[NASZ DZIENNIK] Lewica się nie zatrzyma
Jakakolwiek legalizacja aborcji nie usatysfakcjonuje lewicy. Jej postulaty będą się posuwać coraz dalej i dalej. Tak było na zachodzie Europy, tak będzie i u nas. Dlatego tak ważna jest walka o sumienia i o serca ludzi. Tamę złu trzeba postawić jak najszybciej i ona musi być jak najbardziej trwała. Polska legislacja musi chronić życie. Aby do tego przekonywać, służy nasza broszura „Aborcja nie jest OK”. Korzystajmy z niej i brońmy cywilizacji życia w Polsce – podkreślił Wojciech Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, [w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”].
Nasz Dziennik: Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka wydało i promuje bezpłatne materiały „Aborcja nie jest OK”. To odpowiedź na propagandę zwolenników zabijania dzieci poczętych?
Wojciech Zięba: Broszurę „Aborcja nie jest OK” przygotowaliśmy po to, aby jak najszerzej dotrzeć do Polaków z przesłaniem konieczności obrony życia. Tak, jest to odpowiedź na coraz agresywniejszą proaborcyjną propagandę. Jest to też sposób, w jaki chcemy uwrażliwiać, ale i przestrzegać przed tym, co się dzieje w naszej rodzimej polityce. Chcemy po prostu formować dobre postawy i dać podstawowe narzędzia do zrozumienia zagrożeń, jakie niesie ze sobą aborcja, dla dzieci, dla kobiet, rodzin i dla całego Narodu.
Dziś najważniejszy jest przekaz skierowany do młodych ludzi. Jak popatrzymy na ich wypowiedzi, to niestety widzimy, że najczęściej wyrażają pochodną emocji i kłamliwych komentarzy, które usłyszeli na ulicach i w mediach „głównego nurtu”. Młodzi ludzie często, mówiąc o aborcji, nie mają pojęcia, o czym mówią. Z łatwością wygłaszają hasła o zabijaniu ciężko chorych dzieci albo podejrzewanych o chorobę, nie wiedząc, o czym mówią. W naszej broszurze przedstawiamy fakty, przedstawiamy podstawowe informacje o tym, czym jest aborcja, jaka jest sytuacja prawna, a przede wszystkim o tym, jak aborcja wpływa na życie kobiet.
Świadectwa przemawiają najmocniej?
Oddaliśmy głos kobietom, które dokonały aborcji, a pomimo upływu lat niosą w sobie dramat dawnych decyzji. Autentyczność tych historii przemawia. Przesłanie tych kobiet jest proste: aborcja to zbrodnia, nie dokonujcie jej! Proszę was, nie róbcie tego! Mówią o cierpieniu, o syndromie poaborcyjnym i o wyrzutach sumienia.
Te świadectwa obnażają kłamstwa lewicy na temat zabijania nienarodzonych. To wcale nie jest wizyta w gabinecie podobna do innych wizyt lekarskich, to wcale nie jest jak wyrwanie zęba, po którym ból mija i nic nie zostaje. To są wstrząsające świadectwa. To, co mnie uderzyło najbardziej w tych świadectwach, to to, że mówią to kobiety dojrzałe. To nie są kobiety, które dokonały aborcji miesiąc, dwa miesiące temu i jest im ciężko. To są kobiety, które dokonały tego czynu 20-30 lat temu i wciąż mówią, jak wiele bólu się z tym wiąże, jak trudno jest przejść do normalnego życia, ostrzegają, że jest to praktycznie niemożliwe.
Materiały w rękach młodych ludzi będą źródłem wiedzy i podstawą do podjęcia dyskusji ze zwolennikami aborcji?
Tak, w tych materiałach dajemy argumenty, jak rozmawiać o aborcji, pokazujemy absurdy i mity, które pojawiają się w opinii publicznej. To, co jest rzeczą bardzo uderzającą w ostatnim czasie, jest wyciąganie w dyskusji argumentu, że „kobiety masowo umierają na porodówkach w Polsce przez restrykcyjną ustawę aborcyjną”. Mamy tutaj przykład z dwoma mitami. Po pierwsze, śmiertelność okołoporodowa kobiet w Polsce jest drugą najniższą na świecie. Mniej kobiet w ciąży na 100 tysięcy porodów umiera tylko w Norwegii! Polki nie umierają na porodówkach przez ograniczenia w dostępie do aborcji.
Drugim mitem jest wmawianie nam, że mamy okrutną, restrykcyjną ustawę, która karze za aborcję. Ustawa nie jest restrykcyjna. Kobieta jest w niej traktowana jako druga ofiara. Jest tak dlatego, że droga do uzdrowienia kobiety wiedzie nie przez celę, ale przez konfesjonał, przez grupę wsparcia, przez indywidualną pomoc. Do odpowiedzialności karnej może zostać pociągnięty lekarz, który czerpie z aborcji korzyści materialne, przemocowy mężczyzna namawiający kobietę do zabicia dziecka. Ta ustawa wcale nie jest restrykcyjna, jak próbuje się nam wmawiać.
Jednocześnie rządzący wbrew Konstytucji próbują usankcjonować proaborcyjne praktyki.
Koalicja rządząca jawnie dąży do złamania Konstytucji RP i wprowadzenia do Polski aborcji na żądanie. Niektóre z debatowanych obecnie projektów zakładają możliwość zabijania dzieci nawet do porodu. To nie ma nic wspólnego z tak głośno ogłaszaną praworządnością.
Legalizacja aborcji jest w naszym kraju sprzeczna z szeregiem obowiązujących aktów prawnych. Aktualne propozycje łamią pięć artykułów Konstytucji, Kodeks etyki lekarskiej, Kodeks etyki pielęgniarki i położnej, Ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, Ustawę o zawodzie pielęgniarki i położnej, a nawet Kodeks karny.
Są one sprzeczne z całą trzydziestoletnią linią orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego w sprawie życia, a szczególnie z wyrokiem TK z 1997 roku, kiedy to sędziowie pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla rozstrzygnęli, że prawo do życia dziecka stoi ponad prawem kobiet do decydowaniu o aborcji.
Skąd ten upór rządu, aby łamać prawo w sprawie ochrony życia?
Patrząc na dokonania obecnego rządu, widzimy, że nie wywiązał się ze swoich obietnic złożonych wyborcom. Zamiast dokonań ma rekordową dziurę budżetową i brak inwestycji, a że chce się czymś wykazać, dlatego dąży do ogłoszenia „sukcesu”, jakim ma być „legalizacja aborcji”.
Oni chcą wykazać się w jakikolwiek sposób przed swoim elektoratem, nawet jeśli wymaga to łamania prawa. Zauważmy, że chodzi tu nie tylko o cztery procedowane projekty ustaw, ale także o wytyczne minister Leszczyny w sprawie wykonywania aborcji, oraz o dwa wcześniejsze rozporządzenia. Mówią one o tym, że aborcja ma być wykonywana bez zwłoki w placówce, która rozpoczęła procedurę ginekologiczno-położniczą oraz że w każdej placówce ginekologicznej musi być przynajmniej jeden lekarz, który będzie dokonywał aborcji.
Wprowadzenie tych wytycznych jest obchodzeniem koniecznej drogi ustawowej przez urzędnika publicznego.
Ta strategia aborcyjna rządu będzie tragedią dla Narodu?
To jest obłuda obozu rządzącego. Polaków rodzi się coraz mniej. Aborcja pogłębi jeszcze bardziej problemy demograficzne. Warto podkreślić, że te problemy pogłębia już sama trwająca debata. Cała narracja obozu rządzącego sugeruje, że dziecko jest wrogiem kobiety. Ten przekaz jest demoralizujący dla młodego pokolenia. Realizacja postulatów w postaci rozporządzeń i ustaw to utrwalanie tego braku moralności, to deformowanie całego społeczeństwa. Żeby Polska rosła w siłę potrzebuje rodzin otwartych na życie i przyjmujących dzieci z miłością.
Zamiast aborcji potrzebujemy konkretnego wparcia rodzin. Od 1 stycznia tego roku każda kobieta, która urodzi ciężko chore dziecko, otrzymuje wsparcie 4100 zł miesięcznie. To jest dobra zmiana. Potrzebujemy innych dobrych projektów, które będą wsparciem, a nie możliwości zabijania nienarodzonych.
Jakakolwiek legalizacja aborcji nie usatysfakcjonuje lewicy. Jej postulaty będą się posuwać coraz dalej i dalej. Tak było na zachodzie Europy, tak będzie i u nas. Dlatego tak ważna jest walka o sumienia i o serca ludzi. Tamę złu trzeba postawić jak najszybciej i ona musi być jak najbardziej trwała. Polska legislacja musi chronić życie. Aby do tego przekonywać, służy nasza broszura „Aborcja nie jest OK”. Korzystajmy z niej i brońmy cywilizacji życia w Polsce.
Jak każdy z nas może włączyć się w tę walkę?
Mamy cztery elementy strategii obrony życia, którą każdy może wcielać w swoim życiu. Pierwszym elementem jest modlitwa, drugim jest uczenie się, trzecim uczenie innych, a czwartym pomaganie.
Rodzina Radia Maryja i czytelnicy „Naszego Dziennika” to osoby przekonane o sile modlitwy. Jeśli chodzi o naukę, to czytajmy artykuły, oglądajmy filmy i materiały pro-life. Zachęcam do zapoznania się z naszą stroną internetową: prolife.pl. Dzielmy się tymi treściami z innymi. Ostatni element pomocy – to już każdy sam może rozeznać, jak go zrealizować. Pamiętajmy, że na wszystkie akcje i działania potrzeba środków finansowych. Bez tego elementu nikt nie usłyszy naszych apeli.
broszura-aborcja-nie-jest-ok-2024-e-wydanie
Krzysztof Gajkowski/Nasz Dziennik



