fot. PAP/Leszek Szymański

„Nasz Dziennik”: Sanitaryzm w natarciu

Niewykluczone, że już od 1 lipca będzie obowiązywał tzw. unijny certyfikat cyfrowy Covid. (…) W tym samym czasie w Polsce trwają przymiarki do stworzenia rozwiązań, które pod roboczą nazwą paszportu covidowego miałyby pójść jeszcze dalej, bo tylko jego posiadanie umożliwiłoby swobodne uczestnictwo w życiu społecznym. Eksperci alarmują, że to niezgodne z polską Konstytucją i nie ma nic wspólnego z zapewnieniem zdrowia i bezpieczeństwa obywateli – czytamy w sobotnim wydaniu „Naszego Dziennika”.

***

Wprowadzenie certyfikatów szczepionkowych nie ma uzasadnienia epidemiologicznego i jest niezgodne z polskim prawem

Niewykluczone, że już od 1 lipca będzie obowiązywał tzw. unijny certyfikat cyfrowy Covid. Wstępne porozumienie w tej sprawie zostało już wypracowane przez państwa członkowskie Unii Europejskiej i Parlament Europejski. Nowy dokument miałby umożliwić osobom zaszczepionym przeciw COVID-19 swobodną podróż za granicę. W tym samym czasie w Polsce trwają przymiarki do stworzenia rozwiązań, które pod roboczą nazwą paszportu covidowego miałyby pójść jeszcze dalej, bo tylko jego posiadanie umożliwiłoby swobodne uczestnictwo w życiu społecznym. Eksperci alarmują, że to niezgodne z polską Konstytucją i nie ma nic wspólnego z zapewnieniem zdrowia i bezpieczeństwa obywateli.

– Jeśli mówi się o wprowadzeniu jakichś nowych przepisów, zgodnie z którymi tylko osoby zaszczepione mogłyby wejść do restauracji, kina, na stadion sportowy, czyli de facto ograniczałoby się swobodne korzystanie z pełni praw obywatelskich niezaszczepionym, to są to stricte niekonstytucyjne działania – stwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Anna Maria Siarkowska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu.

Sens wprowadzenia paszportu podważa również dr Paweł Basiukiewicz, kardiolog.

– Podaje się publicznie, że dzięki niemu obywatele będą mogli czuć się bezpiecznej. Ja odnoszę wrażenie, że będzie zupełnie odwrotnie: poczują się oni zagrożeni. Paszporty spotęgują narastającą wzajemną podejrzliwość, a często i wrogość. Poza tym z punktu widzenia zdrowia publicznego wprowadzenie paszportu covidowego nic nie zmienia i nic nie poprawia – argumentuje nasz rozmówca.

Już w poniedziałek posłowie otrzymają opinię prawną w tej sprawie podczas pierwszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu.

Zdaniem poseł Siarkowskiej należy odróżnić kwestie ograniczeń i regulacji wprowadzanych przez inne kraje UE od tych, które miałyby obowiązywać w Polsce.

– Nie mamy przecież, jako Polska, wpływu na regulacje obowiązujące w innych państwach UE. Rozumiem także, że można by się zastanowić nad zasadnością wprowadzenia rozwiązania pozwalającego osobom zaszczepionym na uniknięcie kwarantanny w innych krajach UE – przyznaje poseł.

Dodaje, że m.in. w tej kwestii powinien wypowiedzieć się polski Sejm.

– Sejm jest jedyną izbą właściwą do tego, aby w tej materii regulacje przyjmować. Jednak do tej pory nie wypowiedział się on w tej sprawie – zauważa Siarkowska.

Niekonstytucyjne ograniczenia

Jej wątpliwości dotyczą przede wszystkim zakresu dodatkowego czy raczej dalszego wykorzystania owych paszportów.

– Jeśli będą one wykorzystywane do tego, do czego wzywał jeden z ministrów rządu, czyli m.in. będą przepustką do restauracji, kina, stadionu sportowego, czyli ogólnego dostępu do usług, to takie użycie jest stricte niekonstytucyjne – nie ma wątpliwości poseł Siarkowska.

Opinię prawną w tej sprawie posłowie otrzymają w najbliższy poniedziałek podczas pierwszego posiedzenia nowo powołanego Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu.

– To jest kwestia kluczowa. Musimy niezwłocznie nakreślić sytuację prawną takich rozwiązań. Trzeba rozstrzygnąć, czy paszport covidowy można wprowadzać z pominięciem Sejmu, i czy w ogóle można go wprowadzać w zakresie, który by regulował dostęp obywateli do usług na terenie Polski – zapowiada przewodnicząca parlamentarnego zespołu.

Zachęcić czy przymusić?

A do takich ograniczeń, czy wręcz dyskryminacji ze względu na to, czy ktoś się zaszczepił, czy nie, dochodzi, jak potwierdza poseł Siarkowska, coraz częściej.

– Każdego dnia otrzymujemy sygnały o przypadkach łamania praw obywateli. Przypominam, że szczepienie jest nieobowiązkowe, ale z drugiej strony mamy do czynienia z przymuszaniem do udostępniania, niepowołanym do tego osobom czy instytucjom, informacji na swój temat – przyznaje nasza rozmówczyni.

I wylicza przykłady tylko z ostatnich dni: jeden ze szpitali zezwala na porody rodzinne, ale tylko w przypadku, kiedy małżonek rodzącej jest zaszczepiony; z kursu językowego usuwani są żołnierze, którzy odmówili poddania się szczepieniu.

– To skandaliczne. Na pewno polskie sądy zostaną wkrótce zapchane uzasadnionymi wnioskami osób pokrzywdzonych, dyskryminowanych. Deklaruję, że w ramach naszego zespołu będziemy, wtedy kiedy to możliwe, podejmować interwencje poselskie, aby ukrócić ten bezprawny proceder – zapewnia Siarkowska.

Jakie uzasadnienie?

Sensu wprowadzenia paszportów covidowych nie rozumie dr Basiukiewicz. Lekarz przypomina, że dla większości osób przebieg infekcji wywołanej wirusem SARS-CoV-2 jest łagodny.

– Dodatkowo w Polsce znaczna część ludzi COVID-19 już przechorowała. Mają więc oni naturalną odporność chroniącą przed ponownym zakażeniem, także przed zakażeniem inną mutacją wirusa. Ponadto mamy osoby zaszczepione. Znamy skuteczne leki, które łagodzą przebieg choroby. W związku z tym: w jakim celu, w obecnej sytuacji, mamy wprowadzać te paszporty? – pyta dr Basiukiewicz.

Jego zdaniem odpowiedź na to pytanie nie ma nic wspólnego z chęcią zapewnienia zdrowia obywatelom.

– To wygląda jak próba likwidacji strefy Schengen. Nie mam złudzeń co do tego, że paszporty nie przyczynią się do ogólnej poprawy sytuacji epidemiologicznej – uważa kardiolog.

Lekarz zaznacza, że ryzyko związane z wywołaniem ogniska epidemii przez osobę przekraczającą granice państw, a niemającą paszportu covidowego, jest minimalne.

– Jeśli odporność zbiorowa w każdym kraju zwiększa się każdego dnia, a – jak informują nas media – już jest ona zadowalająca, to nie ma sensu, z epidemiologicznego punktu widzenia, wprowadzania takiego certyfikatu. Jeśli nawet pojedyncze osoby zachorują, to one nie zakażą wystarczającej liczby ludzi, aby epidemia mogła przybrać na sile. Podobnie jest przecież w przypadku innych chorób zakaźnych, np. odry, polio – argumentuje dr Basiukiewicz.

Doktor Zbigniew Hałat wskazuje na inne kwestie, które powodują, że wprowadzenie paszportu covidowego mija się z celem.

– Już dziś Izrael ogłasza, że co najmniej co pół roku trzeba będzie podawać tę szczepionkę. Pytanie, czy więc ważność paszportu będzie ograniczona? – zastanawia się epidemiolog.

I dodaje, że niekoniecznie zaszczepienie będzie gwarantowało swobodne przemieszczanie się.

– Jeśli UE nie będzie respektować szczepionek chińskich czy rosyjskich, to na pewno w ramach retorsji Chiny nie będą respektować szczepionek, które uzyskały pozwolenie w UE. Czy więc możliwy będzie przyjazd do tych krajów z UE? Widzimy absurdy związane z wprowadzeniem paszportów covidowych. Ale to dziś nikogo nie interesuje, bo nie chodzi o dobro i zdrowie ludzi, ale wyłącznie o sens finansowy, czyli zarobek na biznesie szczepionkowym – podsumowuje dr Zbigniew Hałat.

Urszula Wróbel/„Nasz Dziennik”

drukuj