fot. ipn.gov.pl

[NASZ WYWIAD] Prof. T. Wolsza: Nie możemy przestać odpowiadać na próby rozmywania rosyjskiej odpowiedzialności za Zbrodnię Katyńską

Do 19 marca uczniowie szkół ponadpodstawowych mogą nadsyłać prace na konkurs „Polskie serce pękło. Katyń 1940” organizowany przez Kancelarię Sejmu. W drugiej edycji konkursu przygotowano trzy kategorie. Pierwsza to zaprojektowanie plakatu poświęconego Zbrodni Katyńskiej. W drugiej kategorii organizatorzy czekają na tekst piosenki lub ballady. Trzecia dziedzina to praca pisemna na temat: „Współczesny wymiar kłamstwa katyńskiego”. Z historykiem prof. Tadeuszem Wolszą, wiceszefem Kolegium IPN, przewodniczącym komisji konkursowej rozmawia Zuzanna Dąbrowska.

To już druga edycja konkursu. Młodzież chce zajmować się tematem Zbrodni Katyńskiej?

Historyk prof. Tadeusz Wolsza, przewodniczący komisji konkursowej: Tak. Przypomnę, że w roku ubiegłym otrzymaliśmy ponad 600 prac. Teraz dodaliśmy nową kategorię. Pierwsza to plakat, druga praca pisemna z bardzo mocnym akcentem współczesnym i trzecia konkurencja, czyli tekst ballady. W ubiegłym roku, kiedy ogłosiliśmy konkurs na pracę literacką, ku naszemu zdziwieniu, ale też ogromnemu zadowoleniu, wpłynęło kilkadziesiąt utworów literackich w postaci właśnie poezji. Była ona do tego stopnia interesująca, że pokazała nam ogromne możliwości młodych autorów. Dlatego w tym roku pani marszałek Elżbieta Witek podpowiedziała, że można zaryzykować nową konkurencję, nowy sposób wykazania się talentem przez młodych autorów i stąd właśnie pomysł na tekst piosenki.

Dlaczego jako temat pracy pisemnej postawiono problem współczesnych prób zakłamywania prawdy o Zbrodni Katyńskiej?

Dominują dwa aspekty: aspekt historyczny, który oczywiście jest najważniejszy, ale również to dotyczy współczesności, czyli polityki historycznej oraz współczesnego wymiaru kłamstwa katyńskiego. W przestrzeni publicznej, w różnego rodzaju publikacjach – mówimy tutaj o publikacjach, które ukazują się poza granicami Polski – często pojawiają się różnego rodzaju tezy, które kwestionują nie samą zbrodnię, bo tego nikt nie zakwestionuje, ale sprawców zbrodni, termin, jej okoliczności. To powoduje, że zasadne wydaje się wracanie do tej sprawy, bo gdybyśmy to pozostawili bez komentarza, bez jakiegoś przypisu i refleksji, to jak pokazują liczne przykłady, i na tym wycinku naszej historii zaczną pojawiać się publikacje, filmy, sztuki teatralne, w których odpowiedzialność NKWD i Związku Sowieckiego za mord polskich oficerów będzie negowana. Żyjemy w takich czasach, że ten temat powinien być mocno akcentowany. Mamy bogatą literaturę przedmiotu i myślę, że młodzież  poradzi sobie z tematem doskonale.

Przykładów rozmywania odpowiedzialności ze strony Rosji jest wiele. W 80. rocznicę Zbrodni Katyńskiej rządowa rosyjska agencja RIA Nowosti opublikowała artykuł pod tytułem „Rozkręcanie Katynia poparł Hitler. Kto tak naprawdę mordował Polaków?”. W maju ubiegłego roku w Twerze zdemontowano tablice upamiętniające ofiary Zbrodni Katyńskiej.  Pojawia się pytanie, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Rosja, choć przecież przyznała się do sprawstwa, dzisiaj chce zrzucić z siebie odpowiedzialność?

Mogę się jedynie domyślać, bo odpowiedź na to pytanie będzie znał prezydent Rosji i jego najbliżsi współpracownicy w Moskwie. Widzę to jako prowadzenie polityki historycznej, która ma jasno określony cel. Rosjanie niechętnie przyznają się do zbrodni, których dopuścili się w przeszłości. Oczywiście nie mówię o całym narodzie rosyjskim, bo on jest Bogu ducha winny, ale mam tutaj na myśli tych, którzy Związkiem Sowieckim, Rosją bolszewicką rządzili przez wiele lat i dopuszczali się tych zbrodni na masową skalę. Nie bez znaczenia jest tu także fakt, że te zbrodnie popełniali na obywatelach własnego państwa – miliony osób w łagrach, miliony osób zamordowanych w egzekucjach. Ale tych zbrodni dokonywano też na najbliższych sąsiadach. I to jest próba odwrócenia tej niekorzystnej opinii o swoim państwie. Jeżeli jest jakaś okazja, by na przykład wykorzystać to, że kiedyś ktoś mówił, że niekoniecznie Zbrodni Katyńskiej musieli dokonać  Sowieci w 1940 roku, ale równie dobrze mogli to zrobić Niemcy w 1941 roku, to dlaczego nie skorzystać z takiej okazji?

Mamy do czynienia z Anty-Katyniem 2.0?

Anty-Katyń to nie jest problem wskazania Niemców jako sprawców, ale poszukania w  historii takiego wydarzenia, które będzie wskazywało Polskę i Polaków jako zbrodniarzy. Wyrównania win. Anty-Katyń dotyczy przede wszystkim wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Mówi się, że no dobrze, zamordowaliśmy polskich oficerów w Katyniu, ale przecież Polacy też nie są bez winy, bo wystarczy przypomnieć losy żołnierzy, którzy dostali się do polskiej niewoli. Sprawa oczywiście miała miejsce. Jeńcy umierali, ale był to efekt głodu, trudnych warunków. Idea Anty-Katynia pojawiła się w okresie rządów Michaiła Gorbaczowa, kiedy Rosja przyznała się do zbrodni, ale natychmiast zaczęto szukać win polskich, wyolbrzymiać je, przekłamywać i wprowadzać do dyskursu. Tak wygląda narracja Rosji i dlatego każda inicjatywa pokazująca prawdę – podejmowana przez polskie instytucje na czele z Instytutem Pamięci Narodowej, agendy rządowe i ministerstwa – jest ważna i potrzebna.

Skoro współczesna Rosja, której doktryną państwową jest podtrzymywanie sentymentu i czci wobec imperialnej przeszłości, czego dowodem jest huczne świętowanie 9 maja, rozmywa swoją odpowiedzialność za Zbrodnię Katyńską, to czy mają w ogóle sens próby rozmowy historyków polskich i rosyjskich, wspólnego mówienia o faktach? Może trzeba pogodzić się z agresywną polityką historyczną Rosji wymierzoną w Polskę i skupić się na kreowaniu własnej, atrakcyjnej i skutecznej narracji?

Rozmawiać trzeba. Chociażby tylko po to, żeby może uzyskać dostęp do dokumentacji, do której jeszcze nie udało nam się dotrzeć. Mam na myśli IPN, który zabiega o dokumenty. Ich wymiana  ze strony rosyjskiej w pewnym momencie została zahamowana i nie możemy już korzystać z tej dokumentacji, która byłaby potrzebna do wyjaśnienia istniejących wciąż niejasności. Zablokowany został dostęp polskich historyków do dokumentacji rosyjskiej i z tego powodu ten dialog jest wskazany. Rosja stoi na stanowisku, że skoro się prowadzi politykę zakłamania, to każde ułatwienie, każdy dokument, który by wskazywał na odpowiedzialność Związku Sowieckiego, nie powinien trafić w „niepowołane ręce”. Trzeba jednak powiedzieć, że nie wszyscy Rosjanie i rosyjscy historycy płyną z nurtem kremlowskiej narracji. Jest organizacja „Memoriał” kultywująca pamięć o zbrodniach sowieckich. Są to wspaniali ludzie, którzy przygotowują nowatorskie publikacje. Nie tylko podają rękę polskim historykom, dziennikarzom i zdobywają dla nas bezcenne dokumenty i źródła, ale sami przecież przygotowują prace o kapitalnym znaczeniu. Mają świadomość tego, że rosyjskie społeczeństwo musi się dowiedzieć, jaką Rosja miała historię i jakie to były mroczne czasy.

Czy sam pomysł na konkurs o Zbrodni Katyńskiej to odpowiedź na niewystarczającą edukację w tym zakresie w polskich szkołach czy raczej kolejna z form popularyzacji wiedzy na temat wydarzeń z 1940 roku?

Zbrodnia ta jest obecna w podręcznikach, jest obecna w programach szkolnych. To nie te czasy jak przed rokiem 1989,  kiedy na próżno było szukać w podręcznikach informacji o Zbrodni Katyńskiej jako zbrodni sowieckiej. Ten okres w polskiej historii minął bezpowrotnie. Młodzi Polacy nie mają dziś problemu ze wskazaniem, kto mordował w 1940 roku. Aczkolwiek w różnych  sondażach widać, że część starszego pokolenia nie potrafi wskazać odpowiedzialnych za mord lub wskazuje ich błędnie. To pokazuje, że przekaz wpojony w trakcie edukacji, pomimo pozyskiwania nowej wiedzy w trakcie życia, skuteczne formuje nasze myślenie i sądy. Dlatego musimy dbać o prawdę, bo jeżeli przestaniemy o niej mówić, przestaniemy o niej pisać, kiedy nie będziemy znali losów polskich bohaterów 1940 roku, a także chwalebnych kart naszej historii, możemy zatracić tożsamość.  To jest zadanie nie tylko szkoły, ale też różnych instytucji. Instytut Pamięci Narodowej ma rozbudowany pion edukacji, który wydaje książki popularnonaukowe, biuletyny oraz materiały pomocnicze dla nauczycieli.

Zuzanna Dąbrowska, RIRM

drukuj