[NASZ TEMAT] Ks. A. Kwiczala posługujący m.in. w Lubieszowie i Maniewiczach na Ukrainie: Kiedy w tygodniu wierni nie mogli uczestniczyć we Mszy św. to był szok. Ławki były puste, a łzy napływały z nerwów i z żalu. Wschód już to przeszedł, gdy kościoły były zamknięte 

Serce bolało, to był straszny szok, kiedy w ciągu tygodnia wierni nie mogli uczestniczyć we Mszy św. Mieliśmy godzinę policyjną i straszne kary, jeżeli ktoś wyszedłby bez potrzeby. Włączała się fantazja, wyobrażało się tłumy w kościele, a ławki były puste, łzy napływały z nerwów i z żalu. Wielki Czwartek i Wielki Piątek bez wiernych. Taką sytuację tylko księża mogą zrozumieć, co się czuło. Serce bolało, jeżeli nikogo nie było, bo nie mogło być. To był niesamowity egzamin na człowieczeństwo, na wiarę. Ludzie też to przeżywali, cierpieli przez zakaz chodzenia do kościoła. Nie można wiernych całkowicie odizolowywać. Wschód już to przeszedł, kiedy kościoły były zamknięte  – powiedział ks. Andrzej Kwiczala, od 20 lat posługujący na Ukrainie, wspominając najgorszy czas pandemii. Kapłan wskazał, że nie wyobraża sobie, iż po tegorocznej Pasterce nie będzie mógł osobiście podzielić się ze swoimi parafianami opłatkiem. To jednoczy, to jest właśnie wigilijne ciepło – mówił.

Lubieszów i Maniewicze to miejscowości w obwodzie wołyńskim na Ukrainie znajdujące się na historycznym Polesiu. Lubieszów ma ok. 8 tys. mieszkańców, Maniewicze 12 tys.

Sporo młodych małżeństw wyjechało do Polski lub Kanady. Młodzież pojechała na studia i już nie wróciła. W obecnej sytuacji ekonomiczno-politycznej  na Ukrainie ludzie uciekają z małych miasteczek. Brak pracy i wysokie podwyżki powodują, że aby można było się utrzymać, ktoś z rodziny udaje się do pracy za granicę. Podniosła się średnia wieku. Lubieszów zrobił się starym miasteczkiem, a w Maniewiczach przekraczamy średnią wieku 50 lat, i to mocno – mówił ks. Andrzej Kwiczala.

Mimo tegorocznych warunków i utrudnień w Adwencie udało się przeprowadzić tradycyjną akcję mikołajkową. Pomógł Wołyński Rajd Motocyklowy grupa z Zamościa, polski konsulat, osoby prywatne z Tarnobrzegu, pani Marta Wojnarowska z „Gościa Niedzielnego” i miejscowi, z których każdy podrzucił, co mógł.

To akcja skierowana do osób pochodzenia polskiego, ale nie tylko, bo i czeskiego i Ukraińców. Są to osoby samotne, od wiek wieków w Kościele. Paczki to przede wszystkim żywność, środki czystości, oczywiście dla dzieci słodycze. Wszystko odbywało się w spowolnionym tempie, ale daliśmy radę – wskazał kapłan.

Ksiądz proboszcz z Kresów prowadzi tzw. Bank Żywności, z którego pomoc kierowana jest do najbardziej potrzebujących.

Bywają sytuacje, że emerytura nie wystarcza na opłaty, na leczenie, na żywność. Tym osobom od czasu do czasu trzeba pomóc. W sytuacji z pandemią niektórzy przyznali, że jest naprawdę źle. To wysokie zaufanie do mnie, iż mówią, że sprawa jest głodowa. W takiej sytuacji te kilka paczek makaronu dać należy, jak przyszli, to ufają, że ksiądz pomoże. Nigdy nie ukrywałem, że pomagam każdemu w ciężkiej sytuacji, nie tylko tym, którzy mają Kartę Polaka, polskie pochodzenie, dzieciom i dorosłym – akcentował ks. Andrzej Kwiczala.

Kapłan na terenach Polesia posługuje już 20 rok i nie ukrywa, że zna miejscowych ludzi, a wśród nich są m.in. lekarze, nauczyciele, którzy żyjąc skromnie, świadomie nie wyjechali do Polski, nie zostawili miejscowych mając świadomość, co stałoby się gdyby ich zabrakło.

Oni nie zdążyli czy nie chcieli założyć rodzin i zostali na starość na czyjejś łasce. Skoro w Lubieszowie i Maniewiczach utrzymywali Polskę, to jesteśmy winni im pomoc. Poświęcili swoje życie, młodość, talent, ale na starość zostali sami (przysłowiowy kwiatek i dyplom z podziękowaniem na urodziny od władz, a realna pomoc, to dwie różne rzeczy). Te osoby, utrzymując polskość, wiarę, odzyskując kościoły, starając się zrobić przy nich, ile mogą, zasługują teraz na naszą pomoc. Kiedy mieli siły, robili dużo. Niektórzy z nich starzeli się przy mnie, pamiętam jak nosili na własnych plecach materiały budowlane, a teraz ledwo chodzą, wręcz leżą w łóżkach – podkreślił duchowny.

Kapłan wskazał, że pomoc z parafii kierowana jest także do sierot, osób niepełnoletnich lub do tych mniej zaradnych życiowo.

Pomagamy obecnie m.in. młodej wdowie z malutkimi dziećmi – niestety rodzina męża wyrzuciła ją zaraz po pogrzebie. Zaczęła pracę na poczcie, która jednak nie jest adekwatna z zapłatą na utrzymanie rodziny. Drugą panią – matkę trojga małych dzieci – mocno dotknęła sytuacja związana z obecnymi podwyżkami. Ona jednak cały czas pomaga w kościele, płaci za kościół rachunki i w jakiś sposób trzeba jej się odwdzięczyć, pomóc wychować dzieci, tym bardziej, że późno wychodziła za mąż. Jest też babcia Maria, która praktycznie do 90 roku życia pomagała we wszystkim, a w chwili obecnej niestety zaczęła ślepnąć, siły ją opuściły, nie ma rodziny, ostatnio złamała nawet rękę. Trzeba jej pomóc narąbać drzewa, przywieźć pokrojoną żywność, by mogła dać sobie radę –  mówił proboszcz parafii w Lubieszowie i w Maniewiczach.

Jest małżeństwo nauczycielskie, które bardzo cierpi, ponieważ żyło pracą z młodzieżą, a teraz na skutek pandemii przez to, że są już 60 plus i znajdują się w izolacji, nie mogą nawet dorabiać korepetycjami. W chwili obecnej to, co mają nawet z naciągnięciem nie wystarcza im do końca miesiąca – dodał.

Ks. Andrzej Kwiczala zwrócił uwagę, że są sytuacje, w których trzeba załatwiać pampersy, a te na Ukrainie są bardzo drogie. Zresztą nie tylko pampersy, największym problemem jest chciwość rządu i biznesmenów.

Bardzo podnieśli ceny na prąd. Czasami jest to ponad połowa emerytury, do tego jeśli mieszka się w bloku, to dochodzą opłaty komunalne za wodę, kanalizację, daj Boże, jak zostanie na 20 bochenków chleba, już nie mówiąc o leczeniu. Nasza część Maniewicz nie ma kanalizacji. To wszystko trzeba wywozić. Maniewicze nie mają gazu, Lubieszów ma, ale tam przez to dochodzą opłaty. Ukraina ma wyższe ceny gazu niż w Europie, ceny nieadekwatne do emerytur, do wypłat. Wiem, że w Polsce też było kilka podwyżek, ale jeszcze nie odbiło się to tak na emeryturach, na wypłatach, to jest jakiś procent. Na Ukrainie, kiedy przychodzi podwyższa to jest to od razu duży cios. Mówiąc obrazowo, np. jeżeli w Polsce chleb kosztuje 2 zł i mamy podwyżkę, to może być np. 2,03zł. Tutaj jeżeli chleb kosztował przykładowe 2 zł, to nagle będzie trzeba za niego zapłacić 2,50 czy 2,70 – akcentował ks. Andrzej Kwiczala.

Na szczęście, jak podkreślił duchowny, w miarę możliwości każdy stara się każdemu pomóc.

Są osoby, które mają kawałek pola i podarują innym ziemniaki na zimę, czy np. marchewkę. Proboszcz również zawsze dostaje w produktach. Szczerze powiem, że jak miałbym kupować na bazarze, to nawet drożej bym wyszedł. Kiedy jadę na wieś odprawić Mszę św., gdzie odbywa się ona po domach, to czasami dostanę parę hrywien, ale najczęściej są to produkty rolne: jajka, ziemniaki, mleko, chleb, masło. Tak samo jest między ludźmi. Jeżeli ktoś jest w takiej sytuacji, że nie ma, to podzielą się. Tutaj ludzie pomagają sobie w nieszczęściu. Cały czas powtarzam, że nas, katolików, jest za mało, żebyśmy jeden o drugiego nie mieli zadbać – podkreślił.

Jak powiedział ksiądz proboszcz, każdy kij ma dwa końce i kiedy są pogrzeby, to jest tragedia, ponieważ w takich małych społecznościach jest bardzo mocna emocjonalna wieź.

Wszyscy się do siebie przyzwyczajamy. Jakby nie było, zacząłem 20-rok posługi, czyli jestem tu kawał czasu. Wiele dzieci wyrosło na moich oczach, niektóre uczyłem. Wiele osób się przy mnie zestarzało, co prawda też się zrobiłem o 70 kg starszy, ale jakby mi ktoś powiedział na początku kapłaństwa, że będę żył o żebranym chlebie i prosił o niego dla ludzi, to bym nie uwierzył. Wiedziałem, że idąc na Wschód będzie ciężko, nie spodziewałem się, że aż tak. Z drugiej strony – mogę wrócić do Polski, tylko szkoda teraz tych ludzi, bo komu ich zostawić? – powiedział ksiądz proboszcz.

Ks. Andrzej Kwiczala wskazał także, że jeśli w obecnej sytuacji epidemicznej chciałby przyjechać do Polski, to musiałbym wziąć przynajmniej sześć tygodni urlopu.

– Przez pandemię są problemy z moim wyjazdem do Polski, żeby nie dostać kwarantanny. […] Musimy kombinowanie skąd dostać leki, ponieważ Ukraina postąpiła nie fair wobec ludzi, nie pozwalając przerzucać leków przez granicę – akcentował ks. Andrzej Kwiczala.

Kapłan oficjalnie ma na Ukrainie dwie parafie: Maniewicze, znane z Legionów ze względu na bitwę pod Kostiuchnówką i Lubieszów, który słynął z gimnazjum Pijarów, gdzie kształcił się m.in. Tadeusz Kościuszko.

Była jeszcze parafia na terenie poligonu doświadczalnego Czersk. Niestety życie się powoli wykruszyło i jeżdżę tam tylko od czasu do czasu odprawić Mszę św. na cmentarzu (jak ktoś poprosi) albo na Wszystkich Świętych. Dla tych, którzy tam pozostali, dla Polaków (są jeszcze 4 osoby), trzeba przyjeżdżać, chociażby zainteresować się, czy mają coś do jedzenia, czy są zdrowi, czy czegoś nie potrzebują – mówił.

W Lubieszowie kościół i część klasztoru pokapucyńskigo w latach 90. udało się odzyskać od władz (stało się to dzięki staraniom o. Jana Mucharskiego OFMCap – jedynego miejscowego zakonnika, który przeżył rzezie na Polesiu). W drugiej części klasztoru nadal mieszka i pracuje policja wraz z prokuraturą, i to jest główny problem, ponieważ –  jak powiedział kapłan – nie dbają oni o mienie.

Mamy tego pecha, że w kaplicy klasztornej została zrobiona kotłownia, której rury przechodzą przez naszą część klasztoru. Nie dbają o to i kiedy ona popęka, będziemy mieli zalanie. Naszą połowę klasztoru – na miarę możliwości – odnowiliśmy. Na nową konstrukcję położyliśmy blachę, powinno to nam służyć – wskazał ks. Andrzej Kwiczala.

Największym problemem dla miejscowej społeczności i księdza proboszcza jest dach kościoła, który znajduje się w fatalnej kondycji. Zaczyna się łamać, mimo prób doraźnego stemplowania.

Na naprawę potrzeba ok. 70 tys. zł. To dla mnie środki nie do zdobycia. Mam uzbierane 12 tys., ale do 70 nie dociągnę. Ratowaliśmy dach jak mogliśmy, ale on zaczyna przeciekać. Ciężko znaleźć sponsorów przy organizacjach charytatywnych, nawet patrząc pod kątem, że jest to zabytek. Niektórzy tłumaczą sobie, że to jest głębokie Polesie, mało znane. Inni mówią: „Czy to ma perspektywę?” Ma perspektywę, bo jeżeli wyremontować ten dach, to kościół jest w dobrym stanie – powiedział proboszcz parafii w Lubieszowie na Ukrainie.

Ks. Andrzej Kwiczala wskazał, że w kościele udało się wcześniej wymienić starą zgniłą podłogę. Są zakupione farby do malowania całości. Brakuje tylko sponsorów na remont dachu, chociaż cześć materiałów budowlanych udało się zgromadzić. Problemem jest wysokość kościoła (27 m) i to, że przy ewentualnym remoncie dachu nie będzie można postawić rusztowania ze względy na słabe sufity i poddasza, tylko trzeba będzie wynająć drogie dźwigi.

Sporo pomaga Wołyński Rajd Motocyklowy, zrzucając się w miarę możliwości między sobą. […] Pomaga nasza Straż Graniczna. Zaczęło się od pielęgnacji i ratowania cmentarzy, a później przerodziło się to w coś więcej. Pomagają Strzelcy z Trzebnicy, z Jelcza Laskowic, z Wrocławia, każdy coś przywoził i w kościele w ten sposób została wymieniona cała elektryfikacja – wskazał duchowny posługujący na Polesiu.

Kapłan podkreślił, że na miejscu starają się nie siedzieć z założonymi rękoma i czekać na to, aż ktoś przyjedzie i coś za nich zrobi.

Jeżeli otrzymujemy materiał budowlany, a potrafimy, to sami pracujemy. Niestety, kiedy przyjdą mokre śniegi, to do wiosny tego dachu nie będzie, a wówczas pozostaje modlitwa, żeby nie opadł strop dachu, bo to będzie całkowita tragedia. Stąd takie proszenie. Wiem, że sytuację mamy nieciekawą, ataki na Kościół, na księży. Również sytuacja ekonomiczna na świecie przez pandemię trudna, ale spróbować trzeba. Mam co prawda jeden problem, bo kościół chociaż katolicki, znajduje się na terenie Polesia i nie możemy założyć konta na terenie Polski dla parafii na Ukrainie – zwrócił uwagę ks. Andrzej Kwiczala.

Jeżeli chodzi o różne akcje charytatywne, które są organizowane w Polsce, to takiej siły przebicia nie mam. Raz spróbowaliśmy i – prawdę mówiąc – nie wiem czy drugi raz takie poniżenie w podobnym milczeniu i pokorze bym zniósł, czy bym nie wybuchł – dodał.

Ks. Andrzej Kwiczala wskazał, że problemem również w finansowaniu remontu jest pandemia, która uniemożliwia wyjeżdżanie do Polski na „niedziele kazaniowe”, czy rekolekcje. Wierni mogą jednak wspierać parafię  na Ukrainie m.in. zamawiając Mszę św.

Jest zaufanie do Pana Boga i do ludzi. Na pewno nie czekam na złote góry, ponieważ trzeba pracować samemu, ale jakiś odzew jest, żeby ruszyć do przodu. Niech będzie skromnie, ale niech będzie czysto i normalnie – akcentował ks. Andrzej Kwiczala.

Kapłan zaapelował, aby w miarę możliwości ratować to, co polskie, ponieważ to dziedzictwo narodowe, nasza historia. Nie możemy pozwolić, żeby to przepadło.

Jeżeli tutaj na miejscu, ludzie w miarę możliwości przez tyle lat to utrzymali, gdzie wszystko było zabronione, nie można było korzystać z obiektów sakralnych, a teraz one powróciły z powrotem, to niech już zostaną – mówił misjonarz.

Kapłan zaznaczył, z jakim bólem musiał zmagać się na skutek obostrzeń związanych z pandemią.

Serce bolało, to był straszny szok, kiedy w ciągu tygodnia wierni nie mogli uczestniczyć w Mszy św. Mieliśmy godzinę policyjną i straszne kary, jeżeli ktoś wyszedłby bez potrzeby. Włączała się fantazja, wyobrażało się tłumy w kościele, a ławki były puste, łzy napływały z nerwów i z żalu. Wielki Czwartek i Wielki Piątek bez wiernych. Taką sytuację tylko księża mogą zrozumieć, co się czuło. Serce bolało jeżeli nikogo nie było, bo nie mogło być. To był niesamowity egzamin na człowieczeństwo, na wiarę. Ludzie też to przeżywali, cierpieli przez zakaz chodzenia do kościoła. Nie można wiernych całkowicie odizolowywać. Wschód już to przeszedł, kiedy kościoły były zamknięte – podkreślił duchowny.

Ks. Andrzej Kwiczala zaakcentował, iż ma nadzieję, że święta Bożego Narodzenia będą inne.

Nie wyobrażam sobie inaczej Pasterki. U nas, kiedy po pasterce chór prawosławny śpiewa kolędy, idę z tacą z opłatkami między wszystkich, ile by ich nie było i mamy łamanie opłatkiem, które trwa do godziny – wszyscy z wszystkimi. To jednoczy, właśnie to jest wigilijne ciepło – wskazał kapłan posługujący na Ukrainie.

***

Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć parafię w Lubieszowie i w Maniewiczach mogą kontaktować się bezpośrednio z ks. Andrzejem Kwiczalą przez Facebooka: https://www.facebook.com/andrzej.kwiczala.1 lub mailowo: ks. kwiczala@gmail.com.

***

Polecamy również dwa materiały zrealizowane przez TV Trwam:

 

Paweł Palembas, radiomaryja.pl

drukuj