monitorowana.

Dawid Nahajowski, Bruksela/RIRM

drukuj