fot. arch Kpt. Ł. Warmijaka

[NASZ WYWIAD] Kpt. ż.w. Ł. J. Warmijak: Jezus daje pokój i pojednanie

Chrystus zmartwychwstał, Alleluja! Prawdziwie Zmartwychwstał, Alleluja! Tak właśnie rozpoczęła się Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego na statku, a raczej powinienem napisać: „Christ is risen! Truly, He is risen!” Dlatego, że pierwszym napotkanymi byli kucharz i steward – Filipińczycy. Zaraz potem na śniadanie zszedł starszy mechanik, Rosjanin, więc było „Hristos voskres! – Voistinu Voskres!” i z tym samym pozdrowieniem dołączył elektryk, z Ukrainy … . Jezus daje pokój i pojednanie. Zobaczcie Państwo: Polak, Rosjanin, Ukrainiec przy jednym stole, pozdrawiający się słowami radości ze zmartwychwstania Jezusa! powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja kapitan żeglugi wielkiej Łukasz Jerzy Warmijak, który Wielkanoc wraz z załogą spędza u wybrzeży Pakistanu.

Nie tak dawno podzielił się Pan na Twitterze radością, że w końcu może uczestniczyć na statku – wiele kilometrów od domu – we Mszy św. w swojej parafii. To wszystko jednak „dzięki” pandemii koronawirusa, która panuje na świecie. Była u Pana pewna szczególna radość z uczestnictwa akurat w takim miejscu w Mszy św., jak Pan przeżył tą szczególną Eucharystię?

Rzeczywiście, do tej pory uczestniczyłem we Mszach świętych czy innych nabożeństwach transmitowanych głównie przez Radio Maryja czy z kościołów, których transmisje internetowe można znaleźć na [stronie] o.o. Chrystusowców Msze Święte On-line.  Każda Msza św. jest dla mnie radością, w czasie, gdy jestem na lądzie staram się uczestniczyć codziennie jako lektor, troszkę kantor i służąc przy ołtarzu. I dlatego właśnie możliwość, która otworzyła się „dzięki” pandemii – transmisja nabożeństw na żywo z parafialnego kościoła – sprawiła mi tak wielką radość. Zaraz po rodzinie to parafia jest miejscem, gdzie doświadcza się wspólnoty w Kościele. Nasze Domowe Kościoły tworzą Kościół Parafialny wraz z naszymi bliskimi księżmi. To w parafii Kościół ma konkretną twarz: księdza proboszcza, księży wikarych, organisty, kościelnego, sąsiada, przyjaciela ze wspólnoty, starszej Pani i starszego Pana siedzących zawsze w tej samej ławce. To jest najbliższy mi Kościół. Stąd ta „szczególna” radość. To radość z bycia z bliskimi.

Przeżywaliśmy szczególny Wielki Post. Większość Polaków nie mogła fizycznie uczestniczyć w Eucharystii, Drodze Krzyżowej, Gorzkich Żalach, to nowa sytuacja, ale też duży dramat. Dla kogoś, kto przez pół roku przebywa na morzu to jednak „nie pierwszyzna”. Jak Pan Kapitan radzi sobie z sytuacją, kiedy jedyne dostępne nabożeństwa to te online i to nie zawsze, bo jest przecież też problem z dostępnością do internetu? Jak duchowo najlepiej w takiej sytuacji przeżyć najważniejsze dla chrześcijan święta?

W rozmowach na statku, pomiędzy marynarzami zauważyliśmy to samo: izolacja, samotność – dla nas nie jest tak wielkim problemem jak dla większości ludzi na lądzie. My siłą rzeczy jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Nasz „świat fizyczny” to mała, stalowa wysepka na oceanie. Dwieście metrów długa, trzydzieści szeroka, to kabina z łóżkiem i biurkiem, komputer, telefon i tak przez parę miesięcy w roku. Dla większości marynarzy to dwie trzecie czasu. Jesteśmy nauczeni praktyką życia radzić sobie z tym, pisałem o tym ostatnim razem, każdy z nas inaczej sobie z tym radzi [czytaj więcej].

Staram się by moje życie duchowe było w stałej łączności z Kościołem, by uczestniczyć duchowo w tym samym w czym uczestniczy moja Rodzina, parafia, diecezja, Ruch Światło-Życie, którego członkami wraz z żoną jesteśmy. Staram się duchowo” nie być sam”. Wspaniałą pomocą są w tej chwili aplikacje podające czytania „z dnia”, liturgię godzin, komentarze. Od tego zaczyna się mój dzień, od informacji z kalendarza liturgicznego, czytań z dnia, krótkiego rozważania, medytacji i modlitwy. W ten sposób jestem z Kościołem, próbuję utrzymać jedność.

Będąc na morzu nie można jeszcze za bardzo polegać na internecie i transmisjach. Owszem, w niektórych portach mamy dostęp do szybkiego internetu, można uczestniczyć w nabożeństwach na żywo, ale to jeszcze rzadkość. Dlatego przede wszystkim polegam na osobistej modlitwie i czytaniu Słowa Bożego. W tym roku skorzystałem z diecezjalnych (pelplińskich) rekolekcji wielkopostnych opublikowanych w internecie. W każdy piątek Wielkiego Postu modliłem się drogą krzyżową czytając lub słuchając rozważań, między innymi śp. ks. Pawlukiewicza.

Oczywiście czekam na wiadomości z domu, od Rodziny. Zawsze dzielimy się naszymi przeżyciami, modlitwą, staramy się modlić w tym samym czasie, w tych samych intencjach. Dostaję z domu zdjęcia Rodziny przy świątecznym stole, przy wspólnej pracy w kuchni, przygotowaniu domu na święta czy z przygotowań do uroczystości w parafii.

Jak po takim czasie fizycznej nieobecności na Eucharystii później docenia się to co jest, chociażby w rodzinnej parafii?

W rodzinnej parafii Pan Jezus uobecnia się w Eucharystii tak samo jak w Bazylice Świętego Piotra! Naprawdę, nie ważne, gdzie uczestniczymy we Mszy świętej, zawsze jesteśmy w tym samym miejscu: w Wieczerniku, na Golgocie i w końcu przy pustym grobie!  Wielką radością jest być przy ołtarzu, móc przystąpić do sakramentów. Tego brakuje na statku. I bliskich, z którymi mogę przekazać sobie znak pokoju.

Pandemia koronawirusa, to na pewno wielki dramat, ale czy właśnie z pewnej odległości, własnego doświadczenia, można dostrzec pewne plusy, jeśli chodzi o szeroko rozumianą ewangelizację? Kiedyś mieliśmy online dostępne Mszę św. w mediach publicznych, diecezjalnych, Radiu Maryja – dzisiaj niejako ta sytuacja zmusiła do szerokiej ewangelizacji online. Jest to dostrzegalne z dużej odległości?

Nie nazywałbym transmisji w mediach ewangelizacją. Nie nawróci się nikogo nadając przez  internet i inne media nabożeństwa, Msze święte, przemówienia, homilie. To nie w tym rzecz. Nie ma lepszej ewangelizacji niż przez przykład własnego życia: „Zobaczcie jak oni się miłują”.

Obecność Kościoła w mediach teraz, w okresie ograniczonego fizycznego dostępu do świątyń ma pomóc nam, wierzącym pozostać w łączności z Kościołem, w jedności z Chrystusem, by poprzez systematyczną wspólną modlitwę, najpierw budować dziecko Boże w sobie. By nie zostać gdzieś, nie zagubić się „po drodze”. Nie utracić nadziei. Karmić się Słowem Bożym.

Bardzo cieszę się z ogromnej ilości duchowych treści dostępnych teraz w internecie. Pomagają w duchowym rozwoju, ale nic nie zastąpi konkretnego spotkania człowieka z człowiekiem i człowieka z tajemnicą Boga w sakramencie Eucharystii.

Jak pan Kapitan patrzy na całą sytuację pandemii w Polsce i na świecie, gdzieś z pokładu statku na oceanie? Jak ta sytuacja jest odczuwalna chociażby w różnych portach, gdzie się zatrzymujecie?

Widać wpływ epidemii na przewozy morskie. Jest wyraźnie mniej ładunku. Wpływ epidemii i podejmowanych przez państwa na całym świecie ograniczeń, reguł postępowania, załamanie się łańcuchów dostaw. Cóż, zostawię te rozważania fachowcom, ekonomistom.

Na statku musimy być szczególnie ostrożni by nie dopuścić do zarażenia się wirusem. W tej chwili zmiany załogowe są odwołane, nie ma możliwości zamustrowania nikogo nowego na statek. Zarażenie się jednego z nas – oznacza z całą pewnością chorobę wszystkich na statku. To mała, zamknięta przestrzeń. Dlatego w portach nikt z załogi nie schodzi na ląd, na statek wchodzą tylko piloci portowi, agenci i pracownicy portowi konieczni do prac ładunkowych – ci ostatni nie mają kontaktu z załogą. A wszyscy obowiązkowo noszą maski ochronne i rękawiczki. Tak samo członkowie załogi, którzy mają jakikolwiek kontakt z ludźmi z zewnątrz muszą nosić maseczki, rękawiczki i pamiętać o częstej dezynfekcji rąk i ubrań. Ponadto utrzymujemy odległość minimum dwóch metrów od ludzi z zewnątrz przebywających na statku. Armator zadbał o wyposażenie nas we wszystkie podstawowe, potrzebne do ochrony przeciwwirusowej środki.

W wypadku zarażenia się załogi statek musiałby zatrzymać się, przejść kwarantannę, jak pisałem wyżej, nie jest możliwa w tej chwili wymiana załogi.

Jak Wielki Tydzień czy sama Wielkanoc wygląda konkretnie u Pana na statku? Widać naocznie ten szczególny czas czy jest to w ogóle możliwe, przecież cały czas trwa rejs.

Niestety, w tym roku w Wielkanoc (jest godzina 11.13 poranku Niedzieli Wielkanocnej, kiedy to piszę) jesteśmy w środku operacji ładunkowych w Port Qasim w Pakistanie. Za trzy godziny mamy wychodzić na kolejne trzy godziny w morze i wchodzić do Karaczi. Tak, że dzisiaj niestety nie ma możliwości nawet wspólnego śniadania, obiadu czy w ogóle już świętowania – tak jak na przykład udało nam się w ostatnie Boże Narodzenie – wspólna modlitwa i wieczerza wigilijna.

Jedyne co udało się zrobić to świąteczne menu obiadowe, będzie delikatnie ostro-kwaśna zupa z owoców morza, „sea-food chowder” na bazie kremu z dyni i łososia, z krewetkami i kalmarami. Kucharz obiecał na główne danie steki wołowe na życzenie, będą też lody na deser.

Może Pan Kapitan przygotowuje coś specjalnego w kuchni?

Jako, że sprawy posiłków spokojnie mogłem oddać w ręce naszego kuka – Josepha, mogłem zająć się tym co jest moim hobby: wypiekami. Na święta upiekłem chleb pszenny na pszennym zakwasie, bułki pszenne, francuskie rogale maślane (croissant’y), a ze słodkości to drożdżówkę z różnymi bakaliami, glazurowaną lukrem rumowym i cukrem pudrem.

***

Pragnę podziękować portalowi Radia Maryja za kolejną możliwość  podzielenia się z Państwem swoimi myślami i życzę nam wszystkim nadziei na szybkie ustanie stanu pandemii i stałej radości ze zmartwychwstania Pana Jezusa, oraz by ta radość wewnętrzna przekładała się na nasze relacje z najbliższymi.

Z Panem Bogiem

Kpt. ż.w. Ł. J. Warmijak

 

 

 

Paweł Palembas, radiomaryja.pl

drukuj